Only lovers left alive

 – Opowiedz mi teraz o splątaniu Einsteina. Upiornym działaniu na odległość. To teoria kwantowa?
– Nie. Nie teoria, tylko fakt.
– Jak to idzie?
– Jak rozdzieli się dwie splątane cząsteczki i umieści z dala od siebie, choćby na przeciwległych krańcach Wszechświata, i zmienia się lub oddziałuje na jedną, druga ulega takiej samej zmianie lub oddziaływaniu.

Adam (Tom Hiddleston) i Ewa (Tilda Swinton) są małżeństwem od kilkuset lat. On skrył się ze swoim muzycznym geniuszem na mrocznych przedmieściach Detroit, a ją boli, optymistycznie nastawione serce, gdy widzi jak jej ukochany coraz bardziej zapada się w swoim smutku…
 
Only lovers left alive (Tylko kochankowie przeżyją) Jima Jarmuscha, to estetycznie wysmakowany poemat. Spokojny, film o niepowtarzalnym klimacie, ciągnący się powolnym i dostojnym rytmem. Adam i Ewa także nigdzie się nie spieszą, mają zarówno za sobą jak i przed sobą całe stulecia. Pozostaje im obserwować szaleńczy świat pogrążony w wojnie, bólu i kryzysie. Ten sam świat w którym żyją od lat, który teraz ogarnięty dzikim pędem i konsumpcją zdaje się zapomnieć o tym czym jest prawdziwa sztuka…

Fabularnie nie dostajemy tutaj nic specjalnego – udręczonego wampira, jego ukochaną, niesforną młodszą siostrzyczkę (Mia Wasikowska), która z przebiegłym uśmieszkiem wkrada się i miesza w życiu bohaterów i starca (John Hurt), który w końcu musi się pożegnać z życiem. Jednak Jarmusch operując niedopowiedzeniami i sugestiami stworzył niezwykle klimatyczną opowieść od której ciężko jest oderwać wzrok. Hipnotyzuje nas muzyką (w której sam maczał palce…), zdjęciami (piękne, autorstwa Yoricka Le Saux’a), światłem i ideą bycia razem.
 

Doprawdy nie pojmuję, czemu nie mieszkacie w tym samym miejscu, skoro nie możecie żyć bez siebie.

W filmie ujęła mnie dwójka głównych bohaterów. Ich enigmatyczność i te półsłówka jakie bez przerwy wymieniają. Momentami miałam wrażenie, że Adam i Ewa nienawidzą się do szpiku kości, ale sekundę później byłam przekonana, że miłość jaką Jarmusch nam pokazał jest najprawdziwszą jaka istnieje w kinematografii. Może o to właśnie chodzi, że najbardziej intensywne związki muszą być przeplecione całą gamą przeróżnych barw i emocji…
Choć wizualnie nie dostajemy scen pełnych erotycznych namiętności, to między Hiddlestonem i Swinton jest pewne komplementarne i całościowe porozumienie. Tak jakby oboje byli sobie przeznaczeni – i co więcej zdawali sobie z tego sprawę, że nie mają szans na wygranie ze swoim splątaniem. Tak już jest, że choćby byli na przeciwległych krańcach wszechświata to i tak nie mogą od tego uciec i uwolnić się od siebie nawzajem.
 
Ponad to wszystko Jarmusch prowadzi gorzką opowieść o współczesnym świecie – zanieczyszczonym, pełnym rozczarowań i niechlujstwa… nawet głupim. Tylko Ewa momentami wyraża promień optymizmu, że jeszcze wszystko będzie lepiej i skieruje swój bieg na inną ścieżkę, niż tą prowadzącą do samozagłady.

Między wierszami dostajemy nawiązania do kultury. Jarmusch przewrotnie sugeruje nam kto napisał Hamleta i kto grał w szachy z Byronem. Wampiry mówią o tym naturalnie, jakby wspominały nie mające żadnego znaczenia spotkania sprzed lat. Pozostaje jednak w ich słowach nuta rozrzewnienia. Może to przez zmęczenie tymi setkami lat, a może przez tę odwieczną rolą obserwatora zmian jakie dzieją się na świecie…
 

W końcu to oni są Adamem i Ewą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s