z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 26 (2/2 Kocham Cię)

Wpis zawiera zarówno zdjęcia zrobione przez cudowną fotosistkę Kasię (tak, mieliśmy cztery Kasie na planie) oraz wszelkie możliwe inne fociszcza, które wraz z postępem nocy pojawiały się nieustannie na portalach społecznościowych.

2.05.2015 (2 dni do zdjęć)

11:27

W Łodzi chłodno.
Po kilku przełożeniach godzinowych spotkania, wreszcie toczę się aby przegadać z Basią (scenografia, kostiumy) sprawę wystroju wnętrz naszej cudownej lokacji. Najpierw kawa na OFFie (hispterstwo artystyczne że ja pierdzielę), a później decydujemy się na wyprawę do Ikei.
(Nie wiem czy wiecie, ale Ikea ma teraz trzy rodzaje klopsików w tym wegetariańskie).
Zabawna, aczkolwiek nawet przyjemna rzecz te zakupy scenograficzne. Przy okazji gadamy o życiu, śmierci, miłości i filmach. Jak to na plotkary przystało!

ZPFA 26 Kocham cię

źródło: profil fejsowy Basi

Wracając wstępujemy na lody do złego Mac’a, a później toczymy się na kawę do mojego mieszkania. Pakujemy wszystko w moje tzw. rekwizytowe pudło, którego używam praktycznie przy każdej etiudzie od zamierzchłych czasów WBM.

Trochę żałujemy, że nasze nowiutkie naczynia będzie trzeba oddać do rekwizytorni… Albo udać, że się potłukły…?


3.05.2015 (1 dzień do zdjęć)

Helena (rola Alicji) przyjeżdża do Łodzi o 11:15. Wychodzę na dworzec autobusowy. Czuję się jakby mnie coś przetrąciło i przewalcowało. Jakieś otępienie, beznadzieja i brak woli poruszania kończynami. W drodze rozmawiam z mamą, że życie jest bez sensu.
Na dodatek czuję się chora. Trochę gardło, trochę głowa i trochę ogólna słabość.

Kawka, ploteczki i palenie w oknie mojego mieszkania – to nas plan do godziny 15:00. Później wpada Karol (rola Kamila). Kolejne ploteczki. Rozmawiamy o postaciach o innych reżysersko – aktorskich głupotkach.

Bo jak ona wchodzi, jak on patrzy i dlaczego akurat tak. Jestem zadowolona z tego co widzę i słyszę. Momentami mam wrażenie, że powietrze zastyga i można je kroić nożem. A może to tylko złudzenie i ten pierwszy zachwyt, że to co jest na papierze właśnie urzeczywistnia się przed moimi oczami.

Wieczorem odprowadzam Helenę na spotkanie ze znajomymi, a sama idę przewietrzyć głowę. Chciałabym żeby mój mózg wrócił jak najszybciej, a jak wszyscy wiemy powroty mózgu są ściśle związane z wychodzeniem kilku kilometrów.

Dostaję jeszcze telefon od opiekuna artystycznego: no co tam? Będzie dobrze. Oboje z Piotrkiem (autor zdjęć) jesteście myślący, więc coś tam zrobicie, nie? Spoko i na luzie.

Znowu padło: have fun.


4.05.2015 (Pierwszy dzień zdjęciowy)

Pobudka po 7:00.

Dwa dni wcześniej pisałam na fejsowej grupie, żeby po 9:00 odebrać klucze do loftowej lokacji. Wraz z Heleną i Basią (scenografia) niczym silne i niezależne kobiety w podle pochmurnej pogodzie toczymy się z wiadrem z rekwizytami. Jakieś 200 metrów od lokacji dostaję telefon od Kasi (kierowniczka produkcji), że przecież umowę podpisujemy dopiero o 12:00. Kluczy nie dostajemy, bo zbiegiem okoliczności zabrała je pani sprzątająca… Zostawiamy pudło i idziemy do szkolnej rekwizytorni wybierać to i owo.
Dostaję telefon od Piotrka (autor zdjęć), który sprzeciwia się konfabulacji na Filmowym Kocie. Mam nie demonizować sytuacji – targowaliśmy się o obiektywy za 1/4 budżetu nie za 1/2.
Także tego.

 

15:12

Siedzimy z Helą przed Zetką. Pochmurno i wisielczo. Przyjeżdża Kasia taksówką i wydzwania mnie żebym pomogła jej z zakupami. Składujemy się przed budynkiem i czekam na… nawet nie wiem na co już czekam.

Pytam dziewczyny, czy kupiły goździki o które je prosiłam. Goździki (tylko nie mielone) są idealne na ból gardła (czuję, że coś się zbliża). Ohydne w smaku, ale dezynfekują i natychmiast znieczulają całą jamę ustną. Kasia pokazuje mi różowe kwiatki i pyta jak zamierzam to jeść.
Gożdziki… taka przyprawa?
Śmiejemy się z tych goździków przez kolejne trzy dni.

Piotrek jeżdżąc przed budynkiem na wózku do przewożenia ciężkich sprzętów oświetleniowych rzuca, że w sumie to nie mamy kamery, bo ZPFowi się coś pokręciło i wydał więcej zleceń niż sprzętu. Zamiast pakować światło z magazynu biega łopocząc płaszczem i załatwia cokolwiek żebyśmy nie musieli robić filmu ipadem. Pan Bronisław (vel Bronek) rzuca w moją stronę piorunami o treści: gdzie polazł! Nic nie dostanie i tyle.

Dla swojego dobra postanawiam umywać ręce i udawać, że nie znam człowieka.

W końcu dzięki zamianom, przemianom i przekrętom (obym znowu nie została oskarżona o konfabulację…) dostajemy kamerę i kilka obiektywów. Ku mojej radości w pakiecie mamy nawet podgląd. Ale przygody ze sprzętem nam się dopiero zaczną (a o niektórych dowiem się kilka dni po fakcie).

Później na lokacji Piotrek mówi mi – w sumie to wziąłem już na wszelki wypadek Canona 5D.

 

17:45

Basia robi food design i resztki kolacji na stole. Nawet pomagamy jej robić te resztki. W menu: sałata, ser, pomidory, oliwki i kurczak z rożna. Kawałek bułki gratis. Do tego wino (ale oficjalnie nikt go przecież nie pił!)

Chodzimy z kamerą i ustawiamy się pod scenopis. Tak będziemy próbowali rozpocząć każdy dzień zdjęciowy.

Karol (rola Kamila) i Hela (Alicja) próbują, ubierają się, malują.

Nagle okazało się, że niechcący zdobywamy Igę, która stanie się specjalistką od robienia śladów szminki teściowej na kieliszku (i nie tylko!).

 

19:15

Zjeżdża się ekipa, wjeżdża światło, kable, dźwięk, rumor, charakteryzacja… Podpinanie aktorów, mnóstwo pytań, decyzji, wyborów.
Pałętam się między ludźmi, ustalam i wtrącam się we wszystko. Reaguję prawie na każde Ania! czasami wychodzę zapalić z aktorami. Żartujemy chociaż wszyscy (a może to tylko ja?) są zdenerwowani. Nie zaczęło się, a zegar odmierzający 8-godzinny plan już zaczął tykać.

Pan dźwiękowiec podchodzi do mnie w pewnym momencie nieśmiało i mówi, że jest poważny problem, ale…
Zapomnieli wziąć klapsa.
To klops.
Na szczęście mam ipada wyposażonego w elektronicznego klapsa i Kasię (kierownik produkcji), która ma małe klapsidło przy sobie.

(Nie mam pojęcia o której padło pierwsze ujęcie)

Z doświadczenia wiem, że najgorsze jest zawsze pierwsze kiedy musisz krzyknąć proszę o ciszę, będzie ujęcie. Dziwne jest usłyszeć swój głos przekrzykujący wszystkich, dziwnie jest otrzymać w prezencie ciszę i uwagę. Zawsze te pierwsze w jakis dziwny sposób onieśmiela, dotyka i krępuje.

Mamy kamera!, łączyć, szła, klaps i akcja.

A mnie jak zawsze, najbardziej na świecie (poza małymi puchatymi kotkami, oczywiście!) rozczula hasło kamera poszła. Chyba tak już zostanie do śmierci.

ZPFA 26 Kocham Cię

Najlepsza impreza zawsze przy podglądzie

Po kilku(nastu) ujęciach Magda (asystentka operatora) zwraca uwagę, że podgląd nie oddaje kolorów i jest sepią. Jako, że wiem jak wyprany obraz daje Black Magic (to jest fantazja nazwać kamerę Czarną Magią) nawet nie zwracam na to uwagi. Ważniejszy jest kadr i aktor w kadrze.

Jeszcze nie podejrzewaliśmy, że stracimy również wiarygodny podgląd w Czarnej Magii.

ZPFA 26 Kocham Cię

Błędne oczy

Zmęczenie przychodzi około północy. Zaczynam siadać gdzie (i kiedy) mogę. Na szczęście na planach filmowych działam na adrenalinie. Choć obiecywałam sobie, że nie będę piła żadnych energetyków, to jednak decyduję się na to świństwo.

W niezliczonych dublach Helena musi wcinać kurczaka. Podejrzewam, że będzie miała uraz do końca życia.
I to wszystko przez film.

Po drodze Piotrek prosi o postawienie obok podglądu, bo nie ufa kamerze.
Nie udaje nam się zrobić wszystkich ujęć, ale o dziwo jakoś nie panikuję. O dziwo jestem spokojna. Nakręcona jak wiewiórka na haju i zmęczona, ale nie zestresowana na śmierć i życie.
ZPFA 26 Kocham Cię

Źródło: https://instagram.com/kfratczak_/ Podobne zdjęcie znalazłam na swoim ipadzie.

W drodze powrotnej wszystko schodzi i każdy krok staje się drobnym problemem. Mimo wszystko stwierdzam, że jest w tej etiudzie jakiś flow który w sumie mogłabym utrzymać do końca życia.

5.05.2015 (Drugi dzień zdjęciowy)

Po 9:00 już jestem na nogach. Pilnuję siebie żeby zjeść śniadanie i wziąć wszystkie swoje witaminki.

Przy okazji wpadam do sklepu po zestaw planowy: dwie czekolady i dwa energetyki.

12:00 – wpadam z ciastkami na lokację i pijemy sobie z Basią kawkę. Przy okazji zabieram się za sprzątanie, choć staram się jeszcze ukrywać jak bardzo lubię to robić. Mam problem z kontrolowaniem przestrzeni, a sprzątanie przynosi choć odrobinę ulgi.
Oczywiście kaleczę się nożem stołowym z Ikei (!) (nie wiem jak to było możliwe). Ponieważ BHP na planie nie istnieje robię opatrunek z ręcznika papierowego i lasotaśmy.

 

ZPFA 26 Kocham Cię

Basia przygotowując scenografię realizuje program kulinarny. Źródło: profil fejsowy Basi

Ok. 17:00 schodzą się aktorzy i pan operator. Dzisiaj przenosimy akcję filmu do łazienki, a że pomieszczenie ciasne to i trzeba pokombinować. Piotrek skacze z kamerą i woła mnie żebym obejrzała kadr zza jego ramienia. Jak zwykle mam za krótkie nóżki.
Ja nie wiem w jakiej kolejce stałam kiedy Boziulka rozdawała wzrost (mogę się łudzić, że w kolejce po inteligencję, mądrość życiową, siłę charakteru, ale to chyba też nie to…).

Na dzisiaj powstaje również catering pod postacią kanapek. Food design pierwsza klasa. Białe pszenne bułki pachną niemiłosiernie. (Kiedy Boziulka rozdawała dobrą wątrobę i żołądek to też musiałam stać gdzieś indziej czego skutkiem jest brak tolerancji glu-te-nu.)Próby, ustawienia, wnoszenie światła… Karol (rola Kamila) serwuje herbatę o czym pani scenograf nie omieszka wspomnieć na specjalnym fejsowym update’cie.


Dostajemy klaps, ale jest upośledzony i zniszczony że nie da się na nim pisać. Wracamy do naszego prywatnego maleństwa pani kier. prod. Dzisiaj klapsuje sprawna ręka mojej asystentki Katarzyny. Przy pierwszym ujęciu żartujemy, że musi powitać Szymona (montaż): hej Szymon, myślałeś już że będziesz widział kogoś innego… Ale to ja!
Pierwszego dnia na planie był dziki tłum i mnóstwo ludzi, których widziałam po raz pierwszy na oczy. Dzisiaj kilku osób brakuje, czuję się lepiej – trochę jak na imprezie ze znajomymi, a trochę jak przy świętach Bożego Narodzenia.

Ponieważ Piotrek przygotował światło znacznie wcześniej to pierwsze ujęcie pada zaraz po oficjalnym rozpoczęciu dnia zdjęciowego. Scena w łazience to również wanna i woda. A jak wiemy woda i prąd nie jest najbezpieczniejszym połączeniem świata. Na szczęście aktor przeżył.

 

ZPFA 26 Kocham Cię

Dramaturgia pierwsza klasa! Źródło: https://instagram.com/kfratczak_/

Operator jest również człowiekiem elastycznym i wlezie wszędzie.
ZPFA 26 Kocham Cię

Źródło: moja komórka

Mam wrażenie, że dzięki temu jak Kasi (kier. prod… Mieć cztery Kasie na planie to trochę problem z komunikacją…) wcześniej podyktowaliśmy raz jeszcze listę szotów to staje się spokojniejsza. Aczkolwiek nadal jest księgowym zbrodni i wylicza każdą minutę. Może to dobrze?

Szymon (montaż) podsyła nam pierwszą układkę materiału z wczoraj. Oceniamy czego brakuje żeby ratować film. Około drugiej (plan do 4) robi się nerwowo. Tłumaczę zmęczeniem, ale posiadając obecną wiedzę, również kur…. zjeb…. pierd…. sprzętem szkolnym.
Nasza Czarna Magia musi co jakiś czas odpocząć w lodówce, bo się zbytnio nagrzewa…
Przed trzecią Piotrek pyta mnie czego potrzebuje Szymon. Nie jestem w stanie mu powiedzieć, bo wszystko mi się już miesza i mąci. Zamiast roztrząsać temat kwituje krótko: budzimy Szymona.
Moja rozmowa telefoniczna jest wysoce błyskotliwa.
– Szymon, nie śpisz o tej porze?
– Skoro odebrałem to nie śpię.
ZPFA 26 Kocham Cię

Słabo widać, ale oglądamy film na ipadzie. Źródło: https://instagram.com/fer_luck_official/

Dzięki technice mamy kawałek wczoraj zrobionego filmu. Wszystko jest nie tak zmontowane, ale Piotrek cieszy się bo światło nie wygląda rak tragicznie jak myślał.
Aha.

ZPFA 26 Kocham cię

I jak tu stać i zmywać?

Rozstajemy się w dość dobrych nastrojach. Po kryzysie około trzeciej i oficjalnym zakończeniu dnia zdjęciowego jesteśmy w stanie zapalić (okej, ja…) w deszczu i pogadać o Bojowniku.
Tak na marginesie w etiudzie Kocham Cię występują stylistycznie podobne motywy co w etiudzie Bojownik. Czy to znak rozpoznawczy reżysera, operatora czy dowód na unikalną inwencję tego kreatywnego teamu?

Oczywiście targujemy się o pierwszą układkę


6.05.2015 (Trzeci dzień zdjęciowy)

11:12

Ledwie wstaję z łóżka. Trochę kicham i stwierdzam, że chyba jestem lekko przeziębiona. O 20:00 będę super przeziębiona.
W Łodzi podle deszczowo i parno. Jemy z Helą obiad w mieście i na 17:00 – umówioną porę stawiamy się na lokacji. O 17:47 wydzwaniam Piotrka jako podejrzewam, że taki mój los – sprawdzanie czy operator już wstał.
– Pawluczuk – mówi mi na dzień dobry – pierdolę te filmy, idę spać.
– Piotruś – odpowiadam – ja też pierdolę, ale chodź – czekamy na ciebie. I mam czekoladę.
Tego operatora należy karmić czekoladą.

18:30

Jesteśmy trochę w dupie. Ja czuję się w dupie. Inscenizacja w dupie, film w dupie, wszystko w dupie. Będziemy mieli Wielką Improwizację.
Kasia (asystentka moja kochana cudowna) najpierw pierze mi mózg jak zamykamy się na osobności w łazience, a później wygania na papierosa. Mam przemyśleć i podjąć decyzję.

Wypalam dwa i podejmuję jakąś. Wracam i ustawiam.

ZPFA 26 Kocham Cię

Metoda pracy reżyserskiej – milcząca obserwacja.

ZPFA 26 Kocham Cię

Jak zawsze – wszystkim ciepło, a mi zimno.

 

Kamera z ręki, chaos, strach i imaginacja. Kasia (scipt i foty na Instagrama) jest moją asystą jako chusteczka i woda. Zdarza mi się raz kichnąć i raz kaszlnąć na ujęciu. Pan dźwiękowiec wychyla się, a ja jestem w stanie w geście winy podnieść rękę.
Czas płynie jakoś super szybko. Basia w tle sprząta to czego już nie używamy. Mam jakieś poczucie, że wprawiona w ruch machina porusza się w miarę sprawnie. Koślawo, ale jedzie, idzie i toczy się do przodu.

ZPFA 26 Kocham Cię

Jazda na skrzynkach od piwa. Serio.

Karol znowu serwuje herbatę. Z każdą minutą podziwiam to, że nie traci swojej energii. Chyba nie zna słowa jestem zmęczony. Tylko raz nieśmiało mnie pyta czy planuję jakąś przerwę, bo jest głodny.

Po północy wjeżdża specjalnie wynajęty kran. Okazuje się, że nikt go nie umie złożyć i nie ma jak przyczepić tam kamery. Przyklejamy ją na lasotasmę i prosimy, żeby ani kierowniczka produkcji ani koordynator ze szkoły nie patrzyli w naszą stronę.

W końcu nie używamy kranu, bo jest do dupy. Mamy drabinę. Na widok Piotrka siedzącego na wysokości odwracam się i proszę żeby nie osierocił córki.
Padają ostatnie ujęcia. Ton 101? Dość mało, ale tłumaczę to naszą metodą robienia dwóch dubli i kombo-ujęć za jednym razem.
ZPFA 26 Kocham Cię

Setny klaps.

Przy ostatnim kontrplanie coś nam nie gra. Jak śmiejemy się dwa dni później – przez kwadrans dyskutowaliśmy o spojrzeniach kiedy była złamana oś. A na planie montażystka z V roku, operator z II roku i reżyser z I. Chyba przespaliśmy jakieś zajęcia 🙂

Na koniec zwołuję wszystkich do salonu i dziękując ogłaszam koniec zdjęć. Rytualne podziękowania i uściski.


8.05.2015 (dwa dni po zdjęciach)

Sprzęt odwieziony, rekwizyty w rekwizytorni, klucze do lokacji oddane… Wszystkim zajmuje się Kasia (kier. prod.) ku mojemu szczęściu i uldze. Mogę więc poświęcić 24 godziny na kurację domową swojego mega przeziębienia, a w piątek spędzić dzień w montażowni przy Bojowniku.

Około południa Piotrek dzwoni czy zostawić mi dysk w montażowni. Akurat wychylam się z jednego z pokoików. Marnujemy więc chwilę na plotkach i dowiaduję się całej prawdy o sprzęcie.

Przyznaje mi się, że nasza Czarna Magia w pewnym momencie oszalała doszczętnie ale postanowił:
a) nie dać po sobie tego poznać,
b) nic mi nie mówić żebym się nie stresowała.

Czuję jakby taka sytuacja w której celowo nie otrzymuję na swoją głowę problemów całej produkcji (ba, całego świata) zdarzyła mi się po raz pierwszy (a może rzeczywiście zdarza mi się po raz pierwszy). Mądre to, pełne szacunku i wymieszane z moją dozgonną wdzięcznością. Może dlatego mam takie dobre wspomnienia i poza fizycznym zmęczeniem czuję, że nie jest aż tak tragicznie?

19:48

Siedzę w pociągu Łódź Kaliska – Warszawa Centralna i piszę tę notkę. Wysiadam na dworcu i razem z pierwszym warszawskim oddechem czuję się znacznie lepiej. Jak bezradna krowa chwilę stoję na środku ruchliwego chodnika i patrzę jak mijają mnie ludzie. To mój odwieczny lek na łódzką schizofrenię.
I znowu nagle zauważam, że przez te kilka dni odrobinę się zmieniłam. Pewnie nawet bardziej niż odrobinę. Trochę nawet jakbym miała popłakać się z jakiegoś dziwnego szczęścia.

Myślałam, że razem z kolejnymi klapsami zdobędę jakąś wiedzę. Taką dla mnie – prywatną wiedzę. Że w mojej głowie wyjaśni mi się gdzie jestem i o co mi chodzi.
Ale idąc przy Pałacu Kultury w Warszawie i patrząc na ludzi stwierdzam, że chyba muszę się pogodzić z tym, że tej wiedzy pewnie nigdy nie zdobędę. Pewnie do śmierci będę niespokojnym duchem, który mając wolny dzień dostaje depresji z nieróbstwa.

Nadal nie wiem o co chodzi z tymi filmami, ludźmi, relacjami, historiami. I powiem wam szczerze i bardzo prywatnie – naprawdę nie wiem kim będę jak dorosnę.
I pewnie jeszcze długo (o ile kiedykolwiek…) – nie będę wiedziała.
Może tu chodzi o to, żeby przestać tak trawić i dłubać tylko robić swoje tak jak wychodzi. I dziękować, że ma się wokół siebie ludzi przy których można odpoczywać i wkurzać się jednocześnie.
Dzięki.

Koniec zdjęć.

 

ZPFA 26 kocham cię

Wspólna fota żebym miała co pokazać dzieciom jak się zestarzeję.

One thought on “z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 26 (2/2 Kocham Cię)

  1. Katarzyna Stefańska pisze:

    Czekam z niecierpliwością na efekty! Ponoć jest taka zasada, że im więcej komplikacji tym lepszy efekt. Nie wiem, nie potwierdzam, nie zaprzeczam ale nie spotkałam się nigdy z sytuacją, żeby wszystko grało jak w zegarku 😉 Czuję, że to będzie dobry film.

    A.. i rzeczywiście, jeśli wychodzi to nie zastanawiaj się tylko rób to co w danym momencie przynosi los.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s