Syberyjska lekcja

 Są filmy, które mamy w planach do obejrzenia od dawna, ale nigdy nie potrafimy się do nich zabrać. To jest jeden z tych tytułów, który leżał obok od dwóch lat na DVD. Zmieniał wraz ze mną miejsca zamieszkania, miasta i wyjeżdżał na ferie – wciąż czekając na oglądanie.

Jeden z moich profesorów (z którym niestety już nie mam zajęć) mawiał zawsze spotyka cię tylko to na co jesteś gotowy. Pomyślałam o tym zasiadając do napisania tego tekstu – bo inaczej nie mogę wytłumaczyć tego przypadku.

Od października tego roku Wojciech Staroń ma zajęcia w Szkole Filmowej w Łodzi na wydziale operatorskim. Słyszałam o nim mnóstwo historii, a jego rady (podawane na zajęciach) były przekazywane mi na bieżąco drogą smsową. Zdarza mi się mijać go na korytarzu, zdarzyło mi się z nim porozmawiać i podać mu rękę.

Do obejrzenia jego filmu dalej nie mogłam się zebrać.

Dziwnie jest oglądać film kogoś kogo się odrobinę zna (ciężko nazwać to znaniem, ale mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi). Jeszcze dziwniej jest oglądać film który w pewnych kręgach uchodzi za legendarny – bo na Syberii, bo tak zrealizowany, bo dokument, bo na taśmie. Te wszystkie hasła robią wrażenie – być może tylko na mnie i moich kolegach ze szkoły, ale nadal – robią.

Syberyjska lekcja to film opowiadający o doświadczeniach i przeżyciach Małgorzaty i jej narzeczonego. Ona – nauczycielka polskiego wyjeżdża na rok aby pracować w tamtejszej szkole, on – Wojciech Staroń jako absolwent wydziału operatorskiego PWSFTviT rusza razem z nią, bacznie obserwując ten inny świat.
Rzeczywistość do jakiej przenosi nas ten film jest całkowicie inna niż ta jaką znamy. Unaocznia coś, co ciężko jest sobie wyobrazić, o czym możemy tylko przeczytać… Zimno, tłuste jedzenie, ziemniaki i kapusta. Brak wypłacanej pensji, połów ryb w przerębli czy przepełnione tramwaje. Bieda, ogromna przestrzeń i jakiś dziwny, dziwny spokój.

Ten film nie jest o mnie – mówi w pewnym momencie Małgorzata. O czym więc jest? O Syberii? O uczniach? O nich samych?

A może o pojęciu domu które można wytworzyć niezależnie od miejsca zamieszkania i ilości posiadanych rzeczy. To jak odpowiedź na pytanie które ostatnio sama sobie zadałam – tak, można mieć dom w walizce o ile ma się dom w drugiej osobie.

Oglądając ten film pomyślałam, że mogłabym sobie go tylko najskryciej życzyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s