Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 45

Kochany pamiętniczku,

Ferie spędziłam bardzo owocnie. Kupiłam paczkę kocich przysmaków i podjęłam próbę nauczenia kociątka, że jeśli wskoczy na stołek na zawołanie – dostanie ciasteczko. Choć kociątko pojęło to już drugiego dnia to nie postrzegam tego za spektakularny sukces. W zamian od tamtego momentu ciągle przesiaduje na stołku w kuchni patrząc na mnie jęczącym wzrokiem. A mogłam nauczyć ją czegokolwiek innego. Chociażby pisania scenariuszy.


Kochany pamiętniczku,

Pamiętam jak kilka lat temu żartowałam sobie z mojej ciotki mieszkającej w Londynie, która wynajmując pokoje w swoim domu studentom z pobliskiej letniej szkoły językowej miała w opisie Single old lady, no pets, no children. Obruszała się strasznie na owe old, jako że czas po ’50 to dopiero przedsionek młodości… Niestety, technicznie rzecz biorąc i jakby nie patrzeć w większej części ten opis był bardzo adekwatny – i zastanawiam się czasem nad nim, bo – a nóż widelec zastanę siebie w podobnej sytuacji?
Co prawda od moich odwiedzin i czasu tego opisu minęło 10 lat, ciotka ma obecnie któregoś z kolei męża (przeuroczy człowiek) i choć nadal tkwi w no pets i no children, to jednak przeszywa ją ogromne szczęście. Na dodatek Nick (mąż ciotki) powiedział mi latem w tajemnicy że zaszantażuje ją obecnością dużego psa w domu jak tylko on odejdzie na emeryturę i przeprowadzą się za miasto.
Więc może mimo wszystko, choć przy schyłku życia – jest jakaś nadzieja?


zpfa-45-01

Kociątko na feriach. Zdjęcie pochodzi z mojego prywatnego instagrama. Szukajcie: https://www.instagram.com/filmowykot/

Kochany pamiętniczku,

Nadal uważam, że prawdziwe życie jest gdzie indziej – nie w filmach. Chyba tak już zostanie do śmierci. Mam nadzieję, że tak zostanie do śmierci.


Kochany pamiętniczku,

po kilku tygodniach odwyku od palenia papierosów powróciłam do starej dobrej tradycji (co wśród znajomych zostało przyjęte stwierdzeniem wiadomo było od początku, że jesteś słabej woli). W końcu dlaczegoby nie korzystać z okazji kiedy śnieg z balkonu stopniał, a w niektórych momentach dnia nawet pojawia się ładne słońce. Oczywiście odpalając każdego papierosa powtarzam sobie, że to już ostatni – a czasami nawet wzdycham w próźnią z hasłem powinnam przestać palić. Czuję jednak, że wraz z napływem wiosny i prac pisemnych balkon będzie coraz intensywniej zapraszał na przerwy na papierosa.
Jak na razie ku mojej uciesze – podczas mojej niebytności w świecie balkonowych palaczy nic się nie zmieniło-  gołębie z dachu naprzeciw nadal gruchają, a sąsiedzi po drugiej stronie ulicy inwigilują życie na dzielnicy. Ważne jest, że pewne rzeczy pozostają niezmienne – tak samo jak moje przygody z paleniem i niepaleniem.


Kochany pamiętniczku,

ostatnio zbyt często podsłuchuję ludzi w pociągu.
Na trasie Warszawa – Łódź wsiadła dziewczynka z wyglądu przypominająca kogoś kto aspiruje ku dorosłości. Miała pomalowane na czarno paznokcie, srebrny golf, duże kolczyki w kształcie kółek i bukiecik żółtych tulipanów. Usiadła na przeciwko mnie i mówiąc co chwila nie będę ci opowiadała, bo jestem w pociągu streściła przez telefon swój cały dzień.
Umówiła się z (prawdopodobnie) poznanym przez internet chłopakiem w Warszawie (sama pochodzi prawie spod Wrocławia). Opowiadała jaki był zestresowany i szczery, jakie prawił jej komplementy oraz że nie był wcale taki wysoki na jakiego się wydawał. Spędzili ze sobą cały dzień widząc się po raz pierwszy i on chyba się w niej zakochał, choć ona nie czuje nic. Ale jest w stanie przymknąć na to oko.
Zobaczymy jak to będzie komentowała po chwili najpierw muszę zdać tę maturę.

Pomyślałam, że to bardzo piękne – ta zakochana młodzież. Tamtego wieczoru moimi jedynymi emocjami były te związane z tym, że nie zdołałam pobić swojego rekordu grając w 2048 na telefonie.


Kochany pamiętniczku,

chociaż prawie każdego dnia strasznie się wściekam na siebie i to całe robienie filmów to już muszę zapowiedzieć, że jak zrobię tegoroczny to prawdopodobnie zrobię i kolejny.
Cholercia.


zpfa-45-02

Zdjęcie pochodzi z mojego prywatnego instagrama. Szukajcie: https://www.instagram.com/filmowykot/

Kochany pamiętniczku,

jakiś czas temu przez dwa dni uczyłam dzieci. Nie wiem czy nauczyłam skutecznie, bo w sumie mówiłam o czymś czego sama do końca nie potrafię – ale jakby nie było próba została podjęta. Zadziwiło mnie jedno – że można pracować do 15:00 i mieć później wolną czasoprzestrzeń na takie życiowe sprawy. Zaczęłam nawet trochę marzyć o normalnym życiu, ale po kilku dniach błogich rozmyślań stwierdziłam, że z nudów zaczęłoby mi się przewracać w…


Kochany pamiętniczku,

podczas gdy ludzi dookoła (blogerów filmowych i innych entuzjastów filmu) ogarnia Oscarowa gorączka, to ja mam ochotę z rozrzewnieniem wrócić pamięcią do pierwszej obejrzanej w całości transmisji gali. Policzyłam sobie, że było to dokładnie dwanaście lat temu – w roku kiedy George Clooney odbierał statuetkę za drugoplanową rolę w Syrianie.
Jako czternastoletnia dziewczynka wezbrana wszelkimi emocjami skakałam wręcz po pokoju modląc się jednocześnie aby nie obudzić żadnego z domowników. Przez cały czas nie zmrużyłam oka, nie ziewnęłam i nawet nie pomyślałam o tym że mogłoby mi się chcieć spać. Chwilę po zakończeni gali trzeba było wstawać do szkoły, więc nie mogłam liczyć na drzemkę – ale co tam, byłam tak rozemocjonowana jakbym to przynajmniej tam była i odbierała worek nagród. Przed siódmą skrobnęłam jeszcze pełnego przeżyć maila do koleżanki z którą ówcześnie korespondowałam i wdałam się w rytm dnia nie zdając sobie sprawy, że lata później będę to wspominała.

Z perspektywy czasu, myślę że to był piękny rok – te Oscary, zmartwienia dotyczące długości przerw między lekcjami w gimnazjum, fascynacja genetyką (jako że był to niepokojąco nadmiernie interesujący mnie dział biologii), ciągłe awantury w sprawie zbyt długich rozmów telefonicznych  i pierwsze marzenia o filmach – jako, że je nie tylko można oglądać, ale również można byłoby robić. Pewne rzeczy zostają (jak te długie rozmowy telefoniczne).


zpfa-45-04

Cytat otrzymany w wiadomości prywatnej drogą fejsbukową.


Kochany pamiętniczku,

produkuję się z tym wpisem już od kilku (nastu) dobrych dni. Cały czas coś kasuję, bo zastanawiam się co jest odpowiednie dla publikacji, a co nie. Szczerze powiedziawszy – niejednokrotnie przechodziłam już przez takie fazy życia blogowego. Pokrywały się zawsze z jakimiś próbami ucieczki, odłączania się od sieciowej kroplówki czy chęcią wrzucenia telefonu do oczka wodnego (zamarzło teraz, więc z tego nici…). Zawsze wtedy popadałam w osobistą paranoję, sprawdzałam jakieś nieważne rzeczy, kontrolowałam statystyki i myślałam o usunięciu bloga – o wszystkim jednocześnie. A co gdyby tak wyrobić sobie jakieś fałszywe dokumenty? Założyć fałszywe konta na facebooku i udawać, że jest się kimś innym? Robić masę różnych rzeczy i nie podpisywać się pod nimi sobą tylko jakąś wersją siebie?
To byłoby super.


Kochany pamiętniczku,

mam nadzieję pisać częściej, a mniej oglądać filmików z małymi puchatymi kotkami w rolach głównych. Nie wiem czy oglądanie kociąt w takich ilościach jest zdrowe dla psychiki dorosłego człowieka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s