z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 23

A już moją własną, prywatną – wydaje się – sprawą jest to dlaczego aż tak bardzo potrzebuję dotrzeć do tego co jest autentycznością. Nie wiem skąd ta potrzeba, intensywna, wręcz obsesyjna chęć rozdzielenia tego co jest realnością od tego co ma odcienie mojej wyobraźni. Może w ten sposób potrzebuję potwierdzeń swoich przeczuć – niczym naukowego dowodu na czucie i intuicję.

Dziwny ten mózg – ciągle chce nazywać, klasyfikować, chować w odpowiednie szufladki.

A niby lubię niedopowiedzenia i trzy kropki.

Więc skąd ta maniakalna prośba o potwierdzenia czy zaprzeczenia? 

( – Prywatne i niewysyłane listy miłosne)

 

Jak to się znowu tak stało, że minęło zbyt wiele dni od ostatniego wpisu. Zdarza mi się to w życiu non stop – to, że mija zbyt dużo czasu od ostatniego – spotkania, rozmowy, filmu. Mogę tylko bezradnie rozłożyć ręce i przeprosić z głęboką skruchą.

Zawalam, to prawda.
I próbuję po raz 10 edytować ten post żeby nie wyszło, że się nad sobą użalam.

Szkoła to zazdrosna suka.
Uwielbiam to zdanie, które usłyszałam od cudownej szkolnej montażystki w pewien środowy poranek. Miałyśmy przejrzeć mój materiał i poprawić moją pracę na zajęcia dokumentalne, a skończyłyśmy na rozmowach o życiu. Życiu z filmem i z ludźmi. Albo inaczej: o życiu z ludźmi zajmując się filmem (?).
Jakkolwiek.

Próbuję dociec o co chodzi w tym wszystkim. Ale jestem na takim etapie edukacji życiowej, że nie mam prawa wiedzieć. To normalne i zdrowe, że nie mam pojęcia.
Okazuje się, że mam nawet obowiązek nie mieć tej wiedzy.

Słyszałam taką pogłoskę, że żeby coś zbudować trzeba zburzyć to poprzednie.
W takim razie burzę.
Albo mam burzone.
Jakoś tak.

ZPFA 23

Stykówka z zajęć z fotografii. Nie jesteśmy artystami tylko bandą łódzkich dzieci, która robi głupie zdjęcia 🙂

Tak na serio, to nagle zostaliśmy wrzuceni w marzec. I nie wiem jak to się dzieje, że jesteśmy nadal żywi i że przetrwaliśmy jakiś szaleńczy i chory pierwszy semestr, któremu towarzyszyły wszystkie możliwe skrajności. Na dodatek jesteśmy w trakcie zdjęć do naszych etiud dokumentalnych, na dodatek dostaliśmy już terminy zdjęć etiud fabularnych…

Nagle okazało się, że normalnym stał się 20 godzinny dzień pracy. I nawet głupio jest kiedy ma się czas wieczorem na posprzątanie mieszkania. Okazuje się, że nie potrafimy trwać bez siebie nawzajem, chociaż niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie na siebie patrzeć.
Zaskakujące to i nieuchronne.

Nagle okazało się, że wszystko co nie zostało przepracowane wróci ze zdwojoną siłą. Pod różnymi postaciami. Z końcem marca w naszej szkolnej grupie będzie nas mniej – niby zdarza się wszędzie, ale nigdy nie podejrzewaliśmy, że właśnie nam. I wątpliwości wracają z potrójną siłą – przemilczany temat tego, że sama kilka tygodni temu stałam przed dylematem wyjść czy zostać.
Zostałam wbrew medycznym zaleceniom i lekarzom. Wbrew wszystkim swoim organom. Bo lubię robić na przekór.
Tak jak w styczniu byłam w stanie wyobrazić sobie wyjście to teraz nie potrafię nawet o tym myśleć. I chociaż jak wracam po nocy do swojego zimnego mieszkania, zbrukana oraz wytargana psychicznie i fizycznie to myślę gdzie moja siła? Ale jestem, więc chyba jednak mam prawo nadać sobie przydomek figther chociaż przeważnie wydaje mi się, że jestem słaba i słabiutka (a nawet jeszcze słabsza).

W ostatni wtorek siedzieliśmy przy zetce ciesząc się słońcem kiedy minął nas profesor. Pędzę na konsultacje powiedział z kubkiem parującej herbaty w dłoni zobaczymy jakich mamy kandydatów na przyszły rok.
Byłam kiedyś u pana profesora na konsultacjach
 powiedziałam nagle.
A chyba byłaś, to prawda.
I nagle uświadomiłam sobie zeszłoroczny marzec, kiedy wydarzały się wszelkie możliwe katastrofy jakie mogły się wydarzyć. Kiedy wzięłam się w garść jak nigdy jeszcze nie byłam w stanie, jak co tydzień pokonywałam trasę Białystok – Łódź, jak pisałam pracę licencjacką w pociągach, jak znajdywałam miejsce w swojej dobie na pracę nad swoimi projektami, jak nuciłam piosenki Lilly Hates Roses na ulicach rodzinnego miasta.
I od czasu tego uświadomienia nie rozumiem jak mogłam to przeżyć.

To tak jak z nowymi zadaniami w szkole – w pierwszej fazie to jest niemożliwe do zrobienia!, w drugiej fazie – możliwe, że jakoś spróbuję to zrobić i w trzeciej fazie – jak to się stało, że to zrobiłam?

Jakiś czas temu, pijany znajomy ze starszego roku reżyserii zapytał mnie na schodach akademika czy wiem po co tu jestem. Odpowiedziałam mu, że mam do odrobienia w swoim życiu kilka lekcji, a tutaj mogę je odrobić najdotkliwiej i najintensywniej.
I czasem wydaje mi się, że póki nie odrobię wszystkich tych lekcji nie będę w stanie dostrzegać, doceniać i być.

Najpierw trzeba wszystko zburzyć i posprzątać, żeby zbudować coś porządnego.

I tego mogę tylko życzyć sobie i wam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s