Charlie, ach ten Charlie…

Ostatnio przeżywam sporą fascynację postacią Charliego Chaplina. O jego geniuszu chyba nie muszę nikogo przekonywać kto choć raz widział Brzdąca czy Gorączkę złota. Niby niepozorny, maleńki człowieczek który wiecznie walczył z czymś zdecydowanie większym od niego… ale do tej pory szybko zjednuje sobie naszą sympatię.

Taką postać (ikonę!) wykreował zdolny Charles… Ale jaki był naprawdę.

Urodzony w Londynie Charles Spencer Chaplin nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Jego rodzicie rozwiedli się niedługo po jego narodzinach, a pozostając pod opieką matki wraz z bratem Sydneyem przeprowadzali się zbyt często. Ich matka wiele razy miała problemy ze znalezieniem pracy, więc rodzinie zdarzało się nawet trafić do przytułku. Według rejestrów emigracyjnych Charlie przyjechał wraz z cyrkową trupą do USA 2 października 1912 roku. Tam został zauważony przez Macka Sennetta – producenta filmowego i właściciela Keystone Film Company.
Charlie, ach ten Charlie...

Charlie Chaplin w stroju cywilnym 🙂

 Sława Charliego urosła bardzo szybko. Każdy następny film z jego udziałem stawał się coraz bardziej popularny. Mimo wszystko zadziwiają jego kontrakty z wytwórniami. Na przykład Chaplin miał podpisaną umowę na osiem filmów z wytwórnią First National.

Firma mając ogromne zaufanie do twórcy, zdawała sobie sprawę że nazwisko Chaplin przyniesie ogromne zyski, że nawet nie trudziła się z określeniem ani tego jakiego typu miały to być filmy, ani tego w jakim terminie mają one być oddane. First National miało mu płacić rocznie (gigantyczną jak na tamte lata) sumę miliona dolarów…
Co więcej Charlie miał zapewniony procentowy zysk z eksploatacji swoich dzieł! Dzisiaj to może nie dziwi, ale warto pamiętać że to był rok 1918 a system gwiazd (i ich kultu) jeszcze nie był AŻ tak rozwinięty w raczkującym Hollywood.
Charlie nic sobie nie robił z terminów czy niecierpliwości panów z rady nadzorczej firmy. Zdarzało mu się zażądać dodatkowego wynagrodzenia (jak na przykład stało się przy filmie Brzdąc), zużyć zbyt dużo taśmy, przekroczyć terminy…
Chaplin wiedział że jako niezwykły twórca może pozwolić sobie na wiele. Nie obawiał się producentów i coraz bardziej naginał granice ich wytrzymałości. Powtarzał że nad filmem trzeba pracować co najmniej rok, co było jak na tamte czasy szokującą metodą. Nie żałował też niezwykle drogiej taśmy filmowej. Na standardową dwuaktówkę (600 metrów) zdarzało mu się zużyć od 10 do 30 TYSIĘCY metrów. Uważał że jako artysta ma prawo mieć tyle samo czasu co malarz czy rzeźbiarz który za wszelką cenę chce dotrzeć do prawdy artystycznej. Udowadniał że slapstick też może być sztuką. Jeżeli jeden człowiek uderzy drugiego w pewien określony sposób i w odpowiednim psychologiczne momencie może to być śmieszne. Jeśli uczyni to o chwilę za późno, efekt jest stracony.
Sam sprawdzał reakcje widzów na sali projekcyjnej – jeżeli jakiś gag nie wywoływał spodziewanej salwy śmiechu to film wracał na warsztat.
 
Jako perfekcjonista organizował miliony prób ze swoimi starannie dobranych aktorami. Uważał że nie trzeba grać, tylko każdą rolę budować od wewnątrz. Potwierdzeniem talentu reżyserskiego Chaplina mogą być jego relacje z aktorami. To pod skrzydłami Charliego najlepszą rolę życia odegrał m.in. Jackie Coogan, który grał tytułowego brzdąca. Choć Coogan niewątpliwie był bardzo zdolnym aktorem to jego rola pięcioletniego chłopca została zapamiętana w historii kina jako jedna z najlepszych ról dziecięcych.
Charlie, ach ten Charlie...

Charlie Chaplin i Jackie Coogan

Prawda to było coś do czego Chaplin dążył przy każdym swoim filmie. Celem sztuki filmowej jest przenieść widza do królestwa piękna. Ale ten cel może być tylko wtedy osiągnięty gdy zbliżamy się do prawdy. Tylko realizm może zdobyć publiczność.
Niestety w życiu prywatnym Chaplin miał również wiele doświadczeń z prawdą i tym jak łatwo ją wykreować. Będąc cudzoziemcem żydowskiego pochodzenia nie miał najłatwiejszego życia w amerykańskim światku. Jako znana postać, ten co nie poszedł na ochotnika do wojska, a na karku miał sprawę rozwodową wiedział jak smakują gazeciarskie oszczerstwa. Może stąd w jego filmach tak wiele miejsca poświęca niesprawiedliwości społecznej i nie krępuje się krytykując ludzkie zachowania.
Charlie, ach ten Charlie...

Charlie Chaplin i współzałożyciele United Artists

W 1919 roku, po tym jak wraz z Griffithem, Fairbanksem i Mary Pickford założył firmę United Artists, Chaplin postanowił zrealizować film, w którym sam nie będzie występował. Paryżanka jest produkcją stworzoną specjalnie dla Edny Purviance – długoletniej partnerki Charliego. Dzieło nie spotkało się w Ameryce z entuzjastycznym przyjęciem, choć film podobał się inteligencji i krytykom którzy spojrzeli na Chaplina jako twórcę, a nie tylko biednego, poczciwego trampa.
Gorączka złota była już artystycznym triumfem, o którym głośno było na całym świecie.
Charlie, ach ten Charlie...

Edna Purviance, Charlie Chaplin

Mimo wszystko genialny Charlie był tylko człowiekiem – w tamtym czasie po raz kolejny wybuchł skandal z udziałem Chaplina, a opinia publiczna nie zostawiła na nim suchej nitki.  Druga sprawa rozwodowa z Litą Grey nie pomogła twórcy, który postanowił uciec z Hollywood i schronić się u przyjaciela na wschodnim wybrzeżu. Chaplin musiał w końcu zapłacić za swoją niezależność, za oświadczenie o zainteresowaniu bolszewizmem, Rosją radziecką i słowa Lenin jest wielkim człowiekiem.
Lita Grey swoją długą listą oskarżeń postanowiła stworzyć proces rozwodowy oparty na seksualnych oskarżeniach. Powód był banalny – chciała wydrzeć jak najwięcej pieniędzy od swojego eks-męża. Udało jej się, ale nie była w stanie doszczętnie zniszczyć Charliego. Po jakimś czasie ponownie wrócił do Hollywood żeby nakręcić Cyrk i Światła wielkiego miasta… 
 
Charlie, ach ten Charlie...

Lita Grey

Tuż po premierze Dzisiejszych czasów Chaplin wraz aktorką Paulette Goddard wyjechał w podróż na Daleki Wschód. Choć oboje zaprzeczali jakiemukolwiek romansowi, to wkrótce panna Goddard została trzecią żoną twórcy.
W latach 40 Charliego spotkała kolejna fala procesów. Poza tym, że znalazł się na tzw. czarnej liście Hollywood która mieściła nazwiska osób o silnie lewicowych poglądach po raz kolejny na światło dzienne wypłynęły jego (kolejne) liczne romanse. Jedną z oskarżycielek była Joan Barry, asystentka o aktorskich aspiracjach. J. Edgar Hoover również nie krępował się w tworzeniu czarnego PRu i swoimi wypowiedziami tylko dolewał oliwy do ognia. Jeśli Charlie zostałby oskarżony groziłaby mu kara nawet 23 lat więzienia. Kontrowersje wokół sprawy o ojcostwo jaką złożyła panna Barry podsyciła wiadomość o czwartym ślubie Chaplina z osiemnastoletnią Ooną O’Neil (Chaplin miał wtedy 54 lata). 
Charlie, ach ten Charlie...

Charlie, Oona i szóstka ich dzieci.

Premiera filmu Światła rampy miała mieć miejsce w Londynie. Podczas gdy Charlie 18 września 1952 roku wsiadł wraz z rodziną na statek płynący ku Wielkiej Brytanii głośno stwierdził, że prawdopodobnie już do Ameryki nie wróci. Następnego dnia prokurator generalny odebrał Chaplinowi prawo do ponownego wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych. Ameryka nagle stała się wrogim krajem dla jednego z najbardziej znanych twórców filmowych. Choć Światła rampy zebrały świetne recenzje, to sam Charlie stał się zbędną personą w Hollywood. Jego żona powróciła jedynie do ojczyzny aby zebrać pozostały majątek i w efekcie wraz z rodziną ostatecznie osiąść w Szwajcarii.

W 1953 Charlie dostał pozwolenie na powrót do USA, ale wrócił tam dopiero po kilkunastu latach (między innymi po to aby w 1972 odebrać honorową nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej).

Charlie, ach ten Charlie...

Charlie Chaplin, Oona O’Neil i honorowy Oscar.

Nadal próbował realizować nowe filmy. Założył nawet firmę produkcyjną Attica w Anglii, ale nie mógł przyzwyczaić się do braku wolności twórczej. Jego pozycja zmieniła się i nie miał już do dyspozycji całego studia jak podczas swoich złotych lat w Hollywood. Od lat pracował też nad swoimi książkowymi i filmowymi autobiografiami.

Nawet w w drugiej połowie lat 70, schorowany (miał kilka udarów), poruszający się na wózku inwalidzkim i mający problemy z mówieniem nadal planował kolejne produkcje filmowe… 

Zmarł w wieku 88 lat 25 grudnia 1977 roku we śnie.
Charlie, ach ten Charlie...

Chaplin i Ghandi

4 thoughts on “Charlie, ach ten Charlie…

  1. Kot Bury pisze:

    Nie przepadam za kinem w tej formie, ale pamiętam, że kiedyś na jakimś węgierskim kanale natknęłam się na film z Charliem i tak przyciągnął moją uwagę, że obejrzałam cały. Charyzma sceniczna Chaplina sprawia, że nie można oderwać od niego oczu, nawet po tylu latach.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s