Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 9

Wiosną staję się nadaktywna. Zaczyna mi się to w kwietniu, trwa przez cały maj i niebezpiecznie zahacza o czerwiec. Śpię po 4 godziny dziennie, robię tylko tysiąc rzeczy jednocześnie, a do tego załatwiam kolejne trzy tysiące innych spraw…
Nawet nie jestem w stanie spokojnie chodzić po mieście tylko biegam jak szaleniec.

Winię za to różne substancje, które mogą fruwać w powietrzu wiosną. Drzewa, kwiaty i trawy pylą jak szalone. Zapewne tworzy się w mojej głowie jakaś dziwna substancja chemiczna która przekształca moją osobę w taki dziwny twór… Wiosna jest zawsze dziwna, a ja z roku na rok wiosną staję się jeszcze dziwniejsza.
I tak, kiedy jak zawsze w okolicach 22:00 wracam do domu torując sobie drogę między tobołami w swoim pokoju, otwieram laptop, zgrywam zdobyte w ciągu dnia materiały i czasem zamienię dwa słowa z przyjaciółką (ach ten fejs!) robi się północ. W okolicach pierwszej w nocy program do montażu zawsze się zawiesza i bardzo przeprasza, że musi się zamknąć ale cóż… musi. Przeprasza mnie tak ze dwa razy obiecując, że żadne dane nie zostaną utracone bo sumiennie robił autosave’y. Masz szczęście, koleś. Autosave’y górą.

ZPFA 9

Znalezione w palarni Akademii Teatralnej w Białymstoku.

Przed drugą, kiedy wydzieram soczewki ze swoich oczu (wiem, powinnam to robić jak tylko przyjdę do domu) znowu mam ochotę palnąć sobie w łeb, bo… wiadomo. Przygotowuję się na kolejną serię kazań od najbliższych mi osób – za dużo… bla bla… nie oszczędzasz oczu… co ty robisz… bla bla bla… zostaw to… znowu sobie coś wymyśliłaś… musisz więcej spać… bla bla… i jeść… (nie nie wyglądasz grubo)… jak tak dalej pójdzie zostaniesz sama jak palec z tymi swoimi filmami…

Tak, tak. Jutro wstanę o piątej (ale świta teraz wcześniej więc mogę wstawać jeszcze wcześniej…), pobiegam po lesie, wypiję dwa litry wody, będę grzecznie pisała licencjat, nie będę się garbić (te stoły w bibliotece są takie niedostosowane do mnie…), w nocy trochę coś zmontuję i ewentualnie popracuję.
A jeśli nie będę się zajmowała rzeczami ze swojej listy do zrobienia to ugotuję fajny obiad. Albo coś upiekę. Nadal jestem kobietą, lubię gotować i lubię karmić ludzi (lubię się też o nich troszczyć, sprawdzać czy są zdrowi, czy jest im ciepło i czy są szczęśliwi…).

I nagle okazuje się, że przez cały tydzień nie jestem w stanie skończyć oglądania jednego filmu. Przeraża mnie to niesamowicie, bo przecież ta czynność, celebrowana z wielkim namaszczeniem od lat nie może schodzić na dalszy plan.
Jakby to powiedział mój ulubiony kierownik produkcji – to się nie godzi!

I na dodatek znowu nabrałam wstrętu do samotnych seansów. Może to dlatego, że kiedy sama zasiadam do filmu to przychodzi mi do głowy tylko 155 innych czynności, które są nie tylko bardziej pilne do wykonania, ale i warte do zrobienia. A tak, kiedy by siedział obok jakiś człowiek to głupio byłoby nagle mi przerywać film z okrzykiem a teraz napiszmy podrozdział licencjatu, albo koniecznie muszę posprzątać pokój. Zdecydowanie – zróbmy to. Tyle zabawy!


Dlatego wybaczcie mi tak okropnie niską częstotliwość ukazywania się czegokolwiek na filmowym Kocie, ale mamy wiosnę. Wiosną dostaję kociego rozumu i staję się nadaktywna.
Pewnie przejdzie mi w lipcu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s