Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 13 (…żeby się nie dostać #3)

 17.06.2014

Pobudka o 3:45. Nienawidzę budzika i nienawidzę 3:45. Dzień wcześniej siedziałam jak głupia do późna przeszukując wszystkie internety w sprawach prywatnych…

23 lata, zero mądrości.
Wychodząc z mieszkania w Warszawie stwierdzam, że dziękować Bogu po raz ostatni jadę o tak nieludzkiej porze do Łodzi. Jadę żeby się nie dostać.
Wiem, że jest to dziwne i niezrozumiałe. Nikt z moich znajomych i przyjaciół chyba nie jest w stanie tego pojąć. Jedynie mój ojczulek kiwa głową kiedy o tym mówię. Chyba pojmuje o co mi chodzi. Na początku mówił – życzę Ci żebyś się dostała. Teraz tylko – żebyś była szczęśliwa.
Ale mój rodzony ojczulek jest kosmitą, a to zmienia postać rzeczy.
I tak pójdę własną ścieżką, w końcu jestem filmowym kotem. Koty chadzają tam gdzie chcą.
W pociągu człowiek jadący do Kalisza znowu jedzie do Kalisza. Zagaduje mnie czy nie mam 4 złotych, bo brakuje mu do biletu.
Pytam czy nie nudzi mu się powtarzanie tej samej historyjki kilkaset razy dziennie. Obrusza się.
Nawet jeśli mu się nudzi, to zdecydowanie – opłaca.

Znowu próbuję nadrobić dwie godziny snu, ale nic z tego. Zamiast tego krążę myślami wokół scenariuszy swojego życia jakie mam w zanadrzu. Kiedy nawet ta zabawa, praktykowana od najmłodszych lat dziecinnych (dorośli zawsze uważali ze byłam grzecznym cichym dzieckiem, a ja byłam tylko dzieckiem z bujną wyobraźnią) wyciągam iPada i zaczynam pisać ten tekst. Skończę go w pociągu powrotnym o ile tylko będę w stanie odnaleźć odpowiednie słowa (nie, nie kończę go w pociągu powrotnym, kończę go w tak zwanym międzyczasie między kolejnymi kawami i westchnieniami).

W Łodzi jestem jak zwykle zbyt wcześnie. Na dworcu stwierdzam, że coś wisi w powietrzu, bo otacza mnie ogromna ilość ludzi z teczkami na wielkoformatowe prace plastyczne.
W okolicach ulicy Kilińskiego łączę fakty – egzaminy wstępne na fotografię i operatorkę. Stąd taki tłum. Na kampusie tłum będzie większy.

ZPFA 13

Zdjęcia wykonane przez Bartłomieja Ptasznika, kandydata na kierunek operatorski. Zadanie fotograficzne „Made in PWSFTviT”. Dzięki za użyczenie do okraszenia filmowokociej notki!

Egzamin – przyjemny. Naprawdę. Najlepsze są pierwsze sekundy po wyjściu z sali kiedy nadchodzi fala ufff… po wszystkim. Ten stan ulgi trwa tylko chwilę zanim nie pojawią się pierwsze symptomy analizy i interpretacji całości i myślenie kto co pomyślał.Na liście jestem czwarta. Szacuję, że wejdę w okolicach godziny 14:00 lub 15:00. W korytarzu zaczepia mnie pani: wczoraj to strasznie wolno szło, nawet nie wiem czy wszyscy weszli mówi.
Wychodzę na zewnątrz. Pogoda sprzyja siedzeniu na ławce i obserwacji kandydatów na inne kierunki. Pojawiają się znajomi, pogawędki, wymiana opinii o ogromnym stresie, pogodzie i jedzeniowstręcie (mój jak pojawił się kilka tygodni temu to jeszcze nie zniknął…).

Później następuje fala no i jak ci poszło? Jak było? O co pytali?
O wszystko odpowiadam. O wszystko i nic.
Nie mam siły na opowiadanie.

Trzeci etap w gruncie rzeczy polega na obronie złożonej teczki. Komisja powraca do filmu, który ogląda na pierwszy etapie ale tym razem również porusza temat scenariusza fabularnego czy pomysłu na film dokumentalny. Różnica między trzecim, a pierwszym etapem jest jeszcze taka, że przy trzecim ma się do czynienia z większym gronem pedagogicznym.

Pani pisze jakiegoś bloga filmowego? zostałam zagadnięta pod koniec rozmowy.
Owszem (przecież nie wyprę się filmowegoKOTA).
I opisała tam pani pierwszy etap egzaminów.
Szybka analiza i interpretacja – zrobiłam dobrze czy źle, zaprzeczyć, potwierdzić, uciec, wyskoczyć przez okno (wysoki parter)?
Dwie godziny później opowiadam mojemu ojczulkowi, że czytałam na trzecim etapie egzaminu wstępnego do szkoły filmowej fragment ostatniego wpisu z filmowegoKOTA (o tego!). Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że najlepszym słowem opisującym całe zdarzenie jest kuriozum (inni kandydaci to: totalna abstrakcja, masakra i manipulacja – oboje uwielbiamy słowo manipulacja).

Na dworcu Łódź Kaliska około godziny 17:15 odbiera mi władzę nad moimi mięśniami. Żarty żartami, ale nawet wczołganie się do pociągu może być problemem. W przedziale ledwie zajmuję miejsce przy oknie i już zasypiam. Nawet nie pamiętam momentu kiedy pociąg ruszył.
Budzę się tuż przed Warszawą, jestem tak zmęczona że jedyne na co mam siłę to siarczyste przeklinanie w myślach. Stwierdzam mimo to, że mózg musi mi wrócić. Idę więc na piechotę kilka przystanków. Powroty mózgu są zawsze ściśle związane z chodzeniem.

Rozmowa telefoniczna z Pająkiem – to kiedy wyniki?
Mamy teorię, że jeśli przed ogłoszeniem wyników wypijemy razem kawę to przechodzę do kolejnego etapu.
Teraz już nie ma kolejnego etapu.

W mieszkaniu w Warszawie stwierdzam, że nie życzę tego wszystkiego najgorszemu wrogowi.

ZPFA 13

Zdjęcia wykonane przez Bartłomieja Ptasznika, kandydata na kierunek operatorski.

18.06.2014

Rano stwierdzam, że to będzie dobry dzień. Zrobię sobie wakacje od wszystkiego.
Oczywiście do 12:00 załatwiłam zdalnie (ach te telefony i internety) masę spraw. Nie znam człowieka „wakacje”.
Od rana znajomi bombardują mnie telefonami, smsami i wiadomościami na fejsie. Kiedy wyniki? Jak było? Trzymamy kciuki!
Bardzo was wszystkich kocham, ale przestańcie.

Około 14:00 spotykam się z Pająkiem na kawie. Przeważnie milczymy – on zmęczony po egzaminie (uczyło się całą noc), ja zmęczona po egzaminie (choć spało się całą noc).

Po 17:00 stwierdzam, że pójdę w swoje ulubione parkowe, warszawskie miejsce żeby poczytać książkę. Po drodze idę alejką i sprawdzam fejsa, pocztę. Coś mnie podkusiło żeby wejść na stronę szkoły filmowej.
Po pobraniu pliku pdf sprawdziłam kilka razy (nawet poprosiłam ojczulka żeby sprawdził), ale jakby nie patrzeć (patrzyłam pod różnymi kątami) pod numerem 6 widnieje moje nazwisko.

Nie da się ukryć. Dostałam się.

Z wrażenia usiadłam na środku alejki.
Dookoła pusto, jak dostanę ataku serca nawet nikt mnie nie odratuje. Próbuję oddychać, ale mi nie wychodzi.
Po kilkunastu minutach zaczynam dzwonić. Najpierw 20 minut rozmowy z rodzicami. Ryczę jak bóbr (i wreszcie komisja wydusiła ze mnie łzy).

Dzwonię do przyjaciół ich reakcje przeważnie zawierały krzyki i niecenzuralne słowa.

Nigdy nie pójdę z tobą na kawę! krzyczę do Bogu ducha winnego Pająka przez telefon.

Gratuluję słyszę od Krzyśka. Skąd wiesz? pytam. Nie dzwoniłabyś gdybyś się nie dostała.

A tak się cieszyłam, że będziesz w Warszawie
 mówi mi koleżanka. A ty znowu będziesz daleko.

Zawsze możesz rzucić
 słyszę od przyjaciółki masz doświadczenie w rzucaniu studiów.

Do północy będę odbierać telefony i smsy z gratulacjami.
Wszyscy mówią wiedzieliśmy, że się dostaniesz.

Wiecie co? Kompletnie inaczej wyobrażałam sobie dzień w którym dostanę się na reżyserię.

Wpis ze specjalną dedykacją dla grona pedagogicznego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.

5 thoughts on “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 13 (…żeby się nie dostać #3)

  1. Mr. White pisze:

    Zawsze wiedziałem, że ciężko się dostać na reżyserię, ale nie spodziewałem się, że to aż taki maraton. Oby w końcu kiedyś ta ostra selekcja przełożyła się na poziom polskiego kina.

    Niemniej gratulacje, zawsze fajnie widzieć, że czyjaś pasja i praca przynoszą efekty.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s