Philomena | Tajemnica Filomeny

Filomena była wychowywana u sióstr zakonnych. Zamknięta w klasztorze wraz z innymi dziewczętami i porzucona przez ojca (jej matka umarła gdy ta była mała) nie znała innego życia. Pewnego dnia na festynie poznaje chłopaka. Owocem tej króciutkiej znajomości stał się syn – Anthony, którego rodzi w klasztorze w ogromnym bólu. Odtąd siostry powtarzają jej, że tylko swoim fizycznym cierpieniem będzie w stanie odpokutować okropny grzech.
Gdy tylko Filomena dochodzi do siebie – zostaje zmuszona do pracy. Wraz z innymi dziewczętami 7 dni w tygodniu spędza w pralni, a swoje dziecko widuje tylko godzinę dziennie…

Anthony, tak jak i inne dzieci – był przeznaczony do adopcji. Wystarczyło, że pojawiała się katolicka rodzina, a biologiczne, młode matki wbrew ich woli traciły swoje pociechy na zawsze.

Filomena ukrywa informację o Anthonym przez wiele lat choć jak sama podkreśla – nie było dnia w którym by o nim nie myślała. Gdy w końcu decyduje się wyjawić sekret swojej rodzinie, jej córka za wszelką cenę chce pomóc matce odnaleźć Anthony’ego…

Martin (Steve Coogan, również współscenarzysta) jest dziennikarzem i właśnie stracił pracę. Postanawia napisać książkę o historii Rosji, ale przypadkiem dowiaduje się o Filomenie. Historie obyczajowe, nigdy nie były jego specjalnością, ale mimo to postanawia spotkać się ze starszą panią i wysłuchać jej opowieści.

W roli młodej Filomeny wystąpiła Sophie Kennedy Clark, która w przeciwieństwie do dorosłej bohaterki – Judi Dench (klasa sama w sobie) niczym się nie wyróżnia. Jej rola jest poprawna, naiwna i prosta. Ale z drugiej strony… taka ma być.
Dench zaś, roztacza przed nami wizerunek wierzącej, zranionej, ale prostolinijnej i uczciwej starszej pani. Razem z Martinem stanowią świetny duet, a ich spojrzenia na świat zderzają się na każdym kroku.
On – doświadczony w podróżach po świecie i wykształcony, dawno już, w pewnym sensie, zatracił sam siebie. Filomena przypomina mu o ludzkich odruchach, życzliwości i umiejętności czerpania radości ze wszystkiego co ją spotka. Oboje uczą się od siebie nawzajem, ścierają i uzupełniają w sposób niezwykły i niezapomniany.
Choć długo błądzą, szukając kolejnych tropów mających doprowadzić ich do zaginionego dziecka, to z tej podróży wynoszą coś dla siebie.

Film, choć jest spokojną obyczajową opowieścią ma w sobie coś co trzyma w napięciu. Stephen Frears (reżyser) podaje nam pokręconą ale wiarygodną, ludzką historię, w której tylko z pozoru nie ma nic szczególnego…

Prawdopodobnie każdy wyniósłby z tego filmu coś innego. Moją lekcją jaką dostrzegłam jest wybaczenie. Nie da się nie uwierzyć Filomenie kiedy spokojnie mówi do jednej z sióstr zakonnych, (która celowo utrudniała jej odnalezienie syna): wybaczam ci.
Są to piękne i szczere słowa, mające w sobie prawdziwą moc. Możemy mówić wybaczam codzienne ale czy będziemy w stanie tak jak staruszka naprawdę odpuścić i zostawić krzywdę za sobą…?
Ja bym nie wybaczył rzuca Martin na odchodne.

A Wy… Potrafilibyście?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s