Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej.

Zabawna, bezpośrednia, odważna i  lekko ekscentryczna bohaterka mająca przed sobą jasno postawiony cel – czy to nie jest idealny wstęp do filmu? Jest, całkiem niezły. Tylko teraz trzeba ten film zrobić.

Polacy coraz częściej chcą oglądać krajowe filmy, a i nasza rodzima kinematografia coraz częściej stara się by być oglądaną. Po bardzo dobrym filmie Bogowie Krzysztof Rak postanowił wziąć się za inną historię i powtórzyć sukces. I tak jak frekwencyjnie – ma na to bardzo duże szanse, tak artystycznie Wisłockiej do opowieści o Relidze jeszcze trochę brakuje.

Michalina Wisłocka (Magdalena Boczarska) wydaje się być idealną bohaterką filmową. Kolorowa, ekscentryczna, odważna i szczera.

Chce nauczyć miłości, trafić do kucharek siedzących w domach i przywracać radość życia. Bo co w tym złego? Wszyscy to robią, nikt w kapuście nie został znaleziony, a jakoś niewielu chce o tym mówić. Próbując wydać książkę idzie na wojnę z kościołem i partią, i choć zgrabnie lawiruje korytarzami to jednak – bez większego efektu, bo Sztuka kochania jest albo konfiskowana, albo cenzurowana albo zamiatana pod dywan.

sztuka-kochania-02

Podczas gdy w latach ’70 prowadzi batalie o swoją książkę po drodze sama wikła się w różne dość kontrowersyjne relacje. Wraz z mężem (Piotr Adamczyk) i przyjaciółką (Justyna Wasilewska) przez lata żyje w trójkącie, a później otwiera się przed poznanym w ośrodku letniskowym cudzym mężu i ojcu – Jurku (Eryk Lubos), który powoli ale skutecznie dobiera się również do jej serca. Ślepy o kolorach by nie pisał odpowiada, zapytana o to czy Sztukę kochania oparła na swoich doświadczeniach – choć ja bym nawet pokusiła się o określenie Szewc bez butów chodzi, bo z filmu wynika (!!), że Wisłocka dopóki nie poznała Jurka do najszczęśliwszych i spełnionych kobiet zdecydowanie nie należała.

Całość opowieści jest niestety dość rwana i szarpana. Historię Wisłockiej będziemy poznawali dwutorowo – z jednej strony od 1939, a z drugiej od końcówki lat ’70. I choć na papierze ten zamysł wydaje się być genialnym posunięciem jak dla mnie sprawia, że nie wszystkie sytuacje i sceny mogły wygrać swój potencjał. Choć zgrabnie uszyty i ułożony to lekko dziurawy – przez większość czasu ekranowego nabiera tempa, ale w pewnym momencie zaczyna męczyć swoim wiecznie awanturniczym charakterem. Bo ile razy książka może być wstrzymana, ile razy Wisłocka może wyciągnąć z szafy kolejny wzorzysty kostium i ile razy może próbować wyjść z opresji? Komediowy charakter sytuacji i sama Boczarska zdają się ratować sytuację – wszystko ogląda się całkiem nieźle, ale ja odniosłam wrażenie że pewne zabiegi to bardziej próby ratowania się czymkolwiek niż decyzje artystyczne reżyserki (Maria Sadowska).

sztuka-kochania-03

Odnoszę wrażenie, że całą zabawę chronologią, przerzucanie wątków i tasowanie scen niczym kart przyjmujemy z przymrużeniem oka. Owszem plejada aktorów, charakterów, wzorzysta scenografia i zdjęcia przykryją tutaj każde reżyserskie niedociągnięcia.

Bo chociaż wszystko jasne to czegoś brakuje – może jakiegoś porywu serca o którym wspominają momentami bohaterowie, a może wygranej i wybrzmiałej dramaturgicznie, pełnej sceny – zamiast teledyskowych skrótów? Seks na ekranie wygląda atrakcyjnie, ale jak długo można grać w podobne nuty owej atrakcyjności?

sztuka-kochania-01

Na uwagę zasługują zdjęcia Michała Sobocińskiego, który w Sztuce kochania udowodnił wszystkim, że należy do operatorów z sekcji dymiącej. Każde pomieszczenie będzie tutaj spowite rozgonionym dymem (w którym – owszem, światełko zawsze ładnie się rozłoży), tylko że momentami w owym dymie będzie można zgubić rekwizyty. A Wisłocka jak sama podkreśliła w jednym z dialogów – nie paliła (choć w latach ’50 można było zobaczyć ją z papierosem). Więc znowu – ile razy możemy grać w te same, lekko już zużyte klawisze?

I chociaż operacja się udała – Sztukę kochania obejrzeć można (już odniosła jakiś frekwencyjny sukces), sala operacyjna wyglądała naprawdę pięknie i chirurdzy byli zabawni – to mimo wszystko, mam wrażenie że pacjent zmarł. Potrzebny byłby przeszczep serca.

 

 

4 thoughts on “Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej.

  1. Joli Rybińska pisze:

    Byliśmy z mężem w weekend i w sumie było całkiem miło, choć jakoś tak smutno jednocześnie…
    Z sentymentem patrzyliśmy na końcówkę lat 70, bo to czasy naszego dzieciństwa i naprawdę fajnie zostały nakręcone.
    Boczarska niezwykle smaczna, jej życie i historia mega pokręcone, ale tak jak napisałaś czegoś tam brakowało, ja przynajmniej wyszłam z kina z jakimś niedosytem…
    Bardzo trafiona recenzja. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ewa pisze:

    Jeśli chodzi o przejścia historyczne- bardzo mi się ten aspekt podobał, zachęcał mnie do dalszego oglądania. Poza tym jestem osobą, która z książką nie miała do czynienia w młodości, więc film zdecydowanie zachęcił mnie do przestudiowania również książki. Jak dla mnie bardzo przyjemnie stworzony film właściwie biograficzny- scenariusz świetny no i jak dla mnie genialna muzyka. Dużo scen humorystycznych, to mi się bardzo podobało

    Polubienie

  3. Sobotka pisze:

    dla mnie to ‚skakania w latach’ było naprawdę fajną opcją 🙂 dobrze pokazywało konsekwencje pewnych decyzji 🙂 ja właściwie nie mogę nic zarzucić; film bardzo mi się podobał. Gra aktorska, charakteryzacje, muzyka – wszystko według mnie ze sobą dobrze pracowało 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s