500 Days of Summer

Dawno temu koleżanka opowiedziała mi historię o swoim znajomym, który silnie podkochując się w pewnej dziewczynie z liceum postanowił zrobić jej niespodziankę. Ponieważ dziewczyna trenowała po lekcjach w szkole (nie jest istotne co…), on czekał na nią z gitarą, kwiatami i romantyczną piosenką  (która by się mogła temu oprzeć?) aż ta zakończy trening. Historię usłyszałam w przeddzień tego wielkiego wydarzenia, a moja koleżanka natychmiast rozmarzyła się myśląc o tym niezwykle romantycznym planie. Ja jednak podeszłam do tego realistycznie i stwierdziłam że taka historia dobrze by się skończyła, ale tylko i wyłącznie w hollywoodzkich komediach romantycznych – nie w prawdziwym życiu. Następnego dnia otrzymałam szczegółową relację tego jak sytuacja się potoczyła. Oczywiście nic z tego nie wyszło, a po zakłopotaniu i płaczu dziewczyna wykrztusiła, że ona nic do niego nie czuje, sama zaś wzdycha do innego i najlepiej to mogliby najwyżej zostać przyjaciółmi.

9045d-5002bdays2bof2bsummer2b11
Oto wychodzi na to, że w sprawach zakochiwania się jesteśmy niezwykle egoistyczni. Nie dopuszczamy siebie do myśli, że owa „druga połówka” może nie odwzajemniać naszego gorącego uczucia.  Nie ważne – walimy prosto z mostu nie dbając o to czy wprawimy w zakłopotanie drugą osobę czy nie (w końcu jesteśmy przekonani, ze odwzajemni nasze uczucie…) Lepiej więc wytłuc wszystkie talerze w domu, zrobić awanturę w pracy, wkurzać wszystkich swoich przyjaciół i tak dalej, i tak dalej…
1bb20-5002bdays2bof2bsummer2b01

Nie będę ukrywać, że w tym przydługim wstępie kryje się esencja filmu 500 Days of Summer.

Niezwykle realistycznego filmu o miłości, zabarwionego lekko, jak to niektórzy twierdzą, hipsterskim klimatem. Czy rzeczywiście hipsterskim (jak ja nie znoszę tego słowa…)? Jeśli założymy, że będziemy wrzucać do tej szufladki wszystko to co nie jest różową komedią romantyczną to może i owszem…

05e1c-5002bdays2bof2bsummer2b03

Skoro twórcy filmu się z tym nie kryją, to ja w tym tekście również nie będę (piszę w razie gdyby ktoś chciał mnie posądzić o grzech spolerowania). Tutaj nie ma happy endu, a przynajmniej nie takiego jakiego byśmy się spodziewali. Tu nie będzie wzruszających powrotów, tylko zwyczajne zerwanie. Nikt nie padnie sobie w ramiona, tylko zostawi drugą osobę. Mimo wszystko jest to szalenie optymistyczny film…. Może nie do końca pełen różowych jednorożców i tęczy, bo bardziej pozostawia nas ze słodko-gorzkim uczuciem, ale jednak ma w sobie coś z optymistycznego spokoju.

 3c6a6-5002bdays2bof2bsummer2b10

Historia nie jest poukładana w chronologicznym porządku. Te same sceny – wspomnienia powtarzane są i prezentowane z różnej perspektywy czasu (przez co wcale nie są identyczne). Świetną zagrywką jest odtworzenie kilkakrotnie tych samych fragmentów, aby na koniec pokazać nam je jeszcze raz ale z punktu widzenia innego bohatera. Mimo natłoku przedziwnych zabiegów film ogląda się wyjątkowo dobrze. Nie gubimy się w historii, tylko szerzej otwieramy oczy żeby dostrzec że nie tylko medal ma dwie strony, bo i w związku mamy dwie osoby które mają prawo do swoich uczuć, wątpliwości i przekonań.

b71ae-5002bdays2bof2bsummer2b06
Na brawa zasługuje rola Jopsepha Gordona-Levitta jako uroczego zakochanego faceta ze swoją wiecznie poczochraną grzywką i lekko wygniecioną koszulą. To na nim opierał się cały film, a dzięki tej kreacji Tom wypadł bardzo przekonywująco jako główny bohater. Również niesamowitą rolę młodszej siostry odegrała Chloe Grace Mortez. Dziewczyna była przeuroczą  oraz zdecydowanie dojrzalszą (i mimo wszystko dużo młodszą) siostrą. Nie zachwyciła mnie natomiast Zooey Deschanel. Uwielbiam ją całym sercem, a mimo wszystko wydawała mi się niezbyt przekonywująca w roli Summer. Niby postać naprawdę do niej pasowała, jednak miałam wrażenie że tym razem nie zaiskrzyło… Czytałam gdzieś porównania postaci Summer do najnowszej serialowej roli Zooey – Jess z serialu New Girl (którego jestem wielka fanką…), jednak muszę głośno i dobitnie zaprzeczyć, bo widziałam więcej przeciwieństw niż podobieństw między nimi…

Poza tym polecam film wszystkim tym, którym przejadły się mało realistycznie miłosne historyjki. Nie ma się co zrażać tym drobnym faktem, że od pierwszej minuty zostaje nam zdradzone zakończenie. Jeszcze zdążymy się zdziwić jak wszystko może się potoczyć… Zbieg okoliczności, przypadek, przeznaczenie – Summer różnie to nazywa pod koniec filmu, ale co najważniejsze przypomina nam w ten sposób że „co ma być to będzie” i powinniśmy się z tego cholernie cieszyć.

Dlatego jeśli następnego dnia biegnąc na przystanek spóźnicie się na autobus to pomyślcie o tym, że może właśnie tak miało być. Jak w życiu.

One thought on “500 Days of Summer

  1. Pingback: Don Jon

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s