Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 30

Dziwne to i surrealistyczne – wrócić do miejsca z którym wiąże się tyle emocji i pracy. I do tego mieć świadomość, że spędziło się tu już rok.

 

Nie wiem do czego można porównać to uczucie. Pewnie jest podobne do tego jakie mają dzieciaki w podstawówce wracając po wakacjach do swojej szkoły, klasy i pani wychowawczyni. Z jednej strony – to dokładnie to samo, tylko to – szkoła i powrót.
Z drugiej – brakuje miarki i skali…

Po raz kolejny stwierdzam, że nasza szkolna społeczność to pokraczna rodzina. Mam takie odczucie kiedy wpadam do montażowni na papierosa, macham z drugiego końca kampusu do znajomych albo ściskam się z wykładowcami czując pewną obopólną radość ze spotkania po miesiącach wakacyjnych. Z rodziną – wiadomo, że najlepiej na zdjęciu. Mamy tych bardziej lubianych i mniej lubianych kuzynów. Mamy tych najbliższych, z którymi spędza się prywatne urodzinowe święta, ale i tych dalszych z którymi zawsze można zamienić kilka zdań. Oczywiście, że możemy bez siebie żyć, a czasem wychodzi nam to na zdrowie ale jesteśmy jakoś dziwnie zjednoczeni i związani.
Nie wiem jeszcze tylko czym.

Jednak mimo wszystko pewne rzeczy i sprawy pozostają niezmienne – czasami, chociaż w Szkole zna się mnóstwo ludzi pojawiają się dni dziwnej samotności i braku zrozumienia. Nadal się to zdarza, chociaż w telefonie coraz więcej kontaktów, na imprezach coraz więcej ludzi, a urodzinowych życzeń niezliczona ilość. Może to takie ryzyko zawodowe, może to choroba którą wszyscy musimy przejść aby na końcu się wreszcie na nią uodpornić.

Później – paradoksalnie rzecz biorąc, to uczucie niezrozumienia – szczególnie na styku ze światem zewnętrznym, sprawia że po chwili samotności jednoczymy się jeszcze bardziej. W końcu siedzimy we własnym sosie, kisimy się w tej samej potrawie i garnku.

Pod wieloma względami drugi rok rozpoczyna się na swój sposób bardziej interesujący. W końcu odzierając ten przybytek na Targowej z warstw stresu, bezsenności, strachu i niepewności momentami pozostają miłe przebłyski radości tworzenia. Dochodzą do tego pewne okruchy jakiejś wolności, zaufania i bezpieczeństwa. Być może pozornego.
Najśmieszniejsze jest to, że aby teraz móc dostrzec te wszystkie pozytywne emocje musiałam wcześniej pozbawić się ich w sposób jak najbardziej bolesny. Było to jak własnoręczna amputacja kończyny, jak robienie operacji na otwartym mózgu i jak lot w kosmos.

I jestem pewna jednego – cieszę się, że już nie jestem na pierwszym roku.

Za obecne dziwne poczucie spokoju mogę obwinić dystans. Dlatego, jeśli ktoś mnie pyta o najgorszą sytuację czy najgorszy dzień w moim życiu to zawsze mówię, że takiego nie mam. Bo jeśli z najgorszego powstanie później coś dobrego – to czy nadal jest najgorsze?
Pewnie jest to też kwestia jakiegoś poczucie partnerstwa. Czyż nie jest tak, że ludzie którzy bez wsparcia chorują, usychają i umierają?

Niestety czuję też, że tracę ostatnie pozaszkolne bastiony. Coś co było dalekie od Łodzi i ciężkiej pracy. Jakieś emocje, jacyś ludzie, jakieś więzi i relacje.
Od wielu, wielu miesięcy było mi wmawiane że zniszczyła je szkoła, że to przez filmy świat zewnętrzny ma taki problem żeby dobić się do mojej głowy. Że jestem niestabilna, niedojrzała i nieodpowiedzialna.
Teraz jednak dociera do mnie, że przy wystarczającym obopólnym zaangażowaniu, cierpliwości i zaufaniu nic nie byłoby skazywane na porażkę. Zabrakło któregoś składnika, rozlało się i wymieszało. Ale przecież – może z tego najgorszego wyjdzie później coś dobrego.

Wiem tylko, że jestem chyba już na tyle duża, że nie chcę stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie chcę mówić: tylko praca i film albo tylko gotowanie obiadu własnej, wielodzietnej rodzinie. Nie chcę się zamykać na żadną z tych opcji, tylko… a właśnie – tak jak powiedziała mi to kiedyś mądra aktorka z którą pracowałam – żyć jak wychodzi.

I aż zacytuję klasyka:
Szkoła fajna, tylko te filmy trzeba robić.

2 thoughts on “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 30

  1. K. pisze:

    ZEN – musisz pamiętać 🙂 poza tym tak bardzo jak Cię to dobija i doprowadza do szału, tak wielką jednocześnie daje Ci radość. A i… jesteś najlepsza, na pewno dasz radę, wszystko się uda! – RYSIEK mistrz! 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s