z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 24

Na okładkę tej notki wrzucam nasze rodzime morze jako że siedzę sobie teraz w cieple i słyszę jak szumi.

Mam problem z pracą przy projektach filmowych. Taki z serii problemów osobistych i prywatnych.
Bo każdy projekt mnie zmienia, zmienia mój świat i moje postrzeganie ludzi. Zmienia relacje i testuje znajomości. Rodzi przyjaźnie i je weryfikuje. Dużo robi.
Robi robotę.

Kiedyś, po naszych pierwszych poważnych ćwiczeniach na planie filmowym jeden z profesorów powiedział – Już tego doświadczyliście? Boli, co? Dziwnie? I próbowaliście to wytłumaczyć swoim bliskim, ale nie jesteście w stanie, co? Mam to samo.

Pisałam o tym już dawno, już przy WBM. Rozmawiałam o tym z Pająkiem, podkreślałam na każdym kroku – przy tej robocie czas płynie inaczej. Jeden normalny dzień to kilka miesięcy lub nawet lat. A później wracasz do domu, do gotowania obiadu i zmywania naczyń i nie możesz się w tym odnaleźć. Tak bardzo jest Ci dziwnie.

A co z tym filmem dokumentalnym?

Choć pierwszym filmem (słowo użyte na wyrost) w mojej karierze (jeszcze większy wyrost) był dokument to dopiero teraz zaczęłam odczuwać na swojej skórze jakąś taką wagę etyki i odpowiedzialności. W fabule, jeśli pracuje się z profesjonalistami, to często masz poczucie że ludzie wiedzą na co się piszą. O ile nie sięgamy do chorych ekstremów to zniosą wiele. Zresztą – jest scenariusz, plan, plan tego planu i dokładny harmonogram planu pracy pierwszej sceny dnia zdjęciowego. Oczywiście czasami (najczęściej?) wszystko co zaplanowaliśmy idzie (dosłownie) o kant dupy obić (znowu zrobiłam się wulgarna) ale przynajmniej można próbować.

Nie tak jak w dokumencie.

Od października zaczęłam mieć problemy – najpierw z rozmową i wywiadem – bo nie chciałam pytać o rzeczy bolesne, trudne i z drugiej strony – piękne. Wolałam wędrować bezpiecznie. Wybierałam najdelikatniejsze wyjścia jak tylko mogłam ku naganie profesorstwa, bo Szkoła nie polega na tym żeby poruszać się po bezpiecznych lądach.
Później przy portrecie dokumentalnym moja seria problemów zaczęła narastać. Nie miałam bohatera, próbowałam nawet pukać do mieszkania obok (ale skończyło się na tym że poznałam sąsiada o skłonnościach psychopatycznych), szukałam wszędzie gdzie mogłam ale nic z tego nie wychodziło choć termin oddania pracy przybliżał się coraz szybciej.
Tak bardzo nie chciałam włazić z buciorami w czyjeś życie, że nie pozwalałam sobie na wykonanie pracy którą chciałam wykonać. Skomplikowanie to brzmi. Cóż, proste do pojęcia nie jest…

Teraz jestem już po zdjęciach do swojego rocznego filmu dokumentalnego. Czasami kiedy zamykam oczy mam jakieś straszne poczucie, że robię coś czego nie powinnam robić, bo zaburzam homeostazę jakiegoś środowiska. Owszem – pewnie zmieniam, ale nie wiem czy na lepsze. Robię inaczej i czuję, że za każdy ruch i przemianę powinnam wziąć głęboką odpowiedzialność.

Mając materiał możemy go powywracać na wszystkie możliwe sposoby. Możemy obejrzeć go pod różnym kątem i zrobić z tego kilka różnych filmów. To zależy jak wszystko zmontujemy, na co położymy nacisk, jakie sceny i sytuacje wybierzemy.

Bohater dokumentalny z którym mamy dobrą relację oczywiście zgodzi się na wiele jak nie na wszystko. Ufa nam – przecież go nie skrzywdzimy. I pokazuje jaki jest naprawdę – najpierw trochę gra pod kamerę, może odrobinę chce się pokazać przed operatorem… Ale po jakimś czasie przestaje, po dwóch dniach zaczyna być sobą takim jakim jest.

ZPFA 24

Jakościowa marnota. Nawet studenci szkoły filmowej robią zdjęcia ekranom komputera. Kadr z materiałów do etiudy dokumentalnej „Bojownik”. Tytuł roboczy „Rybi Boyhood”.

I co my z tym zrobimy?

Sporo osób które znam przechodzą przez podobną sytuację, ale nie wiem czy oni wszyscy się nad tym zastanawiali. Bohaterowie naszych ćwiczeń – portretów dokumentalnych byli trochę dziwni, trochę żałośni, trochę głupi… Tylko teraz kwestia czy my jako twórcy, ich pośrednicy i przewodnicy damy im szansę obronić się na ekranie i w głowach widza czy tylko pozwolimy im być żałosnymi i głupimi. Damy im się wytłumaczyć czy pozwolimy pajacować.
I jak to zrobić, żeby nie naruszyć tej delikatnej materii, nie skrzywdzić, nie wyjawić tych wypowiedzianych w wielkim zaufaniu tajemnic. Nie upublicznić tej niezwykłej prywatnej korespondencji jaką prowadzi z nam nasz bohater.
Pomóc mu, czy porzucić?

Moi profesorowie mówią im gorzej dla bohatera tym lepiej dla filmu. Ale…

Powiedzcie jak robić te filmy i jak z nimi pracować mając z tyłu głowy tyle rzeczy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s