Moskva slezam ne verit | Moskwa nie wierzy łzom

Radzieckie kino obok którego nie da się przejść obojętnie…

Listopadowy wieczór – przyjaciółka dzwoni – choć do kina!

Ja i mój ulubiony człowiek siedzimy sami w pustym domu. Zachodzę do jego naukowej jaskini i przekazuję informację – choć do kina – mówię.

Kino Forum (Białostocki Ośrodek Kultury), sala kinowa jak zawsze – zimna. Za oknem leje deszcz, na sali niezbyt wielu widzów. Mościmy się wygodnie w fotelach i przygotowujemy na długi seans z okazji objazdowej edycji festiwalu Sputnik nad Polską.

Moskva slezam ne verit czyli Moskwa nie wierzy łzom to znakomity film radziecki z 1980 roku w reżyserii Vladimira Menshova.

Dwie i pół godziny projekcji przenosi nas w inny świat – pierwsza część w sam środek lat ’50 do hotelu robotniczego gdzie mieszkają trzy dziewczyny Katierina (Wiera Alentowa), Aleksandra (Natalya Vavilova) i Ludmiła (Irina Muravyova). Wszystkie trzy są skrajnie odmiennymi charakterami, a mimo wszystko – najlepszymi przyjaciółkami. Podczas gdy Ludmiła – najbardziej rozrywkowa z całej trójki, podszywając się pod córkę znanego profesora chce złapać jak najlepszą partię, Katerina właśnie dowiaduje się, że nie została przyjęta na studia oraz, że spodziewa się dziecka. Ich poplątane losy przedstawione są z niezwykłym wyczuciem, ogromną dozą humoru i pewną prawdziwością, o jaką trudno jest we współczesnym kinie.

Część druga (tego przydługiego, owszem… aczkolwiek ja nie odczułam upływu tych 150 minut…) filmu to lata ’70 i konfrontacja młodzieńczych marzeń i aspiracji z twardą rzeczywistością dorosłego życia. Ludmiła rozwodzi się z mężem, a Katerina samotnie wychowuje córeczkę… Okazuje się, że życie wcale nie jest takie gorzkie jakie wyobrażamy sobie w najczarniejszych snach, a w interesujących ludzi można nawet spotkać podróżując pociągiem.

Niezwykły humor, dystans, lekkość i zręczność realizacyjna sprawia, że film jest jednym z tych przy których możemy się dobrze bawić.

W masie przewijających się postaci na szczególną uwagę zasługuje Gieorgij „Gosza” Iwanycz (niezwykła kreacja Aleksieja Batałowa), który króluje przez całą drugą część. To on i jego duet z Wierą Alentową w dużej mierze sprawia, że Moskva slezam ne verit staje się niezapomnianym… Oboje wspólnie udowadniają nam, że nigdy nie jest za późno żeby spotkać właściwego człowieka – partnera, który odmieni i jakże ubarwi nasze życie.

 

PS. Kilka dni temu umieściłam ten film na fanpage’u Filmy których nie znasz a powinieneś, gdzie mam przyjemność regularnego polecania swoich filmowych typów. Jeden z komentarzy uświadomił mi lekkie faux pas w kontekście sytuacji politycznej 🙂
Ale szczerze – kino to kino, a dobrych filmów nie należy dyskryminować ze względu na pochodzenie!

W obecnej sytuacji politycznej kino radzieckie jest jak najbardziej oczekiwane! Taaak, gratuluję poczucia humoru, Czterej pancerni i pies w zupełności mi wystarczają jeśli jesteśmy przy sowietpropagandzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s