Arrival

Obejrzałam wreszcie Nowy początek i powiem wam, że dawno nie widziałam filmu który tak cudownie namieszałby mi w głowie…

Denis Villeneuve (reżyser) pokazał już niejednokrotnie, że potrafi trzymać swoich widzów w napięciu. Dając nam niepokojące i niespokojne filmy takie jak Sicario czy Prisoners – teraz otwiera przed nami (dosłownie) inny wszechświat – science fiction z kosmitami, któremu jednak bliżej do prozy Stanisława Lema niż do hollywoodzkich strzelanek z efektami specjalnymi.

arrival-02

Pewnego dnia lingwistka Louise Banks (Amy Adams) zauważa, że na jej wykład przyszło zaledwie kilka osób. Zawiedziona niską frekwencją nie podejrzewała, że ta jest spowodowana sensacyjnym pojawieniem się dwunastu statków kosmicznych w różnych częściach Ziemi.

Jak się okazuje, ludzkość jak zawsze woli najpierw zamordować, a później zapytać po co tu jesteście? nie spodziewając się odpowiedzi innej niż ta po to aby zrobić z was naszych niewolników.

Przerażeni, nietolerancyjni, chaotyczni i agresywni – tacy jesteśmy i tak nas portretuje Villeneuve. Prowadzimy polityczne i zbrojeniowe gry, a zapominamy zbadać intencji naszego wroga. Louise jako jedna z wielu będzie stanowiła ekspercki zespół, który ma za zadanie porozumieć się z przybyszami. Ona jako lingwistka i Ian Donnelly (Jeremy Renner) jako fizyk będą musieli stoczyć swoisty bój o porozumienie.

Jak dla mnie Arrival to film piękny. I chociaż wśród widzów ma swoich przeciwników, to jednak operuje niesamowitym sposobem opowiedzenia pewnej filozofii. Oczywiście – jeśli chodzi o pewną logikę i energię kolejnych wydarzeń może wydawać się lekko niepełny, ale jeśli pozwoli mu się wybrzmieć wraz z ostatnim ujęciem – okaże się być misternym dziełem artysty totalnego. Bo tutaj nie ma miejsca na przypadkowe słowa czy kadry – to, że w pewnym momencie wydają się one nam przypadkowe – to inna sprawa, ale czy da się przecież ocenić zdanie zanim nie postawi się na jego końcu kropki. (A może da się wypowiedzieć całe zdanie niczym jedną kropkę?)

arrival 04.jpg

Na dodatek – Arrival dosadnie pokazuje, że w całym wszechświecie nie wszystko musi być po naszemu. To, że my mamy swój system miar, wag, wartości i nazw to nie znaczy że wszystkie istoty muszą mieć ten sam.

I właśnie tutaj film próbuje dotknąć czegoś na co żaden człowiek na Ziemi nie jest przygotowany – na całkowitą i wszechogarniającą równość. Bo – jak łatwo przewidzieć, buntujemy się przed nią wyczuwając natychmiast zagrożenie i utratę kontroli.

Arrival to także opowieść o odpuszczaniu i zgodzie ze sobą. O tym, że jeśli damy się zmanipulować otaczającym nas i krzyczącym do nas bodźcom – to nigdy nie będziemy w stanie ani osiągnąć spokoju ani nie będziemy mogli tak naprawdę się skomunikować. To film o czasie i możliwościach. O tym, że wszystko to może nie przebiegać linearnie, ale rozlewać się na podłodze niczym kałuża wody.

arrival-03

W tym wszystkim Villeneuve wprawną ręką potrafi budować napięcie i trzymać nas za gardło. Przeciągając niektóre sekwencje do nieskończoności, na pierwszy rzut oka wzbudza tylko głód kolejnych bodźców i podkręca niecierpliwość. Jest precyzyjnym mistrzem w tym bezlitosnym znęcaniu się nad widzem – wie gdzie przycisnąć i co pokazać abyśmy zwijali się w fotelu. A może ta niecierpliwość i niepokój to kolejne nasze ludzkie ułomności z których drwi między wierszami swojego filmu? Bo chociaż całość jest opowieścią o spotkaniu z kosmitami to jednak dawno nie było tak współczesnego do szpiku kości filmu. O nas.

6 thoughts on “Arrival

  1. Magda pisze:

    Z chęcią obejrzę i mam nadzieję, że moje odczucia będą podobne do Twoich, bo o równości wobec wszystkich istot na świecie mało się słyszy, ludzie na ogół są zawistni i wiecznie coś im nie pasuje (Oczywiście nie wszyscy, nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, prawda?). Myślę, że zainteresuję się tym filmem. 🙂

    Polubienie

  2. Mona Te pisze:

    Właśnie wczoraj wieczorem obejrzałam ten film i mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. I w ogóle fascynujące jest to, jak wiele może zależeć od odnalezienia „wspólnego języka” i tej cienkiej nici porozumienia w stopniu ogólnym. Idealnie to do mnie przemawia i aspekcie na skalę światową czy między kulturową jak i tą mikro, między jednostkami w rodzinie czy w związku. (tak, mam fizia na punkcie komunikacji i języka, poniekąd w ogóle). Piękny i mądry i Amy taka cudowna! ❤

    PS Obejrzałam wczoraj również "Zwierzęta nocy" i kurczę, podobało mi się, nawet bardzo, ale zabrakło mi chyba jakiegoś takiego akcentu, który doje po twarzy. Niemniej nawet nie wiem gdzie minęła ta 1,5 h – genialne połączenie gatunków filmowych, muzyki i zdjęć ❤ Pod tym względem Tom Ford znowu mnie nie zawiódł – btw. widziałaś Samotnego mężczyznę? Ja pamiętam jak ze swoją współlokatorką obejrzałyśmy i gdy pojawiły się napisy siedziałyśmy cicho przez dłuższą chwilę. Jeśli seans jest przed Tobą – polecam.

    Polubione przez 1 osoba

  3. paranafilm pisze:

    Pełna zgoda! Bardzo dobra interpretacja metafizycznej warstwy „Nowego początku”. A Amy Adams za tę rolę (lub za „Zwierzęta nocy”) powinna dostać Oscara w przedbiegach, a tymczasem – jak już wiemy – nie ma nawet nominacji 😦 Barbarzyństwo :/

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pozdrawiam pisze:

    Nie widzialam filmu, ale zachecilaś mnie by to zmienić. Jeśli to film o manipulacji to tym bardziej warto zobaczyć – w koncu spotykamy się z nią chyba codziennie w życiu…
    Korzystając z okazji, stwierdzialam, ze zapytam, moze bedziesz miala trochę czasu i chęci by mi odpisac. Slyszalas cos o egzaminach na produkcje filmową? Jak to wygląda na Twojej uczelni? Chcialabym sprobowac, ale mam wrazenie, ze moje szanse są rowne 0…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s