Sam Wasson – Piąta Aleja, Piąta rano

Na książkę natrafiłam w Łodzi, przechadzając się po OFFie przy Piotrkowskiej. Zauważyłam nagle księgarnię prowadzoną przez człowieka o imieniu i nazwisku jak mój znajomy. Zrobiłam zdjęcie szyldowi, pośmiałam się w duchu (i wysłałam mu to zdjęcie mmsem) oraz zajrzałam dla zabicia czasu (czekałam na spotkanie z koleżanką – scenografką do mojej etiudy). Książek wiele nie było, w większości – czytadła. Poza tą – którą zabrałam do domu.

Piąta Aleja, Piąta rano to książka która powinna trafić do wszystkich wielbicieli Audrey Hepburn i filmu Śniadanie u Tiffany’ego. Zabiera nas w wycieczkę poprzez życie Capote’a, podróż historii zapisanej jako powieść do formy scenariusza filmowego ku blaskom i cieniom całej produkcji. Napisana w sposób lekki, jak anegdota którą można przekazywać znajomym pełna jest kulis całego przedsięwzięcia.

 

O wiele mniejszym ryzykiem był casting na rolę kota Holly, czy raczej kotów. Ponieważ te zwierzęta, w przeciwieństwie do psów, rzadko kiedy potrafią wykonać więcej niż jedną sztuczkę dla potrzeb filmu należało zatrudnić ich ponad tuzin. Ich treser Frank Inn, mówił: „Mam kota który siedzi, kota który chodzi, kota który miauczy, takiego który potrafi się rzucać i tak dalej. Każdy jest specjalistą w swej dziedzinie i wszystkie, zauważcie, tego samego koloru”.
Cała dwunastka kotów była praktycznie identyczna – „z mordami zbirów i żółtawymi ślepiami pirata”, jak to opisał Capote w swojej powieści – ale tylko jeden zasłużył na miano gwiazdy. Ósmego października produkcja urządziła całodniowy casting w nowojorskim hotelu Commodore, na którym pojawiło się dwadzieścia pięć pełnych nadziei, rudych futrzaków, świeżo wyczesanych i wymuskanych. Po żmudnych rundach przesłuchań i ponownych wezwań przed komisję, zwycięzcą został czteroipółkilogramowy Orangey, należący do państwa Albertostwa Murphy z Hollis, Queens. „To prawdziwy nowojorski typ, dokładnie taki, jakiego chcieliśmy – oznajmił Inn. – Raz-dwa zamierzam zrobić z niego wyznawcę metody Stanisławskiego albo kota w stylu Lee Strasberga”

 

Capote pragnął, żeby rolę Holly Golithly zagrała Marylin Monroe. Ta jednak za radą swojej mentorki – odmówiła. Audrey też nie chciała grać w filmie postaci prostytutki – bała się, że zaszkodzi to jej wizerunkowi. Wolała skupić się na macierzyństwie (zdjęcia rozpoczęły się gdy jej syn skończył 10 miesięcy, a ona sama bardzo przeżywała rozłąkę) i rodzinie (Mel Ferrer – jej mąż również nie był zachwycony rolą Audrey). W końcu – zgodziła się pod warunkiem ogromnych zmian w scenariuszu.
Podobne przygody miała słynna piosenka Moon River, którą Holly śpiewa wieczorną porą siedząc na schodach przeciwpożarowych. Nie tylko o mało co nie weszłaby do filmu, ale również – nie powstałaby…

I nikt, walcząc przy całej produkcji, nie zdawał sobie sprawy że film nie tyle odniesie sukces ale zostanie zapamiętany i oglądany przez lata wpisując się w pewien panteon klasyków…

Gdy przebrnie się przez lekko przydługi wstęp o życiu Audrey przed filmem, a także o wszystkich inspiracjach Capote’a otrzymamy mnóstwo gawęd z życia produkcji. A takie – dla miłośników filmu, historii czy samej gwiazdy – są zawsze bezcenne.

Książka lekka, przyjemna i w sam raz do zabrania na wakacje. Co ja sama zrobiłam, bo choć kupiona w maju to przeczytana dopiero w sierpniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s