z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 22

10 Dni do zdjęć

Trzy gorączkowe telefony w ciągu godziny. Wypełniłaś już wniosek produkcyjny?
Mam czas –
mówię. Uczę się zachowywać spokój nawet wtedy kiedy spokoju nie powinnam zachowywać.
Nie masz. Jak nie zostanie zatwierdzony do czwartku wieczorem to nie będzie na odprawie produkcyjnej w piątek i nie wejdziesz w zdjęcia w następny czwartek.
Fak.
Nie wiem czy dzisiaj wieczorem, ale jutro rano na stówę – mówię swojej koordynatorce produkcji przez telefon na pierwszym piętrze budynku Z tuż przy Katedrze Reżyserii Filmu Fabularnego.
Kaśka mówi – chodź zapalić. Tak na połowę, przy kolumnie niczym Frank i Claire w House of Cards.

I nie wódź nas na pokuszenie…


9 Dni do zdjęć

Piszę na fejsie do swojego operatora: EKSPLIKACJE!
Dodałabym kurwa! ale na prawdziwą twarz moich stresów i fobii przyjdzie jeszcze czas.
O 13:21 klikam zapisz zamiast wyślij. Wnioski wypełniamy przez Internet. Kurwa! mówię akcentując wykrzyknik na końcu. Chciałam wysłać.
Jeden przycisk jest w stanie doprowadzić mnie do płaczu.
Później średnio co 2 minuty sprawdzam pocztę i to na jakim etapie drogi jest wniosek. Opiekunowie, koordynatorzy, pełnomocnicy – papierologia elektroniczna.


8 Dni do zdjęć

Pani Krystyna (znana persona) kierownik ds. dziekanatu i upierdliwości, instruktor bycia górą lodową oraz mgr opierdalania każdego kogo spotka, z maksymalnie zaciśniętymi ustami mówi (też nie wiedziałam, że można mówić z zaciśniętymi ustami, ale cóż nie znacie pani Krystyny): Pani dziekan Wydziału Prawa i Administracji dyżuruje w piątek. Należy napisać podanie, rozpatrzymy je. No, ale nie jest to dobrze, że państwo chcą realizować film… W dzień jeszcze rozumiem, ale w nocy…
Pozdrawiam panią Krystynę.
Co ja na to poradzę, że radio w którym realizujemy wnętrze jest ładne wewnątrz, a ohydne z zewnątrz. Co ja na to poradzę, że Radio Łódź będzie miało zewnętrze Uniwersytetu Łódzkiego?
Co ja poradzę, że durny Mateusz przyjeżdża pomarańczowym (!) samochodem (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy że będziemy mieć pomarańczowy samochód, jeszcze wtedy nie było nadziei na jakikolwiek samochód…) do Ewy która prowadzi nocną audycję…
Pan Realizator w Radiu Łódź jest tak uroczy, że mam ochotę go uściskać Da się zrobić, się podłączy, nie martwcie się o prąd… Na dodatek w towarzystwie pani reżyser i dwóch kierowniczek produkcji żartuje na temat dzikich kotów.
Moja krew!
Moja koordynatorka po 43 minutowym spóźnieniu na spotkanie: wniosek już poszedł? Macie wszystko?
Nie rozumiem istnienia koordynatorek.


7 Dni do zdjęć

Jest świt (11:00), wytaczam się na konsultacje z moim opiekunem artystycznym. Ma to być spotkanie z operatorem i scenopisem. O 10:50 staram się nie wkurwić, bo ani scenopisu ani operatora nie będzie. Na szczęście mam najlepszego opiekuna artystycznego na świecie. 40 minut pogawędki na temat ustawień kamery.

 – Masz aktorów?
 – Mam
– Są dobrzy?
– No… (
skąd mnie ta wiedza, nie miałam żadnej próby, ale udaję że miałam)
Anka, mają być NAJLEPSI.
 – Nawet jak jeszcze nie są, to będą.
Od dwóch tygodni rozmawiam sobie z Kaśką na ten temat, że zazdrościmy ludziom z nazwiskami naszych opiekunów artystycznych którzy mogą sobie pozwolić na najlepszych i wszystkich. Nam przeważnie trafia się ktokolwiek, ale walczymy.
Zapuszczam korzenie na szarej kanapie w kawiarni. O 20:00 po czterech spotkaniach, rozkminianiu, rozmowach i wyszukiwaniu gifów z psem który ma odkurzany brzuch wyganiają mnie i operatora ze szkoły częstując nas zbędnymi resztkami zimnej kawy studenckiej. Wiedza na dziś – dowiedziałam się jak należy POPRAWNIE przerywać cukier w papierowych opakowaniach (długa historia). Od dziś stosuję.

ZPFA 22

Judith Weston „Reżyserowanie aktorów”


1 Dzień do zdjęć

 – No i zapalimy tutaj isdjcehfcbs (tu zamiast isdjcehfcbs pada nazwa lampy której nawet nie próbuję pamiętać) – mówi Krystian – człowiek od kamery.
Nie mamy isdjcehfcbs – odpowiada kierowniczka produkcji (jedna z dwóch Dominik)
Jak to nie mamy isdjcehfcbs?
– Kasia
(koorydnatorka) wykreśliła z wniosku.
Pion reżyserski i pion operatorski wymienia spojrzenia. Dobrze wiedzieć. W Szkole jest każdy sprzęt, ale w sumie żadnego nigdy nie ma.
Kamery też nie będzie, gramy na pudełku od zapałek – odpowiadam.

Dowiaduję się, że specjalistą od nie ma jest pan Bronisław. Nawet jak przyjdziesz do pana Bronisława w sprawie sprzętu to powie ci, że nie ma tutaj żadnego Bronisława.

 – Denerwujesz się? pyta mnie operator kiedy wracamy z dokumentacji. Siedzimy w czwórkę na tylnym siedzeniu szkolnego samochodu jak sardynki w puszce z olejem.
 – W sumie to… nie. A ty się denerwujesz przed swoimi etiudami? (etiudy operatorskie – na pierwszym roku robione są na taśmie (stres do kwadratu) później – na cyfrze).
 – Cholernie. Ostatnio nie spałem. Budziłem się co dwie godziny i leżałem gapiąc się w sufit. Ale na drugi dzień zdjęciowy było spoko. Powinnaś się chociaż trochę denerwować.
– Przyjdzie na to czas
 mówię.

Dostaję telefon od mojego opiekuna artystycznego (najlepszy lek uspakajający).
 – Masz wszystko?
– Mam.

 – Aktorów masz?
 – Mam.
 – Najlepszych?
– Najlepszych.

 – To powodzenia.

Kiedy próbuję zasnąć tłumaczę sobie racjonalnie – za tyle i tyle godzin będzie po wszystkim. To nie jest operacja na otwartym mózgu ani lot w kosmos. Nie mogę zasnąć i wysyłam smsowe hej.
Hej jako mój wentyl bezpieczeństwa sprawia, że nawet nie potrzebuję już odpowiedzi i zasypiam.

Od 5:30 nie śpię. Gdyby był ze mną mój ulubiony kierownik produkcji powiedziałby – nic nowego. Jesteś psycholem.


1 Dzień Zdjęciowy.

Zwlekam się. Zimno, sennie, źle. Jest świt (8:30). Wszystko mnie boli i nic mi się nie chce.
Umawiamy się z koordynatorką.

Zjawiają się wszyscy (!) poza koordynatorką. Po 48 minutach spóźnienia czekamy kolejne 39 na wydrukowanie budżetu i złożenie podpisów w sprawie wydawania szkolnych pieniędzy. Chodzę sobie z rękoma w kieszeniach po korytarzu i nucę. Fajnie być reżyserem, który a) nie podpisuje żadnych umów b) nie myśli o żadnych umowach c) nie myśli o żadnym zapleczu socjalnym d) skupia się tylko na treści filmu.
Ania – mówią do mnie dwie Dominiki, kierowniczki produkcji – Ale ekipa musi coś jeść, co będziesz jadła?
Ja nie jem – odpowiadam ze zdziwieniem – Albo praca, albo jedzenie.

Najlepiej byłoby to zrobić longiem w jeden dzień –
stwierdza pan autor zdjęć grając na komórce.
Siedzę obok i obserwuję jego komórkowy rowerek który przejeżdża przez górki i dolinki oraz zgadzam się w całej rozciągłości.

 – I jeszcze podgląd poprosimy – mówimy w technice zdjęciowej pobierając sprzęt.
 – Telewizor?
 – A kabelek HDMI dłuższy niż 1,5 metra jest? – pyta operator.
Nie – wyrokuje pan technik poprawiając spadające z nosa okulary – To co nie chcecie telewizora?
Już mam odezwać się z jakąś absurdalną gadką, która miała na celu być zabawnym spostrzeżeniem…
No pani reżyser chyba nie będzie chodzić za mną z telewizorem i kablem na 1,5 metra. – ubiega mnie operator.
Zaczynam mieć poczucie, że się dogadamy.
Pan technik mierzy mą wątłą postać wzrokiem, kiedy robię głośne eeeeehhhh… Nie mam szczęścia do posiadania podglądu.

 – No, kurwa, kochani! – wita mnie i Philipa (kolegę z roku) Nadim (również kolega z roku). Stoimy przed zetką i gawędzimy – Jak tam, kurwa?
Nadim jest z Syrii i jego ulubionym słowem jest kurwa oraz zajebiście. Kiedyś zapytałam dlaczego tak lubi słowo kurwa. Odpowiedział: bo jest zajebiste!
When you shoot your montażówka?
Dzisiaj
Co?
 – No w nocy.
No to kochani, powodzenia!

O 17:50 nucąc Portishead (Give ma a reason to looooooove yooooou) wchodzę na teren Szkoły. Napotykam Kubę, który statystycznie robi najwięcej zdjęć do etiud na naszym roku. Dzisiaj jako asystent.
Jak tam? Życie jest piękne, afirmacja rzeczywistości?
Mam zadziwiająco dobry humor.

Gdyby ktoś nie znał tego kawałka, który pasuje do nucenia przy wędrówce przez park w okolicach godziny 17:40

Rozstawiamy się w studiu radiowym, pion operatorski dźwiga jazdę, kierownictwo produkcji dźwiga teczkę z umowami. Ja schylam się po kamerę, statyw i walizkę z obiektywami.
 – Ania, zostaw – mówi do mnie jedna Dominika – Od tego jest kto inny.
Patrzę na nią jak na kosmitkę (chociaż nie, kosmici by mnie nie zdziwili nawet przez moment…), chwytam co mogę i wnoszę na pierwsze piętro.

Kierowniczki produkcji co chwila podchodzą i mnie przytulają. Denerwujesz się? Wszystko dobrze? Jak się czujesz?
Jezu!
Zamiast tego razem z pionem operatorskim żartujemy sobie czekając na aktorów. Ja bujam się w fotelu przy mikrofonach, a chłopcy ustawiają światło na mej twarzy wymawiając dużo skomplikowanych słów. Jesteśmy również w fazie słoneczek i pączków róży. Pozytywna ekipa.

Nad konsoletą w reżyserce wisi zegar.
 – Można go przestawić? – pyta Krystian. Pan realizator przeczy – Kurde. Fajne na przebitkę, którą chcesz mieć godzinę?
 – 23:45

 – Idziemy zapalić – mówi do mnie operator – pogadamy.Ja. Nie. Palę. Od. Miesiąca.
Dobrze jest pogadać z dala od czujnego koordynatorstwa.

O 23:44 mówię, że to ten czas. Śmiejemy się, że sekundy uciekają, a kamery nie ma. Po włączeniu rec Krystian pyta – a po co ja to nagrywam? Nie lepiej mieć 23:59? Albo 0:01?

Wszystko idzie zgodnie z planem, koordynatorstwo czuwa i dyszy nam nad karkami, kiedy z Kubą siedzę sobie na jeździe i nagrywam komórką jak Krystian nagrywa przebitki na konsolecie.
Film w filmie.
Później będziemy robić jeszcze bardziej bezsensowne rzeczy.

Szkoła jest fajna, tylko te filmy trzeba robić – komentuje Kuba.


2 Dzień Zdjęciowy

Nie mogłam spać (żadna nowość). O 11:00 stwierdzam, że starczy leżenia i gapienia się w swój (wysoki) sufit. Czas na kawę.
W południe dostaję telefon od kierownictwa produkcji w sprawie Krystyny. Nie zgadza się na użycie windy. Wydział Prawa jest mało rozrywkowo – artystyczny.
Później męczą mnie żebym wybrała sobie coś do jedzenia, bo oni już nie wiedzą co ma gluten czy nie.

W łazience mówię do swojego odbicia: słoneczko, jutro jak się obudzisz będzie już po wszystkim.

Przed 15:00 decyduję się na wizytę w rekwizytorni i obiad w szkole. Ciężko jest jednak coś przełknąć. Moja afirmacja rzeczywistości gdzieś przepadła. Może to piątek 13-tego?
Na szczęście kiedy idę przez Piotrkowską do akademika żeby zgrać materiał z poprzedniego dnia słońce świeci wystarczająco optymistycznie. George Ezra śpiewa Blame it on me, w kiosku mają moje ulubione jagodowe papierosy, a gołębie gruchają w swoim gołębim zakochaniu. Jest mi trochę lżej na duszy i czaruję żeby nam się dzisiaj dobrze pracowało.

W akademiku szlajam się od pokoju do pokoju na plotki. Magda (pion operatorski z pierwszego roku z którym zapewne zawsze bezproblemowo się dogadam) stwierdza, że trzeba zająć czymś mój mózg. Oglądamy jej materiały z etiudy, spożywamy jabłka i pozdrawiamy przez WhatsAppa Kasię która siedzi w dalekiej Francji na nartach.
Około 17:00 Krystian pyta czy mam papierosy.
Ja. Przecież. Nie. Palę.

Oboje uzgadniamy, że palenie jest dozwolone tylko wtedy kiedy robi się filmy. A tak to nie palimy.

Przed 18:00 wraz z pionem operatorskim i sprzętem zdjęciowym przemierzamy kawałek ciemnej Łodzi. Mówią żebym szybciej przebierała krótkimi nóżkami.
Ja nie wiem dlaczego faceci tak bardzo lubią sobie żartować z moich krótkich nóżek.

Jak sobie radzisz ze skakaniem przez płot? pyta mnie Kuba. Śmieję się, ale oni nie żartowali.
Z męską pomocą włażę na murek dzielący teren szkoły od podwórza pełnego kamienic.
I ja mam teraz zeskoczyć?
Zabiję się, połamię obie nogi, ręce, pobrudzę swoją piękną kurtkę…
Przeżyłam. Płot nawet poprawił mi humor.

Jest zimno. Ustawianie światła trwa dwie wieczności. Aktorzy są zmęczeni, kierownictwo non stop pyta ile zrobiliśmy, a ile mamy do zrobienia…
Dostaję do kieszeni scenopis. Gubię.
Dostaję do kieszeni drugi scenopis. Gubię.

 – Jak?
– Podoba mi się.

 – Tobie się wszystko podoba.
– To co ja na to poradzę.


Wkurzam się, chodzę z rękoma w kieszeniach i ględzę. Popędzam chłopaków. Czuję się jak przedłużacz ględzenia kierownictwa produkcji i bardzo mi się to nie podoba. Kiedy wreszcie ruszamy z robotą przyjeżdża jedzenie.
Zawsze mówiłam, że jedzenie to największe zło.
Ekipa je w środku, a ja z chłopakami pilnujemy sprzętu i grzejemy samochód. Jest chwila żeby pogadać, bez filmowego kurwa.

 – Daj szluga.
– Ta paczka ma nam wystarczyć na całą noc.

 – Wystarczy.

Jedzenie sprawiło, że znowu więcej żartujemy. Coraz więcej dubli ponieważ a) Ktoś wybucha śmiechem b) wiatr łopocze foliami c) kamera się wyłącza d) Sebastian za każdym razem inaczej kończy scenę.
Ale wszystko już wywołuje śmiech, to dobrze.

 – Załóż kurtkę.
– Chuj z kurtką i tak już wiem, że będę chory.

1:08. Ostatnie ujęcie. Krystian ustawia światło, a ja znowu siedzę na jeździe. Zimno jak skurwysyn. (aż tak zimno).
 – To co, koniec zdjęć? – pyta Kuba.
No – mówię
Ale to ty musisz powiedzieć.
Robimy sobie we trójkę małą owację na stojąco kiedy wypowiadam magiczne słowa koniec zdjęć. 

Zgodnie z przyjętymi prawidłami i savoir vivrem ściskamy się, gratulujemy sobie i dziękujemy.

O 2:40 siedzę w mieszkaniu i zastanawiam się co mogę jeszcze zrobić żeby zacząć odczuwać ciepłe temperatury. 10 godzin później – nadal jest mi zimno.

Jak macie robić filmy…
…to chociaż nie róbcie zimą nocnych plenerów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s