Love, Rosie

Do tego seansu podchodziłam bardzo sceptycznie. Bo tytuł, plakat i cała otoczka wokół filmu o miłości wskazywały na silnie słodko – łzawą historyjkę. Na szczęście zostałam mile zaskoczona. Love, Rosie to film, który zdecydowanie można umieścić na tej samej półce co One day. Na dodatek, niespodziewanie – ma szczęśliwe zakończenie…

love rosie 03

Rosie Dunne (Lily Collins) i Aleks Stewart (Sam Claflin) właśnie kończą liceum i osiemnasty rok życia. Przyjaźnią się odkąd ledwie odrośli od ziemi, a od tamtego czasu nieustannie i nierozłącznie trwają razem. Snują nawet plany wspólnego wyjazdu na studia do Bostonu, jednak jak wiadomo – czasem żyćko ma lepsze plany.

Love, Rosie to ekranizacja bardzo niefilmowej powieści Cecelii Ahern Na końcu tęczy. Juliette Towhidi (scenariusz) i Christian Ditter (reżyseria) biorąc na warsztat całą historię zaproponowali nam wartki rytm i sporo humoru.

Zapewne nie będziecie umierać ze śmiechu podczas oglądania tego filmu, ale gwarantuję wam, że lekkość i dystans wprawią was w dobry nastrój.

5D3_2749.CR2

Opowiadanie zaczyna się od środka – krótkim ujęciem z wesela. Nie wiemy jeszcze do końca czyjego, kiedy i gdzie się odbywającego – ale wrócimy do tej sceny za jakiś czas po tym jak prześledzimy dziesięć wcześniejszych lat z życia Rosie, zaczynając od imprezowej nocy z jej osiemnastych urodzin. To tam, Rosie i Alex pocałowali się po raz pierwszy. Tylko problemem stało się to, że Rosie kompletnie nie była tego świadoma. A Alex był pewien że ignorancja Rosie to delikatny sposób na przekazanie mu komunikatu nie.

love rosie 04

Love, Rosie to historia o miłości, nieporozumieniach i przeoczeniach. Czasami – o urażonej dumie, złych wyborach i codziennym życiu. Bo bohaterowie tej opowiastki zamiast zalewać się łzami i popadać w depresję robią swoje żyją tak jak wychodzi. Często kosztem schowania marzeń do kieszeni – ale skoro dostali takie, a nie inne warunki i możliwości – biorą wszystko z otwartymi ramionami. Muszą sobie jakoś radzić, a pomimo przeróżnych życiowych zawodów – niechcianej ciąży, zdrad i nieodwzajemnionych miłości – nie chowają głowy w piasek. Nawet jeśli popełniają błędy, to przełykają wstyd i naprawdę idą dalej. Dokładnie tak jak ludzie z krwi i kości.

love rosie 05

Cała opowieść nie byłaby tak realistyczna i przekonywująca gdyby nie bardzo dobry casting – zwyczajna i szczera Collins świetnie uzupełnia się ze swoim towarzyszem Claflinem (którego ostatnio mogliśmy oglądać w tym – moim zdaniem – nieudanym filmie Me before you. To dopiero słaby wyciskacz łez…). Między tą parą nie ma nawet sekundy fałszu – i od początku nie mamy żadnych wątpliwości, że oboje są niczym bliźniacze dusze.
Na dodatek angielskie ulice, zwyczajne i ciepłe wnętrza, ciasne pokoiki i życie które zagląda do nas z każdego kadru to ogromna praca twórców. Dzięki nim dostaliśmy w lekkim i ładnym opakowaniu nasze dziwne, pokręcone, nieprzewidywalne i momentami bardzo pokraczne i żałosne człowieczeństwo.
Takie, pełne złych decyzji. Bardzo dziwne, ale nasze.

5 thoughts on “Love, Rosie

  1. Mona Te pisze:

    Tak samo, jak Ty byłam baaaardzo sceptyczna – na szczęście się nie zawiodłam. Muszę przyznać, że po tym co serwuje nam amerykańskie kino, ciężko znaleźć dobry film o miłości, który nie jest przesłodzony. Mam nadzieję, że więcej takich filmów jak Love, Rosie i właśnie One day powstanie w przyszłości 🙂

    Lubię to

  2. pink envelope pisze:

    Widziałam ten film, ale teraz za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć jak historia tej dwójki się zakończyła. Trzeba będzie zobaczyć, a akurat na zbliżający się weekend szukałam jakiś propozycji 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s