Yves Saint Laurent

Zastanawiam się nad sensem filmów biograficznych. Nie da się streścić życia człowieka w 120 minutach filmu, nie da się w pełni oddać jego historii, charakteru, relacji i pracy.
Nie da się – tak myślę.

Po seansie filmu Yves Saint Laurent w reżyserii Jalila Lesperta znowu zaczęłam rozmyślać nad tym co reżyser może zrobić żeby zręcznie opowiedzieć tak rozległą historię. Jest to trudna rzecz, nie da się ukryć… I niestety Lespert poległ w tej trudności.

Yves Saint Laurent był wielkim projektantem mody, który zrewolucjonizował spojrzenie na kobiecy strój. To on jako pierwszy ubrał kobiety w smoking, wypromował zestaw krótkich skórzanych kurtek i wysokich butów oraz sprawił, że tweedowe marynarki stały się szalenie modne.
Swoją karierę zaczął już w wieku 17 lat, kiedy przyjechał do Paryża z teczką swoich projektów. Pracował najpierw z Christianem Diorem, a po jego śmierci został głównym projektantem firmy. W 1962 roku razem ze swoim życiowym partnerem stworzył własny dom mody.

Lespert ukazuje nam Saint Laurenta (w tej roli enigmatyczny Pierre Niney) jako cichego i skromnego chłopczyka, który nagle nie wiedzieć dlaczego zaczyna prowadzić pseudo szaleńcze życie zakrapiane alkoholem i posypywane narkotykami. Żaden z panów nie przekonał mnie do tej postaci. O ile młody Yves ze swoim uroczym uśmiechem chwyta za serce to owy chwyt starcza zaledwie na pierwsze 20 minut filmu. Później robi się nijako.
Wątki z życia projektanta mody są pourywane i chaotyczne, jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś o jego życiu – wątpię aby ten film zaspokoił waszą ciekawość. Niektórym fragmentom życia Yvesa poświęcono nieproporcjonalnie dużo uwagi, a niektóre (sprawa pobytu w szpitalu psychiatrycznym i leczenie homoseksualizmu elektrowstrząsami) zostały potraktowane po macoszemu.

Momentami miałam wrażenie, że reżyser wręcz nie szanuje swojego bohatera. Gdzieś zapodziało się podstawowe zadawanie pytania dlaczego? i wyjaśniania widzom przemiany i motywacji postaci. Saint Laurent zmienia się jako człowiek (jest to całkiem zrozumiałe), ale tak naprawdę nie wiemy skąd się jego zmiana bierze.

Jak głoszą opisy ten film miał opowiadać o wielkiej namiętności, ale zamiast tego dostajemykulawe streszczenie miłości, która objawiała się pobieżnym dbaniem o interesy ekonomiczne drugiego człowieka. Pierre Berge (Guillaume Gallienne) to partner, dyrektor finansowy i współzałożyciel domu mody Yvesa. Z kamienną twarzą zdaje się tylko knuć coś pod biurkiem, choć jego głos z off’u zapewnia o swojej wielkiej (aczkolwiek trudnej) miłości.

Nierówna narracja gryzie w oczy, jakby całość nie została do końca przemyślana.
Szkoda, że filmie tak mało dostajemy o samej modzie, tle obyczajowym w jakim się rodziła i inspiracjach Laurenta. Zamieniłabym choć jedną miłosną intrygę (choć tak szczerze to zaciekawiła mnie jedynie ta związana z Victoire Doutreleau jedną z modelek graną przez Charlotte Le Bon) na kilka takich scen.
Z jednej strony rozumiem wybór reżysera – wątki homoseksualne są bardziej medialne i dzięki nim film mógłby wywołać dyskusję i lepiej się sprzedać.
Ale tym razem ta machina chyba nie zadziała.

2 thoughts on “Yves Saint Laurent

  1. ksiazkowo pisze:

    O raju, mam wrażenie, że zupełnie inny film oglądałam, tak odmienne miałam wrażenie po jego obejrzeniu. Jak to pięknie ukazuje, że każdy przyswaja sztukę przez swoje indywidualne okulary 🙂 Jak dla mnie film mocno na plus.

    Polubienie

  2. Izabela D pisze:

    Tu we Francji film był bardzo popularny i właśnie wyszedł na DVD chyba w pięciu edycjach kolekcjonerskich 😛 szkoda, że okazuje się pustą wydmuszką. Jakoś Francuzom średnio te biografie wychodzą. Nie zachęcasz do seansu YSL, a ja jeszcze kiedyś oglądałam „Coco Chanel” i też było bardzo średnio…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s