Sherlock: The Lying Detective (i spoilery)

Nie nadawałabym się do redakcji gdzie liczy się jak najszybsza publikacja tekstu. Albo inaczej – nadawałabym się gdybym robiła tylko to.

Nowy odcinek Sherlocka znacznie zmniejszył moje rozczarowanie jakie wywołała zeszłotygodniowa premiera czwartego sezonu. Tutaj powróciła zapętlająca się skomplikowana intryga podczas której co chwila miałam ochotę zakwestionować swoją wiedzę i spostrzegawczość.

Sherlock 4x02 04.jpg

Powodów cudownej odmiany mam ochotę szukać w reżyserach odcinków – poprzedni wyszedł spod oka Rachel Talalay brytyjskiej producentki, reżyserki i scenarzystki. The Lying Detective został wyreżyserowany przez Nicka Hurrana – który na swoim koncie ma nie tylko wiele odcinków serialu Doctor Who, ale także ostatni odcinek trzeciej serii Sherlocka. Jak widać kiedy Rachel większy nacisk położyła na mało Sherlockową, a bardziej ludzką naturę głównego bohatera, tak Hurran wrócił do znanych i sprawdzonych rozwiązań i odruchów.

Dzięki temu wszystkiemu – pomimo tragicznej sytuacji w jakiej znalazł się Watson (i Sherlock) tym razem w odcinku nie mieliśmy spodziewanych (tak, zawsze spodziewam się najgorszego) łzawych i melodramatycznych scen. Powróciło inne – zgrabne i szybkie tempo opowiadania, które pozostało mniej więcej równo rozłożone na całe półtorej godziny. Dostaliśmy dobrze napisane dialogi, święte oburzenia Watsona i kłopoty Sherlocka – czyli coś, co już było i czego się zawsze spodziewamy – bo jest to nieodłączną marką serialu.

Górę nad wszystkim wzięło jakieś braterstwo (dosłownie…) i męska przyjaźń pozostawiając na końcu ogromny znak zapytania. Bo Sherlock najlepiej się sprawdza w starym, dobrym schemacie.

Tym razem nie miałam ochoty kwestionować prawdziwości wydarzeń. Tak jak w poprzednim odcinku Mary (Amanda Abbington) próbowała nam wciskać kit, że jest kimś na kogo nie wygląda – tak tutaj Steven Moffat ze swoim scenariuszem wrócił do Wielkiej Brytanii i sprawdzonych, zwyczajnych i przebiegłych seryjnych morderców, którzy zajadają się zbożowymi płatkami z mlekiem (gluten zabija). I chociaż można mieć poczucie, że Moffat odrobinę za bardzo odgrzewa stare kotlety i wraca do rozwiązań, które w serialu już się pojawiały (narkotyki). To mimo wszystko mam ochotę go wytłumaczyć znanym przecież i tak wszystko już było (czyli nie sil się na arcydzieło konfliktu wymyślając nową historię, bo naprawdę wszystko już było), więc czemu z tego nie skorzystać.

Dzięki temu dostaliśmy milionera i filantropa, w którego wcielił się (niesamowity casting) świetny Toby Jones który oscyluje tylko w rejestrach niejednoznaczności (bo czy nie przypomina wam odrobinę pewnego znanego polityka, który właśnie oficjalnie został prezydentem pewnego dużego kraju…).

sherlock-4x02

Oczywiście – można się sprzeczać, że to montaż i wszelkie zaburzenia linearności opowiadania zrobiły robotę – bo gdybyśmy próbowali opowiedzieć odcinek Sherlocka w sposób chronologiczny zapewne nie bawiłby nas aż tak bardzo. Ale od zawsze Sherlock chciał zaskakiwać swoimi sklejkami i efektami. Taki był i powinien być. Wprawiał w jakieś fajne samopoczucie i za to go lubiliśmy.

Do plusów wartkości akcji należy dorzucić świetną w tym odcinku panią Hudson (Una Stubbs), która siedząc za kierownicą szybkiego samochodu odkryła przed nami swoje niestandardowe oblicze. Nie boi się niczego i nikogo, a tym bardziej nie krępuje się wyrzucając ze swojej kamienicy Mycrofta i jego ekipy. Ponadto szybko przechwytuje broń upuszczając jednocześnie filiżankę z herbatą. Czyż nie jest to naprawdę super? Podobnie – więcej niż chwilę dostała Molly (Louise Brealey), a między wierszami usłyszeliśmy wspomnienie Irene Adler (którą kiedyś grała Lara Pulver). Jakoś lubię powroty znanych twarzy i nazwisk w sprzyjającej starej atmosferze.

Jak na razie po raz kolejny otrzymaliśmy zaledwie cień Sherlockowego arcywroga. Ale jakby nie patrzeć – za tydzień już ostatni odcinek więc zapewne wszystko się rozwiąże. Rozwiąże w taki sposób aby nie zostać do końca rozwiązane. W końcu siostra nawet jeśli szybko się pojawiła – to mam nadzieję, że szybko nie zniknie.

sherlock-4x02-01

PS. Moje przewidywania co do rudawej kobiety z autobusu się sprawdziły. Nie zwiastowała niczego dobrego – najwyżej pułapkę.

4 thoughts on “Sherlock: The Lying Detective (i spoilery)

  1. Ruda Wstążka pisze:

    Miałaś rację – rude kobiety w filmach zawsze są podejrzane.
    Mi też ten odcinek przypadł do gustu. Uwielbiam takie nieliniowe fabuły, gdzie zastanawiam się, co naprawdę widziałam. Lubię je i w Sherlocku i w Doktorze Who, więc szybko się w ten odcinek wkręciłam. Toby Jones był świetny. Ruda nieznajoma (nazwiska aktorki ni w ząb nie mogę zapamiętać) w ostatniej scenie była dla mnie fantastycznie szalona.
    Tylko po co w tym odcinku Mycroft i Lady Smallwood? Zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie dla fabuły…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s