z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 41

Dzień dobry,

Zwracam się z uprzejmą prośbą o przedłużenie wakacji o kolejne pół życia. Swoją prośbę motywuję kompletnym nieposkładaniem, chaosem i próbą ucieczki od deszczowej pogody.

Z poważaniem…

Jest taki moment, że kiedy masz jakieś 19 czy 20 lat to czujesz, że jesteś nieposkładany i chaotyczny. Nie masz planu na cokolwiek i tłumaczysz sobie, że to całkiem okej. Że masz prawo jeszcze nic nie wiedzieć, że wszystko przyjdzie i wszystko się złoży. Ale później nagle budzisz się w dzień 25 urodzin, a nieposkładanie jest jeszcze większe. I chyba nie ma już czasu i powinieneś mieć teraz wszystkie odpowiedzi.
Ale ich nadal nie masz.

Zadzwoniłam nawet do swojego ojca kosmity i powiedziałam mu o tym.
 – A jak masz 57 lat i też tak czujesz? – usłyszałam w odpowiedzi. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo przecież staram się robić te same rzeczy co wszyscy. Tak samo się rozwijałam, zaczęłam siadać, chodzić i mówić w przepisowym dla dzieci czasie. Zaliczyłam poprzednie szkoły i zdałam maturę jak trzeba, ale nadal -coś chyba poszło nie tak. Pytanie tylko czy to można i czy da się jeszcze jakoś naprawić.

 – A może to jest tak  – mówię dalej do ojca przez telefon – że jestem jakimś przypadkiem klinicznego niedostosowania i ciężkiej depresji. I może powinnam znaleźć na to jakąś pigułę. Jakieś psychotropy, jakieś antydepresanty i serotoninę w tabletkach.
 – Pewnie byłabyś na to uczulona.

 – Tak Pawluczuk, to brzmi jak depresja – zawyrokował znad komputera Piotrek. Poprawiał korekcję koloru naszego ostatniego dokumentu, a ja streszczałam mu przeróżne sprawy.
– Wcale nie mam depresji. To starość. I to poczucie, że nie musisz już nigdzie jeździć, bo wszędzie już byłeś i wszystko widziałeś.

Nawet w Szkole na zajęciach usłyszałam ostatnio od profesora, że jestem starej daty.
– Jest to wysoce prawdopodobne – 
odpowiedziałam patrząc jak siada na oparciu krzesła trzymając stopy na siedzeniu. W całej wypowiedzi dużo przeklinał, więc poczułam do niego ogromną sympatię i zaufanie.

img-20161003-wa0000

– Zobaczysz jak dożyjesz trzydziestki.
– Ale czy sumując lata liczymy tylko to życie, czy wszystkie poprzednie też?

Na dodatek znowu poznałam kogoś, kogo znałam już wcześniej choć spotkaliśmy się po raz pierwszy. To takie zabawne widzieć, że druga strona ciągle szuka w pamięci mojej twarzy i głosu. Hej, czy nie spotkałem jej kiedyś w kolejce do kasy w sklepie? Albo na dworcu?
Nie, nie spotkałeś – więc możesz przestać się gapić. Wiem, że to bardzo mylące uczucie ale przyzwyczaj się teraz będzie ci towarzyszyło częściej.

Bo nie wiem czy wiecie, ale kiedy do jakiejś dziwnej i niezidentyfikowanej części mózgu dociera podejrzenie o cholera, pamiętam cię sprzed tysiąca lat to wydarza się coś pomiędzy erupcją wulkanu, a wybuchem fajerwerków. Zagina się czasoprzestrzeń i pojawia się coś podobnego do chęci uściskania dawno niewidzianego brata, który wrócił z dalekiej podróży. Ludzie natychmiast sprowadzają to do słynnej miłości od pierwszego wejrzenia, ale ktokolwiek tego doświadczył (a znam kilka cudzych historii) to wie że to uczucie przypominania jest z kompletnie innej półki.

To trochę jakby pod twoimi stopami rozstępowała się Ziemia i nagle twoje oczy zaczęły widzieć w ciemnościach.

– Daj Ance spokój, ona jest wiedźmą – odpowiedział w pewnym momencie kolega z roku stojąc na papierosie przed słynną Szkolną Zetką.
– No i jest ruda.
– Odczepcie się od rudych – 
odpowiadam automatycznie, choć tak naprawdę moja rudość jest najbardziej fałszywą częścią mnie.

– Ludzie dobierają się w różny i nieodgadniony sposób. Nie próbuj tego zrozumieć
ucina znajomy i zaczyna huśtać się na krześle – I nie, nie wywalę się. Nie patrz tak na mnie.
Od jakiegoś czasu mam małą, prywatną obsesję żeby odnaleźć jakąś receptę, klucz, a może tylko wytłumaczenie – dlaczego jednych tolerujemy, a drugich nie. Dlaczego jedni łapią w mig o co nam chodzi, a inni nigdy tego nie zrozumieją.
– Myślę, że to tak jak dorzucanie magicznego składnika do zupy. Każdy ma inny i nikt nie potrafi określić co to dokładnie jest. To tak jak wchodzenie do pokoju i zmienianie swoją obecnością składu powietrza.
– Albo gaszenie latarni na odległość.
Milczymy przez chwilę. Odbywaliśmy tę rozmowę nie raz. Czasem też idąc ulicą ścigaliśmy się w tym gaszeniu latarni.

– To chodzi o chemię – mówi Kaśka. Jest trzecia nad ranem, ale jeszcze nie możemy skończyć plotek – Z jednymi ona jest, z innymi nie. I nic na to nie poradzisz.
 – To trochę smutne – stwierdzam pijąc wino, chociaż zarzekałam się że nie tknę alkoholu.

– Gdyby istniał na to przepis, wszyscy kupiliby go w kiosku – usłyszeliśmy w poniedziałek na temat robienia filmów. Wydaje mi się jednak, że można byłoby to dopasować do niejednej dziedziny życia. – To chodzi o nastrój.

Czasami mam wrażenie, że gdyby normalni ludzie zobaczyli jak wyglądają nasze zajęcia zwątpiliby w szkolnictwo wyższe. Nie tylko filmowe, ale z rozpędu w całe – wyższe. Myślę, że nawet jakbym chciała wrócić na normalne studia nie potrafiłabym się nijak wpasować w te normalne akademickie reguły.

– Chcę w tym roku zrobić film… – zaczynam nieśmiało Piotrkowi niczym na kozetce u psychoanalityka.
– Poczekaj – przerywa mi brutalnie – powiedziałaś „chcę zrobić”. Miło to słyszeć, że znowu „chcesz”.
(Może i miło, ale nadal nie było mi dane dokończyć tego zdania w ferworze miliona innych plotek i informacji. Bo zamiast ciągnąć temat sztuki, znowu zaczęliśmy żartować jak bardzo wkurwiamy siebie nawzajem.)

 – To na którym ty jesteś roku? – słyszę ostatnio z nagłą, większą częstotliwością. W końcu październik i ludzie przypominają sobie o studentach.
– Na siódmym – odpowiadam spokojnie. Zrobiłam rachunek, że właśnie rozpoczęłam siódmy rok studiowania w swoim życiu i trzeci rok trzecich studiów. Patrząc na ten wynik czuję się jak jakaś statystyczna pomyłka.

zpfa 41

Skoro hala filmowa, to chyba wróciliśmy do Szkoły. Na lekcje.

 – Ale co, fajnie tam studiować, prawda? – zapytała mnie ledwie znajoma, dawna współstudenka (oczywiście na papierosie przed białostockim kinem Forum)
– Wiesz, że to tak jakbyś zadała pytanie jednocześnie sobie na nie odpowiadając? – mówię spokojnie. Nie mam już trochę siły na te odwieczne zaczepki. Ciekawe kiedy się skończą – To najlepsza i najgorsza rzecz, która ci się przytrafia. – dodaję uzupełniająco. Na głupie pytania są tylko głupie odpowiedzi.

I jak, będziesz miała znowu dużo tych egzaminów? – dopytuje mnie babcia znad herbaty. W jej świecie wszystko sprowadza się do egzaminów i ilości książek. Już nawet nie próbuję jej tłumaczyć, że ten kawałek w którym się obecnie znajduję nie podlega takiemu rzeczywistemu uporządkowaniu.

– Ale nie bójcie się chaosu – dodaje profesor B. omiatając wzrokiem naszą grupkę – wy, młodzi reżyserzy boicie się chaosu, a on jest trochę potrzebny. I nie ma takiego chaosu, rozumiesz, którego nie można jakoś ogarnąć.

Zabawne jest to usłyszeć, po tym kiedy całe wakacje spędziłam na próbie skatalogowania żyćka i ciągle zachodzę w głowę jak wpasować się w istniejące, porządne szufladki. Może nie mam się co przejmować, że mam te 25 lat i nadal nie wiem.
Hej, trochę chaosu.
Albo jak mawiał profesor M. – Hej, bawimy się.

(Trochę nie chce mi się wierzyć, że to już trzeci rok. A trochę mam wrażenie, że jestem już tutaj pół wieczności…)

ZPFA 41

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s