The Voices

Marjane Satrapi dała się poznać szerokiej publiczności w 2007 roku kiedy jej pełnometrażowa animacja Persepolis święciła triumfy na wielu międzynarodowych festiwalach. W 2014 roku wróciła po raz kolejny z dość nietypową produkcją pod tytułem Głosy Ryanem Reynoldsem i Anną Kendrick w rolach głównych.

the voices 02.jpg

Głosy to jazda bez trzymanki, w której poznajemy świat chorego na shizofrenię Jerry’ego. Uwięziony w dorosłym ciele mały chłopiec pracuje w lokalnej fabryce w dziale pakowania. Pewnego dnia zostaje poproszony o pomoc w organizacji pracowniczej imprezy. Tam poznaje bajkowo wyglądającą Fionę (Gemma Arterton). Niestety ich randka nie kończy się zbyt romantycznie i staje się pierwszym krokiem do przemiany potencjalnie nieszkodliwego Jerry’ego.

Satrapi z wszystkich sił stara się tak pokierować opowieścią abyśmy nie patrzyli na Jerry’ego przez pryzmat schizofrenii i udowadnia Hollywood, że choroby psychiczne mogą znaleźć swoje miejsce w każdym filmowym gatunku.

Ze wszystkich sił stara się podarować Jerry’emu całe życie i nie oceniać go nawet kiedy jego zachowanie zamienia się w niezwykle nieludzkie i bestialskie. Ponadto, wraz z Michaelem R. Perrym (scenariusz) próbuje nadać historii ogromnej dozy czarnego (wręcz smolistego) humoru rodem z filmów braci Cohen – co niestety udaje jej się ze średnim efektem. Choć Głosy mają kilka zabawnych momentów, to jednak mimo wszystko daleko im do komedii (a już zdecydowanie komedii w tradycyjnym tego słowa znaczeniu).

THE VOICES

Ogromną zasługę w budowaniu sarkastycznych odcieni filmu ma nietypowy duet: kot – pan Wąsiasty i pies Bosco. Jako wierni towarzysze Jerry’ego są niczym diabeł i anioł – doradzają, pocieszają lub ganią jego zachowanie nie przebierając w słowach. To właśnie ich dialogi są najmocniejszą (jedyną mocną?) stroną całego filmu.

Warto też zwrócić uwagę na zdjęcia i scenografię jaką raczy nas Satrapi. W wizualnej stronie filmu widać wyraźne wpływy Johna Watersa czy Wesa Andersona. Różowe kombinezony pracowników fabryki Milton natychmiast kojarzą nam się ze specyficznym różem z Grand Budapest Hotel. Te specyficzne kolory to również świat jaki widzi Jerry. Małomiasteczkowe, wręcz kiczowate wnętrza przywodzą na myśl nudne przedmieścia rodem z lat 50, jednak tutaj – przedstawiane w nocnej scenerii dodają ziarna niepokoju.

the voices 05

Trzeba przyznać Satrapi, że skutecznie udało jej się stworzyć wrażenie wygodnego i bezpiecznego świata Jerry’ego. Kiedy wraz z bohaterem w jednej ze sekwencji bierzemy leki okazuje się, że rzeczywistość bez choroby jest wręcz przerażająca. Nie dziwi nas, że Jerry natychmiast wyrzuca tabletki do zlewu.

Gdyby nie słowa pani psychiatry Wszyscy słyszymy głosy to cały film zdecydowanie byłby na nic. Tylko z drugiej strony mam ochotę powiedzieć tak jak Jerry – to jak załatwienie 10 lat terapii kilkoma zdaniami. I w sumie nie wiem czy seria morderstw jest odpowiednim nośnikiem aby opowiedzieć historie o ogromnej samotności jaką przeżywa każdy z nas.the voices

 

 

 

One thought on “The Voices

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s