z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 21

Wiem, że śniegu nie ma i pogoda bardziej przypomina marzec niż styczeń. Ale w grudniu tak było w Łodzi…

Dzień dobry 2015 roku. Jesteś tu nowy…
Nie spierdol tego.

Przeklinam strasznie. Jeszcze gorzej niż ostatnio chociaż już wszystkim dookoła się zaczęło wydawać, że mój język choć odrobinę stał się bardziej cywilizowany. Obecnie zdarza mi się powiedzieć samej do siebie kurwa przed snem, albo w trakcie zalewania gorącą wodą kawy rozpuszczalnej (tak piję to ohydztwo).
O przeklinaniu w towarzystwie papierosów wspominać nie będę, bo nie palę. Ze względów medycznych odebrano mi tę radość życia. Jak niektórzy twierdzą – lepiej dla Ciebie.
No nie wiem.

Tęsknię za sesją. Taką tradycyjną.
Sesja jest bardzo… odświeżająca. Masz materiał od – do i cierpliwie się uczysz. Wlezie do głowy – zdajesz i zapominasz.
Ja zamiast tego montuję ćwiczenia, dźwigam statyw, robię zdjęcia, poziomuję dźwięk, po raz setny poprawiam scenariusz ćwiczenia semestralnego, drzemię w sali kinowej… Do tego strasznie dużo myślę i używam wyobraźni. Kiedyś – mam wrażenie, że bardzo dawno temu – sprawiało mi to radość. Teraz moja wyobraźnia głupieje.

ZPFA 21

Niby montuję w montażowni

I mam wrażenie, że nic umiem. Z dnia na dzień moja wiedza zdaje się kurczyć. Jest jak jakaś matematyczna funkcja, która dąży do zera (aczkolwiek nigdy go nie powinna osiągnąć).

Nie może być spokojnie. Mam genetyczną niezdolność do spokojnego życia.
Albo inaczej – wywołałam to wszystko kiedy będąc małą dziewczynką chodziłam po domu i w najbardziej irytujący z możliwych sposób nuciłam nudzę się (nuciłam również: mamooooo ja chcę kooootkaaaaa). Będąc nastolatką potrafiłam kilka razy dziennie zajrzeć do pracowni mojego ojczulka i powiedzieć zróbmy teraz coś ciekawego.
Moja panno, masz teraz ciekawego aż zanadto.

Cierpię na szkolną schizofrenię.
To bardzo dziwna choroba, która wyklucza wrażenie istnienia życia poza szkołą. Mieszkanie – 10 minut spaceru – szkoła. Budynek Z – dziedziniec – stołówka – magazyn dźwięku – technika zdjęciowa – Zakład Produkcji Filmów Szkolnych (budynek J II piętro – niestety…) – magazyn dźwięku (raz jeszcze) – magazyn sprzętu zdjęciowego. Centrum Nowych Mediów – piętro trzecie – Zetka – kawa – dziedziniec…
Sklep spożywczy na rogu.
Jestem uwięziona i przyklejona do telefonu, fejsbukowego messengera i WhatsAppa. Nie znam dnia ani godziny, bo zawsze może się okazać że trzeba zmienić plany. Niestety sklep spożywczy na rogu nie jest otwarty całą dobę.

W szkole… Nie wiem czy szkoła filmowa wierzy w moje pomysły.
Po przygodzie ze sceną na tekście zastanym skrobię wraz ze swoim scenarzystą sekwencję zwaną montażówką o temacie powrót choć powrotu w nim coraz mniej. Ta przygoda będzie większa – dwa dni zdjęciowe, kierownik produkcji, dokumenty, wnioski, budżet… Szkoła daje mi pieniądze żebym mogła ćwiczyć swoje małe katastrofy. To miłe z jej strony.

ZPFA 21

Przygoda ze sceną. Spoiler Alert – tak się kończy 🙂

Czy mam dość? Tak. Wczoraj na przykład miałam dość. Szłam do domu około 20:30 z zakupami żywieniowymi i stwierdziłam, że to się nie godzi. Przeważnie takie przemyślenia mam o pierwszej w nocy, ale wtedy ratuję się smsami. Treść Hej wystarcza żeby trochę postawić się do pionu, ale obawiam się że to jest jak z lekami, papierosami i alkoholem – po jakimś czasie będziesz potrzebował większych dawek, bo na te małe przestajesz reagować.

Na początku tego roku usłyszałam między innymi, że powinnam traktować szkołę jako 8-godzinny dzień pracy. Odwalam swoje i wychodzę. Powinnam żyć własnym życiem.
Bardzo próbuję, ale mało mi tych 8 godzin.

Boję się, że obudzę się za jakiś czas na środku swojej własnej pustyni i nawet targany wiatrem kłaczek nie dotrzyma mi towarzystwa. Naprawdę się tego boję.

Straszą nas selekcją.
Wywalą – nie wywalą. Niech ich diabli, zrobią co zechcą. Nawet nie boję się, że to akurat ja zostanę skreślona z listy (byłoby zbyt prosto i przyjemnie), ale że szkoła mnie tak bardzo zmieni, że nie będę w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Jak ja się odnajdę?
Wywalenie – nie taka katastrofa kiedy na świecie mam tyle rzeczy do zrobienia. Moja tarczyca, serce, oczy, kręgosłup – mój organizm by się chyba cieszył. A ja? (w sumie to czy mój organizm nie jest już mną?).
W końcu lubię zmieniać miasta zamieszkania.

Wczoraj przy konsumpcji zbyt czekoladowych naleśników (gluten – powinnam zostać skrzyczana) stwierdziłam, że już dawno temu zauważyłam jak bardzo nakręcają mnie ekstremalne warunki pracy. Wieczny pęd, zamieszanie, krzyki, ludzie. Powinnam pracować na oddziale ratunkowym, w jakiejś newsowej redakcji… A może w straży pożarnej?
A jestem w szkole filmowej.

Co poszło nie tak?

ZPFA 21

Poniedziałek rano. Zajęcia z fotografii. Dostaliśmy aparat i 36 klatek na portrety w plenerze. A my robimy sobie selfie ajfonem. Reżysery – nie ogarniesz.

Gwoli wtrącenia

Zamiast spać zgłosiłam swojego bloga do:

 

Dziwne, bo nigdy tego nie robiłam. Ale ponoć Filmowy KOT to nie tylko słowa rzucane w przestrzeń internetów ale i blog którego się czyta. Nie wiem.
Naprawdę nic nie wiem.

One thought on “z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 21

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s