Z Pamiętnika Filmowca Amatora, odcinek 28

Są dni kiedy jestem naprawdę nie do zniesienia. Nie mogę znaleźć sobie miejsca, warczę na cały świat i każdy niepożądany dźwięk sprawia, że robię się agresywna, marudząca i smutna. Snuję się po domu oraz wmawiam sobie że muszę utrzymywać swój organizm w stanie ciągłej roboty. Taka jestem. Podejrzewam, że cierpię na jakiś rodzaj nieuleczalnej choroby.

Tuż po ostatnim egzaminie w szkole wyjechałam z Łodzi. Koniec z Łodzią, starczy – nie da się w niej siedzieć. Był to czwartek.
Niedziela: staram się za wszelką cenę usiedzieć w jednym miejscu. Moja rodzicielka jest szczęśliwa, że ma mnie przy sobie i nie może się napatrzeć.
Po dwóch godzinach nie wytrzymuję:

 – Mamo… – zaczynam – Muszę Ci powiedzieć coś strasznego.
 – No co?

 – Ale to jest straszne i pewnie przestaniesz mnie kochać.
 – No co?
 – Ale to jest naprawdę straszne.
 – …
 – Tęsknię za Szkołą.

ZPFA 28

Nawet kot Puch dziwi się kiedy jestem w domu.


W książeczce z instrukcją obsługi mojej osoby powinna być dołączona informacja zapisana dużą, pogrubioną czcionką:

w razie występowania syndromu braku sensu życia wywieźć do lasu.

Perspektywa udania się w sam środek puszczy białowieszczańskiej albo innego the middle of nowhere gdzie sieć komórkowa nie ma zasięgu (albo przełącza się na białoruskie linie) zawsze nęci mnie okrutnie. W końcu nie mam co ukrywać, że jestem dziecko podlasia i nie znam lepszego miejsca aby dojść do ładu z własną głową.
W sumie już tak dobrze się wyćwiczyłam, że wystarczy mi zaledwie kilkanaście kilometrów przechadzki żeby ponownie stwierdzić, że nie mam się czego złościć i wściekać. Jest jak jest, będzie jak będzie i trzeba żyć jak wychodzi. Nie mam powodu do marudzenia, bo posiadam dwie całkiem zdrowe (po moim wypadku rolkowym odzyskałam już prawie całą skórę więc… zdrowe) kończyny dolne, dwie zdrowe kończyny górne… i tak dalej. Nie mam co tęsknić i przeklinać odwieczne odległości skoro w sumie wszyscy moi kochani i bliscy są dokładnie pod tym samym niebem. A to już całkiem niedaleko, więc po co – no po jaką najwyższą cholerę mam rozsiewać wokół siebie czarne chmury? (Albo co jeszcze gorsze i co występuje często u studentów szkoły – prowokować nieustające kłótnie z najbliższymi aby dać upust swojemu nieposkładaniu).

I nawet kiedy myślę sobie, że nie zniosę już więcej tych zalewających moją fejsbukową tablicę zdjęć pierścionków zaręczynowych (podobnie jak słitaśnych fotek dzieci moich koleżanek z klas i szkół poprzednich – tak, tak – nadszedł na mnie ten straszny czas kiedy jak to mówi mój ojczulek z tej półki biorą) to powtarzam sobie – jak to cudownie, że wszyscy są szczęśliwi. Ja na ten moment mogę ewentualnie zaoferować zdjęcie z klapsem (najlepiej setnym) i to przeważnie go nie mam, bo na planie nie zaprzątam sobie głowy takimi bzdurami.
Ale w sumie, nie wiem kto na tym lepiej wychodzi – czy ci co mają pierścionki i dzieci, czy ci co strzelają sobie zdjęcia w towarzystwie kamer i klapsów. Nie wiem. Wiem tylko, że jedni drugich nie będą w stanie zrozumieć już nigdy. I chociaż troszkę to boli, to trzeba się z tym pogodzić. Okropne i okrutne jest to zderzenie dwóch światów z uświadomieniem sobie odwiecznego niedopasowania. Mogłabym dodać coś za coś. Albo nawet nie wszystko dla wszystkich.
Grunt to się uśmiechać

Przecież coś znajdę, jakoś się poskłada, wpadnie mi w ręce odpowiednia książka i kiedy trzeba zderzę się z odpowiednim człowiekiem. Zawsze tak było – w razie utknięcia w ciemnej otchłani skręcam niechcący i przez przypadek (nie ma przypadków) w inną uliczkę i rozwiązują się wszystkie kwestie sporne. Ile to razy w życiu zdarzało mi się (dosłownie) wpadać na ludzi, a później rozwinąć relację pełną wzajemnego zrozumienia i sympatii.
Boziulka czuwa i tylko szczerzy się w uśmiechu kiedy grożę jej że mam dość i do widzenia. O nie moja panno, masz jeszcze za dużo rzeczy do zrobienia żebyś się zarzekała że zaszyjesz się w leśnej głuszy i będziesz żyła o chlebie i wodzie (a skoro jestem uczulona na gluten to tylko o wodzie). Byłoby za wygodnie odejść na emeryturę w wieku lat 24.

Dlatego nie ma co marudzić, zbieraj się do kupki i ucz się siedzieć w jednym miejscu (oraz samotności) chociaż przez kilka dni. Ewentualnie – wykup większy abonament na telefon, bo twoje rozmowy ostatnio nie są w stanie skończyć się przed czterdziestą minutą pogawędki.

A filmy? Ach dojdę pewnie kiedyś z nimi do ładu i może zrozumieją, że chociaż bardzo je kocham to nie są najważniejsze na całym świecie. Ważniejszy od nich jest spokój i bycie w zgodzie ze samą sobą. Reszta wtedy przychodzi sama.

 

A z okazji trzecich urodzin bloga (które obchodzę ostatniego dnia miesiąca lipca) fejsbukowa akcja wspominek z poprzednich odcinków Z pamiętnika… śledźcie z radością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s