La La Land

La La Land był chyba jednym z najbardziej wyczekiwanych tytułów ostatnich miesięcy. Zapowiedziany jako genialnyolśniewający kazał na siebie bardzo długo czekać, a kiedy wreszcie się pojawił moje oczekiwania wręcz sięgały zenitu.

Historia opowiada o Mii (Emma Stone), która marzy o tym aby zostać aktorką i choć jak na razie pracuje w kawiarni to nadal robi wszystko aby jak najczęściej chodzić na przesłuchania.

Całkiem niedaleko niej żyje Sebastian (Ryan Gosling). Marzy o graniu prawdziwego jazzu i własnym klubie, choć cały czas żyje przeszłością i porażką ostatniego – podobnego przedsięwzięcia.

W końcu oboje spotykają się w Los Angeles. Wpadają na siebie kilka razy i udając, że wcale nie są sobą zainteresowani robią wszystko żeby spędzić razem jak najwięcej czasu. Często rozmawiają o marzeniach i za każdym razem kiedy dotykają granicy porzucenia ich – przekonują siebie nawzajem, że nie warto – że może jeszcze trzeba spróbować chociaż raz. Tak jak na prawdziwych aniołów stróży przystało.

la-la-land-02

Damien Chazelle złote dziecko ostatnich lat w Hollywood po sukcesie Whiplash powrócił z produkcją w której ukłonił się ku historii kina amerykańskiego.

W La La Land oddał hołd wielkim widowiskom, musicalom, miastu i marzeniom jakie mają tysiące ludzi przewijających się przez ogromne studia i hale produkcyjne.

Mając pod ręką ogromne środki postawił sobie za punktu honoru olśnić każdego widza. Nie bał się wirującej kamery, która wpada do basenu czy szybuje ponad dachami samochodów stojących w korku. Chazelle na każdym kroku postanowił udowodnić, że jest w stanie poradzić sobie z monumentalną inscenizacją na wielu aktorów. Długie, lecące i przepływające ujęcia w pewnym momencie zdają się być chlebem powszednim historii Mii i Sebastiana – szkoda tylko, że pomiędzy nimi powrócił razem ze swoją kamerą do topornych kontrplanów nie chcąc szaleć również w scenach dialogowych – tych najbardziej zwyczajnychprostych.

Choć duet Stone – Gosling, już niejednokrotnie udowodnił nam, że potrafi wszystko (świetni w Crazy Stupid Love!) to w tym przypadku muszę przyznać – najgorzej wypadają w scenach tańca. Podczas gdy rewelacyjnie utrzymują naszą uwagę przesyłając sobie wzajemnie drobne złośliwości, dogryzając i udając, ze wcale nie są sobą zainteresowani to kiedy próbują kopiować Ginger Rogers i Freda Astaire’a nie są w stanie dorosnąć im nawet do pięt. Jako aktorzy genialnie sobie radzą w nieźle zapowiadającej się (i świetnie spuentowanej) scenie pierwszego wspólnego nocnego spaceru, ale gdy tylko przychodzi do pląsów  – tracą jakąś swoją lekkość i swobodę.

la-la-land-03

Na szczęście La La Land łączy w sobie nie tylko piosenki i numery taneczne, ale całkiem nieźle opowiedzianą historię, która choć zdaje się być prosta do szpiku kości to jednak pozostawia w nas okruchy melancholii.

Chazelle podobnie jak w Whiplash znowu zadaje pytania o granice pomiędzy ambicją, pracą i marzeniami, a szczęściem prywatnym i związkiem. Czy da się połączyć te dwie sprawy tak aby cała awantura obeszła się bez ofiar? Jak zapanować nad wybujałym i hodowanym przez lata (dokarmianym i podlewanym) ego? Opowiada o miłości i wyborach zastanawiając się przez chwilę co by było gdyby. A może to te najpiękniejsze historie miłosne właśnie na tym polegają – aby do znudzenia powtarzać dasz radę i zrobić wszystko aby druga strona mogła sięgnąć szczytu o którym marzy. Może to jest miłość.

la-la-land-04

Przez pryzmat historii dwójki ludzi ma również ochotę na jakieś drobne rozliczenie Hollywoodzkiego przemysłu – ale tutaj – nie pozwala sobie na zbyt wiele, jako że sam przecież jest częścią tej machiny. Imprezy przy basenie, small talkishakehandy to zło konieczne nie tylko dla niego, ale także dla Mii. Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na czysty, dobry, stary jazz? Czy w takim mieście jest jeszcze miejsce na sztukę, która wywołuje gęsią skórkę tryskając konfliktem i namiętnością?

Czy nam wszystkim zostały już tylko drugoplanowe bezsensowne role, gówniane seriale (których twórcy wiedzą, że są gówniane – ale je robią bo w ten sposób zarabiają pieniądze) i reklamy które niewiele mają wspólnego z mitycznym opowiadaniem historii i zmienianiem rzeczywistości…?

Panie Chazelle mam nadzieję, że nie. Naprawdę mam nadzieję, że nie.

 

2 thoughts on “La La Land

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s