z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 38

I tak znowu docieram do widoku wakacji na horyzoncie. Chociaż wakacje już dawno (wręcz lata temu) straciły swoją wakacyjność to jednak, nadal nie da się ich inaczej nazywać.

Trochę znowu przegapiam jakieś rzeczy. Takie bardzo przyziemne – rachunki, terminy, zgłoszenia i prace. Jestem cholernie nieregularna i niesystematyczna. Mam wrażenie, że jakoś fruwam i zajmuję się wszystkim tym co jak najdalej od Ziemi.
Chciałabym napisać coś z sensem, produktywnością i pracowitością. Ale może o to chodzi, że bez sensu jest ciągłe wyszukiwanie sensu. Przeczytałam to w mądrej książce z historii kina, że Antonioni nie był zwolennikiem sensu w kinie. Ważniejsza dla niego była prawda. Może właśnie to należałoby sobie wziąć do serca?

W blogowym zawieszeniu pokusiłam się nawet o googlowanie w internetach jakichś porad jak prowadzić lepszego bloga. Ale jakoś żadna z nich do mnie nie przemawiała, bo jak to często bywa – to co działa u wszystkich, w moim przypadku nie chce. Czy na to są jakieś leki?

Szkoła jest znowu pełna ludzi, stresu, łez i wybuchów szczęścia. To znowu egzaminy wstępne i wystrojeni młodzi ludzie którzy chcieliby tu studiować. Chodzą po szkolnym terenie i zachwycają się tutejszą atmosferą albo ze spuszczonymi głowami przepełnieni jakimś poczuciem porażki czy upokorzenia uciekają za bramy. A ja myślę tylko, że w najśmielszych snach nie podejrzewają co tutaj się dzieje, bo to strasznie niesprawiedliwe widzieć szkołę tylko w te ciepłe czerwcowe wieczory. Prawdziwym wyzwaniem byłoby wytrzymać tutaj listopad czy luty. Sesję, plan filmowy zimą czy konsultacje które odbywają się po północy.
A z drugiej strony – rozumiem ich – bo sama bardzo niedawno byłam na ich miejscu. Tak bardzo chciałam tutaj być, że będąc na skraju jakiejś obsesji obijałam się po innych miastach i szkołach. I chociaż naprawdę uważam, że jest to jednocześnie najlepsze i najgorsze miejsce, to kiedy zamykam oczy nie wyobrażam sobie czegokolwiek bez niego. A bardziej bez tych wszystkich dziwnych ludzi, których mogłam tutaj spotkać.
Chyba nie mogło być inaczej.

Wiecie, że próbuję stworzyć ten wpis od dwóch tygodni? Jedyne co robię to dopisuję kolejne fragmenty, inne kasuję i zmieniam. Bardzo chcę napisać coś zabawnego, coś fajnego i lekkiego, ale kiedy siadam przed tym cholernym okienkiem to łapię się na tym, że znowu nie wiem. Nie wiem jak mam dobierać słowa, żeby były jasne i jednoznaczne. Nie wiem jak mam pisać żeby później nie być o nic posądzana i nie wstydzić się tego co rodzi się w cudzych głowach.
Bo kandydaci nie wiedzą też, że Szkoła jest jedną wielką piaskownicą. Nie zdają sobie sprawę jak mogą być postrzegane drobne gesty i ile potrafią sprawić problemu. Szkoła nie zawsze rozumie słowa stać za kimś murem.

Coraz bardziej stwierdzam, że zachowuję się jak pies pasterski. Jestem szczęśliwa kiedy stado jest w komplecie. W innym wypadku czuję jakiś niepokój i niepewność. I najchętniej siedziałabym na trawie i tylko obserwowała to stado – pewna, że jest bezpieczne, najedzone i spokojne. Mam wrażenie, że momentami zakrawa to o jakieś absurdy, bo jestem w stanie poświęcić wiele czasu i energii na to stado. Może powinnam przestać? Zająć się swoimi sprawami.

Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam na rozmowie z własnym, rodzonym ojcem. Siedzimy na tarasie, albo wymieniamy maile. Mówi sporo mądrych, aczkolwiek irytujących rzeczy. Czasami się denerwuję słysząc jego słowa – bo są niewygodne i przypominają o tym samym co powiedział pan Andrzej z mieszkania naprzeciw: człowiek jest zawsze ważniejszy niż materiał.
Jest, przecież wiem.

Tylko jak robić, żeby wszyscy wiedzieli?

One thought on “z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 38

  1. Anonimowy pisze:

    A ja myślałam, że wakacje tracą „wakacyjność” tylko dla ludzi pracujących, którym „wakacje” zamieniają nieuchronnie na „urlop”, którzy chodzą codziennie do pracy, którą lubią albo nienawidzą, ale wiedzą, że muszą, bo trzeba utrzymać rodzinę/opłacić rachunki etc. Jeśli człowiek skupia się głównie na sobie i pragnie, aby ta „reszta świata, która go kompletnie nie rozumie” podporządkowała się jego trybowi życia i nastrojowi to, owszem, na pewno jakieś bardziej i mniej ważne rzeczy umkną gdzieś obok.
    Może czasami się wydaje, że nieudany dzień zdjęciowy to jest problem, że studia to prawdziwe życie, ale chyba nie do końca… Chyba „zwykłe” problemy przez które ludzie się zamartwiają są tu,na miejscu, w domu, lub tam gdzie akurat nas nie ma kiedy trzeba. I brakuje tej empatii (tak, tak, zupy z Azji).

    Ania Wu

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s