The Imitation Game | Gra tajemnic

W kręgach fanek (fanatyczek?) Benedicta Cumberbatcha o tym filmie było już głośno od tygodni (uwaga, nie należę do kręgu fanek-fanatyczek 🙂 Ała straciłam już czytelników?). Po ogłoszeniu nominacji do oskarowych nagród zrobiło się nawet jeszcze głośniej, a nominacje które zbiegły się z polską premierą sprawiły, że w internetach nastąpił wysyp recenzji, wpisów i notatek.

Przyznam szczerze, że ten film chciałam obejrzeć od dawna. Szyfry, historia i legenda Enigmy to jedne z tych rzeczy którymi byłam karmiona przez ojczulka od pierwszych klas szkoły podstawowej. Coś fascynowało mnie w jego opowieściach jakie snuł do późnych godzin nocnych. Dużo późnej – już na studiach połączyłam do tego historię Alana Turinga jako twórcę koncepcji współczesnych komputerów.

Filmu nie mogłam nie obejrzeć.

Alan Turing to genialny matematyk, pewny swojego geniuszu jak tego ile to 2 plus 2. Często działa jakby nie miał nic nie do stracenia i w sumie o wygląda jakby nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Po tym jak zgłosił się do pracy przy tajnym projekcie poświęcił całą swoją energię na rozszyfrowanie systemu kodowanie Enigmy – maszyny zbudowanej przez Niemców aby podczas II wojny światowej żołnierze mogli przesyłać sobie informacje.
Bezkompromisowy Turing sięgał po wszystko czego chciał – również po określonych współpracowników i metody pracy. Nie obyło się bez przeszkód i konfliktów (bo bez konfliktu nie ma dla widza historii – tak jak nie ma pierwszego miesiąca w szkole filmowej dla studenta reżyserii bez koszmaru konflikt).

W Grze Tajemnic równolegle jesteśmy karmieni retrospekcjami ze szkolnego życia Turinga. Wydarzenia z przeszłości tłumaczą działania i zachowania głównego bohatera oraz tego jaki jest w życiu prywatnym. Jednak to zdaje się dodawać filmowi ogromną dozę przewidywalności. Schemat powracania do młodzieńczych lat Turinga po pewnym czasie staje się zagraniem oczywistym…

Na szczęście nie tak oczywistym jak naprawdę interesujące kreacje aktorskie. Cumberbatch i Keira Knightley (Joan Clark – współpracownica i najlepsza przyjaciółka) stworzyli postaci wiarygodne i przejmujące. Oboje słuchają siebie nawzajem i reagują tworząc tandem który ciężko jest zapomnieć. Miłym dla oka było również pojawienie się na ekranie Matthew Goode’a (Hugh Alexander) – książkowego antagonisty, który w trakcie filmu przechodzi przemianę i staje się sprzymierzeńcem głównego bohatera.

Historia Turinga byłaby jedną z wielu, zwykłym filmem biograficznym których na świecie istnieje spora nadprodukcja. Twórcy (reżyseria – Morten Tyldum, scenariusz – Graham Moore) postarali się jednak wpleść opowieść o obyczajowości Anglii tamtych czasów. Mimo tego, że ciśnie mi się na klawiaturę opisanie wszystkich emocji związanych z końcówką filmu to powstrzymam się żeby nie odebrać wam odbioru ostatnich scen.
Bo podczas całego seansu możecie momentami mruknąć do siebie bez przekonania może i niezły film aby na koniec powiedzieć cholera, dobry film.Warto dotrwać do końca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s