Subiektywnie i wybiórczo – 5 filmowych historii miłosnych

Od tygodnia moja poczta jest zalewana walentynkowym spamem, księgarnie internetowe proponują walentynkowe zniżki, kina – promocje dla dwojga. Nawet Filmowe Wydawnictwo Wojciech Marzec proponuje rabat z okazji walentynek.

Czy oni wszyscy oszaleli?

W tym momencie złośliwi mogą wtrącić, że zachowuję się zgorzkniała stara panna, której jedynym towarzyszem jest kot…
Może i jest w tym ziarno prawdy, bo święto zakochanych w mojej głowie jest raczej kojarzone ze szkolnym upokorzeniem niż z jakąkolwiek radością.
Ale nie słuchajcie mnie, ja jestem tylko pracoholikiem.


Mimo to, wbrew wszelkim wskazówkom mogącym stwierdzić inaczej – tak, jestem kobietą i tak uwielbiam historie miłosne. Serio.
Bo która z nas, nie lubi sobie czasami popłakać (ja ogólnie niestety nie płaczę na filmach, chyba że jest to jakaś wyjątkowa historia…), popatrzeć na zakochanych, a na koniec wykrzyknąć: prawdopodobnie umrę samotnie.

W każdym razie – oto moje zestawienie:

5 (ulubionych?) filmowych historii miłosnych

(w kolejności jak najbardziej przypadkowej)


1. One Day (Jeden dzień, 2011)

reż. Lone Scherfig

Emma (Anne Hathaway) i Dexter (i przystojny Jim Sturgess) poznali się na studiach. Po dość dziwnym początku ich znajomości, postanawiają spotykać się co roku tego samego dnia – 15 lipca.
Piękna historia o przyjaźni pracowitej i ambitnej dziewczyny i bogatego rozpieszczonego chłopaka. Choć zdaje się, że ich znajomość nie powinna trwać dłużej niż kilka dni trwa kilkanaście lat. Nie raz jedno zawiedzie drugiego, dopiecze do żywego, zrani i sprawi przykrość. Trochę niewypowiedzianych słów, zduszonych emocji, niespełnionych marzeń, skrytych uczuć ale i sporo szczęścia. Jak w życiu.
Pod koniec filmu za każdym razem stwierdzam, że dla tego szczęścia można przetrzymać wiele. Szkoda tylko, że odnajdywanie siebie nawzajem pochłania tak dużo czasu…
Bo czasami jest tak… mimo tego, że ciągnie nas do tego drugiego człowieka, to gdy go widzimy moglibyśmy mu przynajmniej ukręcić łeb (Nie…? To tylko ja tak mam?).


2. Walk the Line (Spacer po linie, 2005)

reż. James Mangold


Johnny Cash (Joaquin Phoenix) i June Carter (Reese Witherspoon). Cóż mogę więcej dodać…?
Jedna z tych historii pod której wpływem zastanawiasz się, czy nasze własne szczęście może nadal nazywać się szczęściem jeśli dążąc do niego ranimy tyle osób?

Film wart obejrzenia nie tylko ze względu na historię miłosną. Aczkolwiek mnie zdecydowanie poruszyła i w pewnym sensie odmieniła moje życie. A może zwyczajnie pojawiła się w odpowiednim czasie i miejscu.


3. Friends with Kids (Single od dziecka, 2011)

reż. Jennifer Westfeldt

Jason (Adam Scott) i Julie (Jennifer Westfeldt) to mieszkający obok siebie przyjaciele. Widząc rozpadające się związki znajomych, którzy po pojawieniu się dziecka zaczynają wylewać na siebie nawzajem własne frustracje postanawiają obejść system. Dziecko – mogą mieć razem, a romans i miłość zostawić dla tego właściwego i jedynego partnera.

Niezwykłe historia o przyjaźni z serii żuraw i czapla (jak jedno chce, to drugie nie chce). Niestety, zgranie w czasie naszych uczuć to jeden z tych problemów nad którym również się zastanawiam… Ludzki i prawdziwy film, który na szczęście nie wygląda cały czas jak słodka romantyczna bajeczka.

4. Out of Sight (Co z oczu to z serca, 1998)

reż. Steven Soderbergh

Film po którym kompletnie straciłam głowę dla George’a Clooneya. On (Clooney) – złodziej, ona (Jennifer Lopez) – policjantka. On ucieka z więzienia, ona – akurat jest w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu. Trafiają razem do bagażnika samochodu.

Kolejny przykład przypadkowej (nie, w życiu nie ma przypadków) znajomości po której żadna ze stron nie może zapomnieć o tej drugiej.
Niestety, małe szanse na szczęśliwe zakończenie. Ale może warto było dla tych kilku momentów…

 

Jack Foley: It’s like seeing someone for the first time — you can be passing on the street — and you look at each other and for a few seconds, there’s a kind of a. . .a recognition. Like you both know something. But then the next moment the person’s gone, and. . .and it’s too late to do anything about it and you always remember it because it was there and you let it go, and you think to yourself, “What if I had stopped? What if I had said something? What if? What if?” It may only happen a few times in your life.
Karen Sisco: Or once.
Jack Foley: Or once.


5. Two Weeks Notice (Dwa tygodnie na miłość, 2002)

reż. Marc Lawrence

Gdy jest mi smutno i źle zawsze włączam ten film. Sandra Bullock jako mająca swoje ideały zdolna prawniczka po Harvardzie i Hugh Grant jako roztrzepany i beztroski milioner. Znowu – on doprowadza ją do szaleństwa, ale kiedy ma szansę to ona nie potrafi tak zwyczajnie od niego odejść. Wesołe, zabawne, lekkie… o uzależnieniu od drugiego człowieka i braku umiejętności podejmowania jakiejkolwiek własnej decyzji.

No i cóż… panowie, czasem trzeba umieć zawalczyć o taką pyskatą i przemądrzałą panienkę. Jak umiejętnie to rozegracie to jest możliwość, że w pewnym momencie przestanie ona trajkotać 🙂


Tyle z mojej strony, a jakie WY macie typy ulubionych filmowych historii miłosnych? Piszcie!

4 thoughts on “Subiektywnie i wybiórczo – 5 filmowych historii miłosnych

  1. Pocahontas recenzuje pisze:

    Myślę, że (zresztą jak większość rzeczy, a raczej wszystko) punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i sposobu patrzenia 🙂 Ja nie zauważyłam nic związanego z Walentynkami, ale rzeczywiście przyznam, że jak kiedyś nie byłam w związku to jakoś bardziej zwracałam na to całe walentynkowe zamieszanie uwagę, wręcz mnie czasem drażniło 😉
    Jeśli chodzi o filmy to uwielbiam „Love the Hard Way”, chyba aż napiszę recenzję, bo film jest (za) mało znany, a uwielbiam go. „Spacer po linie” absolutnie kocham!! Zawsze czuję się fantastycznie po seansie, daje mi jakąś taką pozytywną energię 🙂 „Co z oczu to z serca” akurat wczoraj oglądałam i tak średnio mi przypadł do gustu. Z Hugh Grantem zdecydowanie wolę „Notting Hill” – dla mnie wręcz klasyk 😉

    Lubię to

  2. Arkadiusz pisze:

    Fajne zestawienie 🙂 Widziałem trzy i jedno bym chciał zobaczyć (One Day) a Friends with Kids jakoś mnie do siebie nie przekonali :/

    A co moich typów…hmm…to bym miał problem 😐 Bardzo lubię historię opowiedzianą w „Love & Basketball”. Lubię też „Wimbledon”. Oczywiście klasyczny „Dirty Dancing”. Urocza jest opowieść w „Dniu świstaka”. Kiedyś podobał mi się „Tam gdzie Ty” i jeszcze „zakazany owoc”, „Igraszki losu”, „Masz wiadomość”, „Dziewczyna z Jersey”, „Notting Hill”, „Tin Cup”, „Był sobie chłopiec”, „Apartament”, Na ostrzu”…za wiele tego aby tak po prostu wziąć i wybrać 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s