Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 31

Studiuję reżyserię filmową. Piszę, pracuję nad inscenizacją, myślę o kompozycji kadru i kolorach, spędzam godziny w montażowni…
Wszystko to dokładnie po to aby później móc zmontować mojemu dwunastoletniemu bratu film na lekcje angielskiego w którym opisuje on (kalecząc język) wygląd kota Pucha.

Zorientowałam się że już ponad rok mieszkam w Łodzi. Nie była to najweselsza myśl. Tak naprawdę – nie ma co ukrywać, mieszkam wszędzie i nigdzie. Zawsze tak było.

W szkole nie da się nie oszaleć. Nadal. Znowu jesteśmy zmęczeni, zdenerwowani, sfrustrowani i wkurzeni do czerwoności. Czasami chce się kopnąć drzewo (biedne drzewo), walnąć głową w ścianę lub klasycznie – prowokować kłótnie. Co z tego, że znam już wszystkie swoje schematy ale mimo wszystko idę w nie na ślepo, machając na powitanie wychodzącym piwnicznym potworom, których budzenie jest specjalnością szkoły. A niby jestem starsza i mądrzejsza.
Staram się nie zaczynać dnia od wszystko mnie wkurza. Zamiast tego zdrowiej jest już wypalić kilka papierosów gapiąc się w okno kamienicy po drugiej stronie podwórka. Mój rodzony ojciec nieustannie powtarza o spokoju ale niestety ciężko jest go zachować w tej smolistej cieczy. Szczególnie gdy temat dokumentalny pada jeden za drugim. A to męczy – szukanie, jeżdżenie i ściemnianie w szkole jestem na etapie dokumentacji.
Spokój. Ponoć jak się zachowa spokój to wszystko przychodzi. Ja bym dodała – przychodzi wtedy kiedy się w rozpaczy odpuszcza i kładzie krzyżyk. Wtedy kiedy już się wszystko straciło i nie ma się nic do stracenia więcej.
Ale ciężko jest też tracić wszystko przy każdym projekcie, sięgać dna i odbijać się kilka razy w roku…
Starzeję się nieuchronnie. Tak odpowiadam kuzynom i starszym ciotkom na okrzyk ale ty się zmieniłaś! Mówią, że wyrosłam ale podejrzewam że to złudzenie butów na obcasie.
Ale teraz, robisz to czego chcesz, prawda? Jesteś bardzo szczęśliwa!

Na zaczepki czy to jest to, co chcę robić w życiu odpowiadam nie wiem. Mam plan B – wyjechać na podlasie i w samym środku puszczy Białowieszczańskiej (nie mylić z Białowieską!) hodować eko marchewki.

Moja mama mówi – każdy coś musi robić, zawsze będzie dużo pracy (często dodaje jeszcze jakie marchewki!? Ty nie znosisz grzebania się w ziemi!). Chyba dawno mnie nie odwiedzała w Łodzi, bo za ostatnim razem – w czerwcu tuż przed egzaminem łapała się za głowę widząc moją sprawność w bieganiu po schodach.

 

Myślę, że zadawanie sobie pytania czy warto przestało mieć sens. Bo nie warto.

Jako studentka drugiego roku mogę oficjalnie powiedzieć, że mam dwie ulubione czynności na świecie. W sumie to jedną – spanie. Chciałam jeszcze dodać jedzenie, ale jest tak niewiele rzeczy, które mogę zjeść…

Czy zasługuję więc na przywilej tego studiowania skoro cynizm przeniknął mi do krwiobiegu aż tak bardzo?

 

Wszyscy mnie zaczepiają żebym wysłała swój dokument na festiwale. Na dodatek się ze mnie śmieją i nie potrafią uwierzyć, że sam ten fakt mnie już męczy. Zabieram się do tego godzinami, a później stwierdzam że wolę pójść spać. Spanie jest przecież fajniejsze.
Oczywiście że zależy mi żeby Bojownik dotarł do jak największej liczby ludzi, ale z drugiej strony – powtarzam sobie, że i tak zrobił już wystarczająco dużo dobrego. Jakby miał już umrzeć, to umrze szczęśliwy.

A jak już mi nie wyjdzie z tymi eko marchewkami… Zawsze mogę robić filmy z kotami. Kociaki zawsze są na topie, nie?

 

One thought on “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 31

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s