Zanim film wejdzie do kin #1

O tym, że produkcja filmowa pochłania niezliczone ilości czasu i pieniędzy to chyba nikogo nie muszę przekonywać.

Jednak czy zdajecie sobie sprawę jaką drogę musi pokonać materiał
aby w końcu (mając duże szczęście…) trafić na duży ekran?

Są tak zwane dwie metody pracy. Jedna z nich – ta klasyczna uważana jest już za przestarzałą. Mimo wszystko nadal ma swoich zwolenników, którzy twierdzą że bez taśmy filmowej nie ma filmu.

 

cyfra czy taśma

O dylemacie CYFRA CZY TAŚMA dyskutowaliśmy z Michałem z salonfilmowymn.blogspot.com podczas naszych filmowych rozmów.

Wyobraźcie sobie – zdjęcia do filmu się zakończyły – to znaczy zakończyła się ta najbardziej spektakularna część pracy o której lubimy czytać, którą lubimy podglądać i podczas której dzieje się najwięcej. Teraz czas na to aby materiał został poddany postprodukcji.


Postprodukcja to według definicji…

montaż filmu, udźwiękowienie (tak, film przeważnie montuje się bez dźwięku) i wszelkie prace końcowe. Jak mówią mądre książki – zaczyna się pierwszego dnia po zakończeniu zdjęć, a kończy przyjęciem kopii wzorcowej i materiałów dodatkowych.
Kopia wzorcowa to wg ustawy o kinematografii – kopia filmu stanowiąca wzorzec przy produkcji pozostałych kopii – eksploatacyjnych – kinowych, DVD i innych…

Taśma filmowa wędruje do laboratorium. Tam negatyw przekształcany jest w pozytyw (brzmi zabawnie, ale wierzcie mi że z optymizmem to nie ma nic wspólnego). Taśma pozytywowa przypomina normalny obraz (kolory) i to właśnie ona może trafić na stół montażowy gdzie będzie cięta i sklejana.
Mówi się film jest posklejany, przeszedł pierwszą sklejkę montażową – to określenie odnosi się do pierwszej, roboczej wersji filmu w której sceny zostały chronologicznie ułożone. Taką sklejkę czeka jeszcze wiele poprawek…

Przy odrobinie szczęścia (ach nawet nie zdajecie sobie sprawy ile szczęścia trzeba mieć przy robieniu filmów!) powstaje pierwsza pozytywowa kopia robocza. Twórcy oglądają swoje sklejone dzieło i jeśli nie wnoszą żadnych poprawek do montażu kopia jest zatwierdzana i na jej podstawie tworzona jest tzw. lista cięć.  To na jej podstawie teraz będzie montowało się ten najbardziej wartościowy i cenny materiał – negatyw.

Zanim film wejdzie do kin

Tak wygląda negatyw


Kolorowe korekcje…

Kolejną kopią filmu jaka powstaje jest tzw. kopia korekcyjna. Tę wersję filmu ogląda operator obrazu i ewentualnie osoba odpowiedzialna za tzw. kolorowanie filmu. Światło to jedno, ale spora doza magii spoczywa na chemikaliach dzięki którym kolory w filmie są wyrównywane czy zmieniane.
Jeśli I kopia korekcyjna wszystkich zadowala (a przeważnie tak nie jest i na pierwszej kopii się nie kończy) może powstać kopia mająca cechy kopii wzorcowej – czyli taka, która jest już bliska ideałowi (wg. subiektywnego sądu niektórych twórców…).


Spokojny sen producenta…

Dobrym, aczkolwiek bardzo kosztowym sposobem na przeżycie i spokojny sen jest wykonywanie tak zwanych duplikatów. Z materiałem może stać się wszystko (ach wiem, coś na ten temat), a niektóre produkcje może prześladować okropny pech. Pożary, zalania, kradzieże, czy zwykłe uszkodzenia – z taśmą wszystko, ale to wszystko może się zdarzyć.
Dla własnego komfortu psychicznego producenci niejednokrotnie zlecają wykonanie dupnegatywu – czyli kopii naszego materiału wyjściowego, który wyjęliśmy z kamery.

Jeśli kopia wzorcowa zostaje szczęśliwie przyjęta tworzone są trzy kopie pokazowe.
Możecie zapytać – tylko trzy?
 Ach wierzcie mi i tak są już niewyobrażalnie kosztowne. Jedna z nich, według prawa i ustawy powinna trafić do Filmoteki Narodowej (gdzie składowany jest nasz narodowy dorobek kinematograficzny), druga jest tzw. kopią festiwalową, a trzecia jest kopią z wbudowanymi angielskimi napisami.

Tak, żadna z nich nie trafia bezpośrednio do kin, bo o to będzie martwił się człowiek zwany dystrybutorem.

No dobrze – a co z dźwiękiem?

Jak już wspomniałam – na stole montażowym film montuje się jako film niemy. Dźwięk na planie jest zawsze zgrywany oddzielnie i synchronizowany dzięki takiemu prostemu i magicznemu urządzeniu jak klaps filmowy.

Podczas montażu odpowiedni człowiek synchronizuje dwie taśmy – filmową i magnetyczną na której nagrany jest dźwięk. Równolegle – gdy trwają prace nad kolorowaniem filmu i jego stroną wizualną (zapomnieliśmy o napisach i innych efektach…) to dźwiękowcy pracują nad muzyką, efektami dźwiękowymi i ewentualnym postsynchronami aktorskimi (aktor powiedział coś niewyraźnie grając scenę – to nic podłożymy jego słowa na nowo wtapiając je w jego ruch warg).
Wraz z końcem prac nad pierwszą kopią roboczą dźwięk trafi do filmu jako już zmiksowany i zgrany w formacie Dolby (wielokanałowy – z tym jest długa i skomplikowana historia…). Następnie w laboratorium jest przepisany na tzw. negatyw tonu. Jest to rodzaj przezroczystej taśmy filmowej, którą później razem z obrazem kopiuje się na gotową taśmę.

Zanim film trafi do kin

Gdzie schował się dźwięk? Białe linie po lewej stronie klatek filmowych (tuż obok perforacji) to zakodowane ścieżki dźwiękowe.

O drugiej metodzie pracy i drodze cyfrowego materiału do kina – następnym razem.

 

4 thoughts on “Zanim film wejdzie do kin #1

  1. Rouge pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł 🙂 Czytając go przypomniał mi się film dokumentalny „Side by side”, który oglądałam kilka miesięcy temu i który mnie niesamowicie wciągnął. To niezwykłe jaką ciekawą drogę musi przejść film byśmy mogli go obejrzeć w kinie. Czekam na część drugą artykułu. Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s