Światło, cień i ruch – Volker Schlöndorff

 – Co czytasz?
– Autobiografię Volkera Schlöndorffa
Chwila ciszy.
– To taki reżyser. Zrobił Blaszany bębenek.

Sam Schlöndorff od początku wiedział, że Blaszany bębenek to będzie tytuł który przyklei się do niego do końca życia. Z drugiej jednak strony, ma szczęście zostać tym reżyserem którzy na stałe wpisał się do historii kina. Niewielu ma taką szansę.

volkerschlondorff 04

Autobiografia jest bardzo szczegółowym obrazem życia reżysera. Zawiera mnóstwo (niestety marnej jakości) zdjęć, fragmentów dziennika który prowadził na potrzeby swoich filmów (i swojego zdrowia psychicznego) a co najważniejsze – mnóstwo historii i anegdot z życia filmu.

Fatalną cechą każdej produkcji filmowej jest to, że raz puszczonej w ruch machiny nie da się już zatrzymać, nawet jeśli wiadomo, że z każdym dodatkowym dniem będzie się wydawało kolejne, z góry przeznaczone na zmarnowanie pieniądze. Trzeba kręcić dalej, nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za przerwanie produkcji, często nawet wówczas, kiedy już na samym początku przygotowań zaczyna być widać, że całość najprawdopodobniej się nie uda. Za dużo pieniędzy zostało już wydanych, za wiele umów zostało podpisanych. Tak więc do już wyrzuconych pieniędzy dokłada się następne, film zostaje nakręcony, zmontowany, opracowany i wprowadzony do kin na zasadnie niech już to kosztuje, ile chce. Po pierwszym weekendzie potwierdza się to, co wszyscy wiedzieli już od samego początku: jest klapa. Ale i tak wszyscy wolą przełknąć jakoś na koniec te wielkie straty, klasyfikując to jako tak zwane zrządzenie losu, za co nie ma kogo konkretnie obwinić, niż przerwać prace zawczasu, co oznacza przyznanie się do błędu.


Niezwykłe są portrety jego przyjaciół i partnerek. Pojawia się Jean-Pierre Melville, Louis Malle, Gunter Grass, Werner Herzog, Wim Wenders, ale też Arthur Miller czy Dustin Hoffman.

Jego życie przez długi czas było życiem na walizkach. Urodził się w Niemczech, jego matka zmarła bardzo wcześnie więc wraz z bratem byli wychowywani tylko przez ojca. Uczył się w szkole z internatem we Francji, później studiował w Paryżu. Gdzie mieszkał? W Monachium, Berlinie, Nowym Jorku i w Toskanii gdzie kupił kawał ziemi wraz z 600 drzewami oliwnymi. Opowieści o przeprowadzkach czy pomieszkiwaniu kątem u przyjaciół filmowców nie mogły nie pozostawić niezwykłych wspomnień…

Urzekły mnie opisy najważniejszych kobiet w życiu Volkera Schlöndorffa. Jego pierwszej żony – Margarethe von Trotty, nowojorskiej miłości – Karoline i drugiej żony, montażystki Angeliki Gruber (z którą ma córkę Elenę). W autobiografii ze skruchą przyznaje się do okłamywania Margarethe, romansu, ucieczki…
Do tego tłem jest zalewanie sercowych smutków wraz z Wernerem (Herzogiem) i Wimem (Wendersem). Genialni filmowcy, czy nie, też miewają problemy z kobietami…

Spytał (Herzog) Wima, ile zajął mu powrót do normalnego życia po rozwodzie z Lisą Kreutzer. – Dwa lata – mówi Wim. – No to mam przed sobą jeszcze rok – konkluduje Werner i dodaje – Jestem kometą pozbawioną stałej orbity, jaką mają planety. Pędzę przez wszechświat w milionach drobin po nieustalonej eliptycznej orbicie.

Niezwykle wartościowe są również spostrzeżenia dotyczące przemysłu filmowego. Polityka od zawsze wtrącała się w ten świat. Problemy przy realizacji międzynarodowych koprodukcji przed upadkiem muru berlińskiego, absurdy podczas zdjęć w Polsce, ciągły brak pieniędzy, walka o władzę… Wszystko to ma miejsce w tej lekko przydługiej autobiografii. Jednak dla prawdziwego pasjonata kina te wszystkie informacje są niezwykle cenne. Obnażają ten niezwykle hermetyczny świat w bardzo dokładny sposób…

volkerschlondorff 03

Oprócz drzewka Karolinie zostawiła mi też list, liczący sobie wiele stron. Pisała w nim, że tak naprawdę po prostu ode mnie uciekła, żebym jej całkowicie nie zniszczył. Wszystkie nasze rozmowy wykorzystywałem do tego żeby popsuć pisane nam szczęście. Wskutek jakichś wygórowanych wymagań, jakie sobie stawiam, stwarzam wokół siebie pancerz. Mój tępy upór zabija namiętność. Czytając to czułem, jakbym rozpoznawał słowa starego Pascala: „Szczęśliwy, kto poznał miłość przed ambicją”. Jeśli stanie się odwrotnie, człowiek zaczyna unikać jakiegokolwiek ryzyka. A szczęście to największe ryzyko, bo człowiek naprawdę nie wie, co będzie gotowy dla niego zrobić. Istnieje wręcz niebezpieczeństwo, że ono człowieka zmieni, że tak naprawdę stanie się inny. Ostrożnie! Lęk. Bo kim okaże się ten inny?

volkerschlondorff 05

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s