Zanim film wejdzie do kin #2

Gdybym powiedziała – cyfrowy zapis zrewolucjonizował produkcję filmową…

…byłoby to zapewne grube niedopowiedzenie.

Droga filmu do kina jest długa, żmudna oraz pochłania mnóstwo czasu i energii.
Technika cyfrowa zrewolucjonizowała przemysł i sprawiła, że produkcja filmowa stała się choć odrobinę tańsza. Przeciwnicy używania nowych cyfrowych kamer twierdzą, że materiały wyjściowe nie mają tej zadowalającej jakości, jednak należy wziąć pod uwagę że postęp techniczny dokonuje w tej kwestii kolejnych rewolucji.

Jeśli chodzi o taśmę trzeba pamiętać, że przede wszystkim jest to technika bardzo droga. Negatyw, po wyjściu z kamery (który trzeba zakupić, a który – jak klisza w aparacie kiedyś się kończy…) musi przejść kilka bardzo drogich kąpieli w magicznych miksturach. Dopiero wtedy będzie zdatny do obejrzenia i dopiero wtedy twórcy będą mogli zobaczyć co na nim powstało. Bo nie wiem czy wiecie, ale w kamerze na taśmę nie ma czegoś takiego jak cofnijmy i zobaczmy ostatnie ujęcie. Podglądu reżyserskiego też nie ma.

cyfra czy taśma

O dylemacie CYFRA CZY TAŚMA dyskutowaliśmy z Michałem z salonfilmowymn.blogspot.com podczas naszych filmowych rozmów.

Po pierwsze i najważniejsze tzw. cyfrowe tworzenie filmów jest trochę jak worek do którego możemy wrzucić wszystko. Chcemy wykorzystać materiał z kamery telewizyjnej – proszę bardzo, lustrzanki cyfrowej – nic trudnego. Komputer i dysk twardy zmieszczą i zniosą wszystko. Również taśmę filmową można przenieść do formatu cyfrowego, więc teoretycznie cyfra = same zalety.

Przy pracy z kamerami cyfrowymi należy bezwzględnie pamiętać o backupie plików. Najlepiej skopiować trzy razy, a jeden dysk trzymać w sejfie. Brzmi jak bezpodstawna fobia producenta – panikarza? Powiem tak – na własnej skórze wiem, że lepiej jest zadbać o swoje zdrowie psychiczne i trzymać materiały w kilku miejscach (ja osobiście poza prywatnym sejfem trzymam jeden backup w domu u zaufanej osoby i tak – to już chyba zakrawa o fobię…).

Siadamy do komputera…

Kiedy zbierzemy już materiały cyfrowe w jednym miejscu można zabrać się do montażu. Do dyspozycji mamy pakiet programów Adobe, macowy Final Cut czy profesjonalny Avid.

Zanim film wejdzie do kin

To nie jest product placement 🙂 Sama używam Adobe Premiere.

Importujemy pliki do programu, utrzymujemy porządek i zabieramy się do tzw. offline’owego montażu nieliniowego. Nieliniowo – znaczy nasze sceny na pulpicie montażowym mogą być wtykane w każdym miejscu bez konsekwencji dla sąsiadów. Możemy jednego dnia zabrać się za scenę 5, a drugiego za 40 bez żadnych problemów z przesuwaniem materiału. W końcu kursor myszy zrobi nam miejsce na osi czasu…

Montaż offline’owy to montaż na plikach gorszej jakości. Każdy, kto obcuje z komputerem zdaje sobie sprawę, że wraz z lepszą jakością idzie większy gabaryt pliku. Biedny komputer męczy się, sapie i zacina jeśli chcemy pracować na najwyższych jakościach. Dlatego też każdy materiał konwertuje się roboczo do plików mniejszych i na nich wykonuje podstawową sklejkę montażową.

Lista cięć

Po wykonaniu sklejki montażowej za pomocą kilku kliknięć możemy wyeksportować z programu tzw. EDL czy Edit Decision List. EDL to niezwykle przydatny wynalazek – jest opisem filmu w postaci cięć. To z EDLu dowiemy się jaki plik cyfrowy został użyty w jakim miejscu i ile czasu trwał w danej sekwencji.
Na podstawie EDLu tak jak na podstawie listy cięć w przypadku taśmy filmowej możemy dobrać materiały oryginalne w pełnej rozdzielczości. Przy taśmie filmowej należało ręcznie (i uważnie) po raz kolejny ścinać negatyw. Przy cyfrze sytuacja jest o tyle łatwiejsza, że robi to za nas komputer.
Cały proces nazywa się conformingiem.
Workflow

Tak zwany workflow czyli kolejność prac z materiałem w przypadku cyfry. Tu przedstawiony na podstawie kolejności działań w środowisku Apple.

Kiedy już uzyskamy sklejony film w wysokiej jakości należy dodać szczyptę efektów wizualnych, napisów, animacji i wszystkiego tego czego brakuje nam jeszcze do stworzenia pełnowymiarowego filmu. Następnie ludzie z dobrym okiem siadają przed monitorami w zaciemnionych pomieszczeniach i kolorują film dodając mu odpowiedniego charakteru.


Oczywiście, na każdym etapie prac film musi zostać zarchiwizowany i oddany do sejfu. O wypadek w przypadku cyfry jest jeszcze łatwiej…

Po kolor korekcji możemy uzyskać tzw. cyfrowy master filmu. Jest to nic innego jak kopia wzorcowa, tylko w postaci pliku na dysku.

Bez taśmy?

Nie oznacza to jednak, że film nie będzie miał styczności z taśmą filmową. Jeśli chcemy aby nasze dzieło miało szansę podbić świat musimy pomyśleć o wysłaniu kopii do laboratorium gdzie materiał zostanie przepisany na negatyw i pozytyw za pomocą tajemniczej maszyny arilaser.
Mając w zanadrzu kopię na taśmie filmowej postępujemy z filmem tak jak zawsze. Pliki cyfrowe przygotowujemy w kilku wersjach – kinowej, telewizyjnej czy dostosowanej do dystrybucji na DVD i BR.

Zgodnie z ustawą jedna z kopii powinna trafić do Filmoteki Narodowej (ponooooć)…

Ponieważ dysk twardy jest stosunkowo tanim nośnikiem, a kopii filmu łatwo namnożyć archiwizacja i kolejne sejfy są jak najbardziej wskazane 🙂

Co dalej dzieje się z filmem opowiem wam w kolejnej odsłonie wykładu około-filmowego.
A część pierwszą możecie przeczytać… TUTAJ

4 thoughts on “Zanim film wejdzie do kin #2

  1. Katarzyna Szolc pisze:

    Będąc na Erasmusie w Portugalii korzystałam z programu Adobe Premiere na jednym z przedmiotów – tworzyliśmy animacje i program jest naprawdę świetny. Niestety mój komp jest stary i nie może dźwignąć większych filmików, dysk nie wyrabia i Premiere się zawiesza, nad czym ubolewam:/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s