z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 33

Terminy rozdane.

Rok temu te hasło przyprawiało o atak paniki, mdłości i histerię. Jak na razie zostało przyjęte z grubsza dość boleśnie, ale spokojnie. Czasami tylko ktoś powie nie mam jeszcze kierownika produkcji albo szukam operatora. Film i tak trzeba zrobić, sam się nie zrobi.

 

Sesja zimowa w szkole filmowej wygląda inaczej niż na każdej innej uczelni w Polsce. Większość przedmiotów to zal więc odbywa się bez kolokwiów. Nie mamy standardowych zajęć i ćwiczeń – więc nie jest nam wykładana aż taka ilość wiedzy teoretycznej z której można byłoby kogoś później egzaminować. Oddajemy projekty, czasem piszemy prace. A poza tym to stopień natężenia wydarzeń i stresów podczas zwykłej sesji = naszemu standardowemu tygodniowi.

Jesteśmy sprawdzani troszkę na inne sposoby. Zresztą nasz egzamin to zawsze spotkanie z kilkunastoosobową komisją – a tam jest dopiero fajnie.

 

Ponoć piszę zbyt wiele negatywnych rzeczy na filmowym kocie. Słyszę od czasu do czasu, że same smutki – że spać, jeść, że zmęczona, że znowu…

Poprawię się więc – bo przecież mamy tyle radości.
Niezbyt często zdajemy sobie sprawę, że bierzemy udział w jakiejś wykańczająco-wycieńczającej przygodzie życia oraz że nawiązujemy relacje które będą trwały lata. Tak naprawdę to zawsze możemy odejść, ale tego nie robimy. Wybieramy więc tryb wychodzenia z domu przed 9:00 rano i powrotu o 3:00 w nocy tylko po to aby położyć się na chwilę do własnego łóżka, umyć i zmienić ubranie…


Powody do radości studentów szkoły filmowej:

 

1. Nieustannie się bawimy.

Nawet kiedy dzień po warsztatach trzeba oddać sprzęt do techniki zdjęciowej.

Załaduj pan taczkę. #braciejestsprawa #pwsftvit #kamerunek @maciej_jankowski696 @katwisx

Film zamieszczony przez użytkownika Anka Pawluczuk (@filmowykot) 29 Sty, 2016 o 1:23 PST

 


2. Nie śpimy tylko łazimy z kamerą.

Co z tego, że jest druga w nocy. Co z tego że dopiero zaczęliśmy. Co z tego że łażę w błocie, marznę, wzdycham, przez ostatnie 12 godzin jadłam tylko miskę płatków kukurydzianych z mlekiem (i śladowymi ilościami glutenu jak informował mnie producent) . Co z tego, że inny egzamin jest o 8:45.
Są sytuacje w których nie należy poddawać rozmyślaniom pewnych kwestii tylko zrobić.


3. Razem jemy posiłki.

Kiedy bezglutenowa wegetarianka jest bezglutenową wegetarianką to w ramach protestu zdarza się komuś napisać (koniecznie nie swoim długopisem) na menu na stołówce (gdzie nie ma żadnego posiłku dla bezglutenowców poza ziemniakami i surówką) niecenzuralne hasło j***ć gluten.

A kiedy mamy ochotę na pizzę to przekopujemy internet w poszukiwaniu bezglutenowej z dowozem do domu. I nawet w Łodzi taka jest.

bgpizza

Jedni potrzebują do szczęścia pieniędzy, sukcesów zawodowych czy filmów. Mi wystarczy odkrycie bezglutenowej pizzerii


4. Śpiewamy na każdy temat (wszędzie i o każdej porze).

 – Anka, daj nam temat.
– Co?

 – TEMAT.
 – Puchate kotki.

Pieśń o puchatym kotku. #pwsftvit #pwsftvitagd

Film zamieszczony przez użytkownika Anka Pawluczuk (@filmowykot) 18 Sty, 2016 o 11:45 PST

 


5. Robimy mnóstwo zdjęć.

Nieprzyzwoicie dużo.
Żeby móc co wspominać jak nas wyrzucą już z tej szkoły. Kiedy już dorobimy się dzieci i wnuków to będziemy mieli co ukrywać przed nimi – że były takie lata robienia naprawdę głupich rzeczy.
Albo żeby mieć haka na przyszłość polskiej kinematografii.

braciejestsprawa

O bracie, jest sprawa.


6. Również tańczymy.

Paląc papierosy, na stołówce przy obiedzie, podczas pisania, spotkania, zajęć…



6. Pracujemy.

Cholernie dużo pracujemy.
Gadamy, piszemy, gadamy, sprzeczamy się, wściekamy sami na siebie, godzimy i dalej pracujemy.
Prowadzimy kilka projektów jednocześnie, nie potrzebując list spraw do załatwienia. Jesteśmy coraz bardziej biegli w żonglowaniu kilkoma elementami jednocześnie. Czasami tylko upuszczamy jedną rzecz, ale to tylko na chwilę i do tego jesteśmy w stanie utrzymać resztę w powietrzu.
I naprawdę o 23:00 umawiamy się na omówienie inscenizacji, a nie na wódkę.
Ale przynajmniej się śmiejemy.


7. Licytujemy się, motywujemy i ścigamy. 

 – Ja nie zamierzam robić filmów.
– To po co ja z tobą tu siedzę?
– Bo mnie bezinteresownie lubisz.

Spędzamy ze sobą całe dnie i połowy nocy. Są momenty, że zasypiamy u znajomych na łóżkach, zmywamy ich naczynia i zaglądamy im bez pytania do lodówek. Odprowadzamy się nawzajem, głaszczemy i przytulamy. Myślę, że ufamy sobie w dziwny sposób chociaż z natury jesteśmy nieufni.
Zawiązujemy nieme sojusze, układamy fronty i stajemy za czyimiś plecami. Niejednokrotnie wykonujemy telefony w cudzej sprawie prosząc o maleńką przysługę.
Znamy swoje reakcje, ulubione smaki żelków, piwniczne potwory, marzenia i plany. Kiedy zadajemy pytanie co u ciebie? czasem nie potrzebujemy odpowiedzi, bo okazuje się że jedno westchnięcie czy spojrzenie wystarcza. Być może nawet czytamy sobie nawzajem w mózgach.
Jesteśmy bardzo zmęczeni i próbujemy się naprawdę pokłócić. Nadal nam to nie wychodzi. Czasami więc niechcący sprawiamy sobie przykrość i droczymy się do szpiku kości. Ale zawsze wracamy.
Ciekawe czy bez szkoły mielibyśmy szansę spotkać się i zaprzyjaźnić.

Nie wiemy jak trwałe są te układy między nami. Ale kiedyś się dowiemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s