z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 17

Wyobraźcie sobie szkołę w której codziennie o godzinie 19:00 w sali kinowej pokazywane są filmy. Filmy różne, różniste – nowe, te które przed chwilą były w kinie. Różne. Za darmo.

Tak, to moja szkoła.

Siedząc w kafejce z ludźmi z roku na chwilę wyłączam się i mam przedziwne wrażenie, że to wszystko dookoła nie dotyczy konkretnie mnie. Dotyczy jakiejś innej wersji mnie, jakiejś bohaterki powieści którą czytam, filmu który oglądam. Wręcz telenoweli… Że to jest jakaś projekcja, że zaraz ten film się skończy, pojawią się napisy i obudzę się na wykładzie na Uniwersytecie w Białymstoku (chociaż przyznaję bez bicia – nigdy nie spałam na wykładach! :D).

Z drugiej strony – mam też problem z czasem. Jedne zajęcia trwają znacznie dłużej niż przepisowe 1,5 godziny. Po pierwszym dniu czuję jakbym miała miesiąc pracy nad sobą, bo w przeciągu kilku godzin wydarzyło się kilka nowych rzeczy w mojej głowie. Nie dotarłam do niczego odkrywczego, nic nie wynalazłam w sensie naukowym i nie zdobyłam żadnej twardej wiedzy, ale tak wewnątrz…
Po czwartym dniu zajęć dziwię się, że ludzie mówią to dopiero pierwszy tydzień nowego roku akademickiego. Ja mam wrażenie, że minęło znacznie więcej.
Godzina jest niczym tydzień. Dzień jak miesiąc.

Boję się, że rozjadę się z rzeczywistością. 10 minutowy spacer na linii szkoła – mieszkanie to trochę krótko żeby spokojnie wrócić do tego co realne – do tego świata gdzie są ludzie, rachunki, jedzenie, pieniądze i konta w banku.
Szczerze – to wielu rzeczy się boję.
Ale wiem, że w swoim strachu nie jestem sama. W sumie każdy z nas ma to samo, jedni o tym mówią, a inni nie. Ale ten strach jest czymś tak niezwykle podstawowym, typowym, leżącym na dnie…
Leczymy się z tego nawzajem.

Prawdą też jest, że z każdą minutą mam wrażenie, że coraz mniej wiem o życiu. O filmach – jeszcze mniej. To tak jakbym uczyła się mówić i chodzić na nowo.

Z jeszcze innej strony co jakiś czas przepływa przeze mnie powietrze i myśl – jejku, jestem nareszcie w dobrym miejscu. Tu powinnam być i tu jestem.
I nie wiem, ale może to jest jakaś odmiana szczęścia. Może spokoju. Nie mam pojęcia, definicje nie są dla mnie, ja tylko obserwuję i próbuję opowiadać to co widzę.
To jest chyba w tym wszystkim najlepsze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s