The Good Wife 7×22

Pamiętam jak dziś kiedy z braku lepszego zajęcia włączyłam pierwszy odcinek The Good Wife (serialu, który funkcjonuje pod polskim tytułem Żona idealna). Historia pochłonęła mnie całkowicie, nie patrząc na inne życiowe zobowiązania. Ku niezadowoleniu wszystkich dookoła nie mogłam odkleić się od kolejnych sezonów, zamiast korzystać z wakacyjnej, letniej pogody – słońca i morza. Kiedy w końcu nadrobiłam wszystkie zaległe odcinki przyszedł czas na katusze – śledzenie serialu równocześnie z emisją co oznaczało powolne dawkowanie i ćwiczenie cierpliwości.
Co będzie teraz?

 

Mimo ogromnego żalu wiernej fanki, uważam że decyzja twórców o zakończeniu emisji na siedmiu sezonach jest bardzo dobra. Ogromną sztuką jest wyczucie odpowiedniego momentu kiedy należy zejść ze sceny nie kompromitując się swoimi zabiegami utrzymywania zainteresowania widza. Michelle i Robert King (pomysłodawcy serii) zręcznie potrafili zaskakiwać nas nawet po wielu latach emisji i po powszechnym stwierdzeniu nic już nas nie zdziwi. Dawali radę stworzyć wątki realistyczne i prawdopodobne choć lekko szalone.

Ostatni odcinek co prawda nie jest idealną klamrą, aczkolwiek uważam go za całkiem satysfakcjonujący. Emocjonalnie stawia trafną kropkę nad i w zachowaniu Alicii (genialna Julianna Margulies), jej relacji z mężem (Chris Noth) oraz w zestawieniu z Diane (jak zawsze pełna klasy Christine Baranski). Co najważniejsze – nie zapomina o Willu (Josh Charles) – studenckiej miłości głównej bohaterki. Jego powrót zza światów został pięknie rozwiązany. Pomyśl, kogo chciałabyś widzieć kiedy wracasz do domu? pyta Alicię Lucca – jej najmłodsza stażem współpracownica (Cush Jumbo) co daje żonie idealnej wiele do zastanowienia. Bo właśnie – kogo, kiedy jeden z wierzchołków tego trójkąta jest już martwy?

Kiedy myślę o podsumowaniu tego serialu stwierdzam, że był on o wybaczaniu, odpuszczaniu i decydowaniu o sobie. Opowiada historię o tym, gdzie jest granica między poświęceniem, a dbaniem o własne dobro i umiejętności przejścia przez życie w zgodzie z własnym sumieniem – a to wielka umiejętność której uczymy się przez całe życie.

Powiem szczerze – będzie mi brakowało serialu, który z każdym odcinkiem wnosił jakąś narracyjną świeżość. Nie bał się eksperymentów w opowiadaniu, odważnie wprowadzał nowe wątki i robił wszystko aby nie zostać zaszufladkowanym. Zaskakiwał dramaturgicznie i lubił te cudowne słowo konflikt.

No naprawdę, będzie mi brakowało Żony idealnej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s