Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 27

 

Pierwsze pytanie podczas mojej obrony na egzaminie z filmu dokumentalnego można sparafrazować tak: Co pani dał proces powstawania tego filmu?

Już na wstępie poległam, bo nie da się tego zmieścić w kilku okrągłych zdaniach.

Moja mama mówi: wszystko to doświadczenie. To było doświadczenie. Podróż. Poznawanie, docieranie się, zmienianie siebie i rzeczywistości… Przygoda?

Dokumentacja

Bojownik to trochę dzieło przypadku, bo zaczął się od mojego bycia we właściwej czasoprzestrzeni i spontanicznej decyzji. Niechcący – bo nikt nie był w stanie tego przewidzieć – małemu chłopcu zmarła rybka. Traf tak chciał, że to drobne wydarzenie zrobiło cały film, opowieść o współczesnej rodzinie. Chyba współczesnej.

Robienie filmu pudełkiem od zapałek.

Ta przygoda, to nie tylko tworzenie gigabajtów materiału, ale również rozmowy. Mogłabym prześmiewczo i ogólnie napisać rozmowy o życiu, śmierci i miłości – ale tak naprawdę to o wychowaniu, bezpieczeństwie i partnerstwie. O byciu matką, poświęcaniu i odnajdywaniu siebie. O organizowaniu domu…

Żadna z nich nie weszła do filmu, nie było takiej potrzeby. Ale musiały się odbyć – były potrzebne obu stronom. I nie wiem której stronie bardziej.

O Bojowniku pisałam już jakiś czas temu, w odcinku 24. Przemyślenia, problemy i wątpliwości nadal są takie same. Etyka i odpowiedzialność. Jak powiedział jeden z profesorów – obecnie bohaterów dokumentalnych łatwo namówić na film, ale oni nigdy do końca nie zdają sobie sprawy z tego na co się piszą.
Delikatna materia.
Nie wiem czy nie poległam.


Zdjęcia

Cieszę się, że ten film powstał. Że najpierw byłam z nim sama, a później w miarę zaawansowania i rozwinięcia projektu postanowiłam podejść, do ledwie znajomego mi kolegi z drugiego roku sztuki operatorskiej. Niechcący, trochę przez przypadek, z workiem obaw i kompletną nieznajomością drugiej strony przystąpiliśmy do działania.

Wybór operatora był dla mnie do tej pory drogą przez mękę. Przy każdym ćwiczeniu musiałam wykonać kilka telefonów aby wreszcie ubłagać kogokolwiek aby mi pomógł. Czasami wolałam już sama wiedząc, że tak naprawdę przecież nie na tym polega ta zabawa. Porady, polecenia, kontakty, numery, nazwiska. Tak naprawdę proces wydawał mi się loterią i pamiętam jak dzisiaj tę ulgę kiedy pierwsza osoba do której podeszłam w sprawie Bojownika powiedziała spoko, w sumie mogę w to iść. To wszystko było trochę dziwne i trochę przerażające, jak zaproszenie kompletnie nieznajomej osoby do swojego domu. Totalnie niepewne.

W życiu przeważnie byłam sama przy tym co robię. Oczywiście, momentami miałam wrażenie że towarzyszą mi dookoła ludzie, ale rzadko miałam poczucie współpracy. Długich rozmów, rozmyślań, planowania, spisywania, aranżowania, przestawiania.
Nie wiem kiedy ta współpraca się rozpoczęła, obiektywnie – dość niedawno bo ledwie od końca marca, a mam wrażenie że trwa pół wieczności.


Montaż

Montaż filmu dokumentalnego to wyższa szkoła jazdy. Przywiezione materiały, jednego dnia były oceniane jako dobre, drugiego – jako beznadziejnie beznadziejne.
Zgrywanie, oglądanie, notowanie, wybieranie. Praca, dupogodziny przed komputerem i jakieś wewnętrzne rozchwianie.
Pierwsza wersja, druga, dziesiąta. Wszystkie niepełne, nietrafione i zwyczajnie złe. Długie kwadranse na tarasie montażowni i paczki wypalonych papierosów. Rozmowy i rozmyślania co zrobić i o czym tak naprawdę jest to film. Jak poskładać te silne klocki aby tworzyły jakąś opowieść której poczucie krąży nam w żyłach od jakiegoś czasu.

MONTYWACJA, czyli motywacja w montażowni

Montaż był jak sprawdzian – albo utrzymam się na powierzchni, albo utonę. Miał w sobie niezadowolenie, sprzeczne oceny i informacje. Feedbacki od wielu osób zawsze powodują chwilowy chaos który należy samemu i samodzielnie uporządkować. Postawić na swoim, poradzić się i wysłuchać. Być pokornym. Sprawdzić siebie i film.


Dokrętki

Czy potrzebne.

Nagle czas coraz bardziej zaczyna się kurczyć, a tutaj po ponad miesięcznej przerwie należało znowu zorganizować sprzęt i wyruszyć na północny-wschód. Zlecenia, podania, pakowanie ciężkich waliz i nocna podróż. I ciągłe wewnętrzne pytanie – czy te dokrętki są naprawdę potrzebne?

Dokrętki to powrót, ale jakby do innego wszechświata – bo zmienionego naszą wcześniejszą obecnością. To również spokojniejsza praca dwójki bardzo zmęczonych ludzi, którzy konkretnie wiedzą co chcą utrwalić na twardym dysku z napisem Bojownik. A przynajmniej mają nadzieję, że wiedzą. To wszystko niby tak samo, ale inaczej – zaskakująco i nieuchronnie.

Na szczęście już w połowie dokrętkowego dnia miałam wrażenie, że są potrzebne i warte tego zamieszania. Chociaż były niepewne i niechętne, to dobre i niezbędne. Dla każdego.


Końcowa postprodukcja

Dźwięk okazuje się zbyt sterylnie nagrany, a obraz w opłakanym stanie. Fragmenty które zrealizowałam w styczniu – z martwym pikselem na środku obrazu.
Kolor korekcja, ciemność pomieszczeń, tworzenie napisów, sprawdzanie filmu na sali projekcyjnej. Kilka dni pełnych biegania między budynkami. Nagle przestaję być głównym robotnikiem przy tym filmie, ale oddaję go w dobre ręce. Zamiast tego mogę tylko donosić jedzenie i kibicować kolejnym renderom.

11 czerwca o 21:46 tworzy się płyta z ostateczną wersją. Odbieram ją z przepisywalni na trzecim piętrze. Teraz należy jej pilnować, dbać i opiekować się nią czule. W razie nagłego zaginięcia któregoś z autorów posiadających przy sobie kopie filmu wraz z operatorem dzielimy się nośnikami – on zatrzymuje dysk, a ja płytę.

kolor korekcja

 


Pokaz

Jako 12 letnia dziewczynka, kiedy zaczęłam sobie wymyślać, że chcę być reżyserem filmowym myślałam w duchu – jakie to super, że prezentacja pracy nie odbywa się na żywo, że jest to pokaz gotowego, zamkniętego i skrojonego na miarę utworu. Dzięki temu jego premiera nigdy nie będzie stresująca.
Ach, jak młodziutka i głupiutka byłam.

68 sekund przed tym jak mam wstać i zaprosić na pokaz Bojownika stwierdzam, że nie pamiętam swojego nazwiska. I co mam powiedzieć? Najchętniej powiedziałabym – dziękuję Piotrkowi i Bogusi, że byli z tym filmem przez wiele tygodni. Bez nich nic by nie powstało. Dziękuję, że byli moimi partnerami i przeciwnikami.Kończy się tym, że wymieniam nazwiska jakbym czytała napisy. Najszczersze podziękowania przyjdą cicho, skromnie i niespodziewanie.

Dzień dobry, zapraszam na film „Bojownik”. Zdjęcia – Piotr Żurawski, montaż – Bogusława Furga, kierownictwo produkcji – Dominika Sowa, opracowanie dźwięku – Łukasz Kaczmarski.
Siadam. Po 10 sekundach orientuję się, że nie wymieniłam nazwisk opiekunów artystycznych.

Ludzie dookoła mnie ściskają mi ręce dodając otuchy, a ja zamykam oczy. I tak znam film.

Napisy to ulga. Brawa. Ktoś mnie szturcha – to koleżanki z drugiego roku mówią super!
Anka! słyszę szept profesora M. – mojego opiekuna artystycznego filmu fabularnego. Odwracam się, w ciemności pokazuje mi uniesiony do góry kciuk. Widzę, że siedzi obok mojego operatorskiego współautora z którym mogę wymienić porozumiewawcze spojrzenia.


Przerwa

I teraz, głupia małpo, nie masz prawa być z siebie niezadowolona mówi mi profesor M. kiedy wychodzimy z budynku. Chodź – mówi i ciągnie mnie za rękę.
A teraz będziemy chodzić dookoła garażu i mówić „Zrobiłam bardzo dobry film”. Śmieję się, nie przechodzi mi to przez gardło. Nie wiem czy to żarty czy forma psychoterapii. Zapewne coś pomiędzy.

Później zbiorę jeszcze tylko trzy worki gratulacji.


Obrona

Staram się oczyścić głowę. Stoję przed salą senacką i przypominam sobie, jak rok temu stałam w tym samym miejscu próbując dostać się do szkoły. Sala ma numer 111.
11 to mój odwieczny dobry znak.
Awantura. Dużo ludzi i głosów mówiących jednocześnie. Argumenty, zwolennicy i przeciwnicy. Tkwię między fabularyzowaną manipulacją, a prawdą dokumentalną. Wychodzę z poczuciem żartu. To wszystko to tylko żart, doświadczenie i jakaś nierealność.

Tuż przed ogłodzeniem ocen. Nasza klasa i przyjaciele królika


Ocena

Egzamin trwa już od 9 godzin. Pokazy i obrony zakończone, a komisja obraduje w samotności. Siedzimy zbici w kupkę, trochę pijani, żartujący i zmęczeni.
Odczytanie ocen odbywa się tylko w reżyserskim gronie. Co z tego – drzwi do sali senackiej są otwarte, a za nimi znajomi scenarzyści, montażyści i operatorzy.
Gratulacje, szampan i uściski. Dziękujemy sobie nawzajem i przytulamy się szczerze. Bo w końcu powstało 12 filmów.

Wysyłam Piotrkowi smsa. W sumie dwa. Jeden o treści: Uwaga! A ocena to… i drugi: bdb 🙂
Nagle przychodzi do sali, chociaż kilkanaście minut temu zarzekał się, że wychodzi ze szkoły i jedzie do Warszawy. Po raz setny gratulujemy sobie filmu. Może jeszcze będą z nas ludzie mówi.


Jesteś zdolna
 mówi mi profesor K. typowym dla siebie chłodnym tonem jakby znowu chciała mnie zmieszać z błotem za źle wykonane ćwiczenie Ale w siebie kompletnie nie wierzysz.


Dzień po

Budzę się z palącym poczuciem i żalem że już po. Dotyka mnie kac po planie choć na planie nie byłam.
Co z tego, że dostałam piątkę mówię do taty przez telefon to jest tylko film. W życiu są ważniejsze rzeczy. Ważniejsza od tej oceny była ta cała podróż.


Niechcący (i chociaż kompletnie w innej sprawie) dzwonię do Piotrka – piątka, piątką – mówi – ale to nie jest idealny film. Historia może i się opowiada, ale zdjęcia nie są dobre.
 – Następnym razem będą lepsze.
 – I ciekawe czy jakbyś dostała trójkę to chcielibyśmy robić razem kolejny film.

Siedzę w oknie i palę kolejnego papierosa. Znowu myślę o życiu, śmierci i miłości.

Żeby nam się w dupach nie poprzewracało od tej oceny mówię przez telefon Od dzisiaj zerujemy konto – nie ma żadnej piątki. Trzeba o tym zapomnieć, zakasać rękawy i wziąć się do roboty – do kolejnego filmu. Porządnie i jak należy.

Obecnie szukam bohatera dokumentalnego i chyba mam już pomysł.

One thought on “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 27

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s