Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 36

 – Dawno nie było na twoim blogu tego… pamiętnika filmowca – mówi do mnie moja własna rodzona matka.
 – Przestałam pisać, bo to wszyscy czytają – odpowiadam spokojnie.
 – Nie rozumiem.

Mamo, więc piszę. Żebyś wiedziała, że jeszcze żyję*

Staram się jeść regularnie, chadzać na długie spacery i patrzeć na drzewa. Rozmawiać z ludźmi, ale nie przejmować ich problemów. Oddychać głęboko kiedy ktoś mnie wkurwia do żywego i śmiać się z siebie. Próbuję patrzeć pod nogi, nie potykać się o niewidzialne przeszkody i wysypiać się. Słuchać muzyki, patrzeć na słońce oraz ubierać się wystarczająco ciepło.
Pamiętać, że na świecie są miliony ważniejszych rzeczy niż filmy.

Tak mamo, jeszcze żyję. W końcu mam jeszcze masę roboty w tym życiu.

Ostatnio usłyszałam pytanie czy pomyślałaś kiedykolwiek o tym „nie chcę być już w tej szkole”?
Tak. Myślę o tym średnio raz na tydzień. Zeszłym razem było to we wtorek. Ale nadal tu jestem, prawda?

Niedawno doszłam do pewnego wniosku. Jest to na pograniczu czarowania i życia, ale jestem w stanie podać sporo dowodów na poparcie owej teorii.
Nieprzepracowane do końca sprawy zawsze wracają w regularnych odstępach czasu. Doganiają i mówiąc oględnie spuszczą wpierdol. Przykro mi, ale tak jest. Więc rada starszej koleżanki – jak już coś rozgrzebiecie to zamknijcie sprawę do końca. Żeby nie stała się prześladującym was duchem.

Mój ojciec jak zawsze odpowiada spokój. On widzi w spokoju jakiś lek na wszystko.
Ja wolę mówić dystans, kurwa.

Tęsknię za lasem, wakacjami i samotnością. Tęsknię za miejscami bez internetu i ciszą. Mam wrażenie, że tutaj cały świat bardzo okrutnie przyspiesza. Że wszystkie sytuacje jakie dzieją się wokół nas są coraz bardziej intensywne i wydarzają się w coraz krótszych odcinkach czasu. To tak jak wchodzenie po schodach na coraz wyższe stopnie – coraz szybciej i robiąc coraz większe kroki. Pytanie czy zdążymy, wytrzymamy i damy radę, bo kiedy wreszcie przyzwyczajamy się do tej konkretnej wysokości danego stopnia to okazuje się, że pojawiają się jeszcze wyższe. A później – jeszcze.

Podejrzewam, że tak będzie cały czas i podejrzewam, że to nigdy się nie skończy. Dlatego szybciej niż wchodzenia trzeba nauczyć się tego cholernego dystansu.

* Chociaż mam ostatnio zakaz żartów o mojej śmierci. Ale nadal uważam, (paradoksalnie) że gdybym zeszła na zawał to życie stałoby się prostsze. Może mi się uda?

Jedna myśl w temacie “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 36

  1. Katarzyna Stefańska pisze:

    W całym tym natłoku bieganiny wiesz dobrze, że trzeba się zatrzymać i jak z innymi błahymi życzeniami wystarczy po prostu bardzo tego chcieć. Majówkę spędziłam całą w ciszy i samotności, przełamując bariery strachu i własnych możliwości – nie myśląc o pracy, pieniądzach, ratowaniu świata i filmach (da się :O). Muszę Ci powiedzieć, że to był najpiękniejszy czas. Czas dla mnie. Trzeba tylko znaleźć ten ukryty pstryczek w głowie, który zwie się „wyłącz” albo „reset” jak kto woli.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s