Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 46

Chyba odzwyczaiłam się od pisania na blogu. Albo zapomniałam jak to jest być do niego przyzwyczajonym…

Dużo słyszałem o twoim blogu zaczepił mnie ostatnio znajomy ze Szkoły że piszesz tam tak jak jest. Nie krępujesz się, tylko piszesz szczerze jak czujesz.
Uśmiechnęłam się tylko i wzruszyłam ramionami zaciągając się papierosowym dymem.

Moja chwilowa niedyspozycja blogowa przekształciła się w stare (i dobre) zaginanie czasoprzestrzeni. Czyli wszystko po staremu – cholerna wiosna jako czas kwestionowania, podważania i odrabiania lekcji. Lekcji, do których nie ma żadnego podręcznika.

Tłumaczę się scenariuszem trzeciorocznej fabuły, który powoli acz konsekwentnie i równomiernie posuwa się do przodu (prawie). Tłumaczę się spacerami po parku i głaskaniem kociątka (choć na codzień dzieli nas kilkaset kilometrów). W międzyczasiu wymieniam maile i próbuję rozumieć ludzi. Zawsze próbuję rozumieć i nigdy nie chciałabym przestawać. Wbrew wszelkim pozorom.

Wydarza się sporo dobrych rzeczy.

Takich naprawdę dobrych jak to, że Raz dwa zero trafiło pod skrzydła Krakowskiej Fundacji Filmowej. Chociaż informację o tym dostałam miesiące temu to długo jakoś oscylowała ona cały czas w przestrzeni lekkiego niedowierzania i załatwiania kolejnych spraw – poprawek, napisów, dokumentów i poszukiwań informacji. Jak zawsze na stosunkowo radosne informacje zareagowałam prawieże płaczem, bo mam wykręconą i pokręconą logikę działania.

plakat2 kopia

„Raz dwa zero” możecie znaleźć: w bazie polishdocs, na filmie polskim i facebooku

Zabawne, bo pamiętam jak na tarasie własnego domu, pomiędzy zdjęciami a dniem wolnym – narzekałam (zawodziłam) na nieudolność tego filmu. Zabawne jak przeżywałam cały proces i próbowałam poskładać się w sobie. Jak bardzo bałam się wtedy, że dotarłam do jakiegoś prywatnego końca świata. Miesiące później okazuje się, że film wcale nie jest tak nieudolny, a koniec świata był tylko jednym z wielu. Jak na razie nie boję się kolejnych – bo skoro przeżyłam tamten, to i nie ma powodu żebym nie miała sobie poradzić z kolejnym…

I choć pewnie nie powinnam używać słowa nieudolność, to jednak – przecież to szczery blog…
ZPFA 39 head

O tym jak powstawała etiuda i o wszystkich stanach przedzawałowych jakie wydarzyły się po drodze… Czytaj dalej →

Ogólnie – tęsknię za dokumentem. Wiem, że nie znalazłabym bym teraz na niego przestrzeni mózgowej, ale nadal – tęsknię za nim i jego procesem. Za tym poczuciem rozwoju i dotykaniem sytuacji rozpiętych w czasie – na całej, prywatnej i życiowej osi czasu. Za przeżywaniem, użeraniem się i ogarnianiem. Może to chodzi o kwestię towarzyszenia?  Może to chodzi o kwestię czerpania z ludzi niczym jakiś wampirek, albo z etnograficznej obserwacji uczestniczącej? Nie wiem. Wiem, że nie mogę się doczekać kiedy wybiorę się w kolejną podróż z kolejnymi bohaterami, chociaż już jestem tym na swój sposób przerażona.

ZPFA 46

Podobnie jestem przerażona tegorocznym filmem. To tylko film powiedziała mi ostatnio znajoma Wiedźma Kilka miesięcy i będzie po wszystkim. Nie mogłam się z nią nie zgodzić – bo przecież to drobnostka, ledwie jak przecinek czy wyraz w bardzo długim CV.
Tylko lepiej jest zrobić film, którego później nikt nie będzie będzie się wstydził odpowiedziałam jej na odchodne. Pokiwała głową. Jako, że jest Wiedźmą – to wie bardzo dużo i bardzo cierpliwie słucha kolejnych moich lamentów.

Może to dobrze, że jestem przerażona?

Pokonywanie strachu powinno mieć postać wchodzenia po schodach, bo inaczej nie będzie miało żadnego sensu i celu rozwoju, prawda? Istnieje teoria, że przed swoimi narodzinami zgodziliśmy się na wszystko co nas spotyka – umówiliśmy się z konkretnymi ludźmi na wspólne relacje i obejrzeliśmy dokładnie każde swoje wyzwanie. Ja niczego nie podpisywałam powiedziałam kiedyś do swojego rodzonego ojca. On za każdym razem śmieje się kiedy o tym wspominam – i chociaż raczej się do tego nie przyznam, to mam wrażenie, że jest w tej teorii ziarenko prawdy. Pytanie tylko na ile można ufać swoim odczuciom – skoro racjonalnie wiemy, że często są zależne od witamin, proporcji hormonów i poziomu stresu w naszym organizmie. A jeśli nie ufać swoim odczuciom – to komu i jak? Ciężko jest żyć bez jednej prawdy objawionej i bez konkretnego wyznacznika co jest dobre, a co złe.

A w świecie, w którym jesteśmy doprowadzeni do swojej granicy i w którym nikomu nie ufamy – zaufamy pierwszej osobie, która wypełni nasz brak.

Chciałabym zrobić o tym film, bo zastanawiam się nad tym dłużej niż powinnam. Nad tym, że kiedy jesteśmy zagubieni to nawet najbardziej irracjonalny głos jest w stanie nas przekonać i wywrócić nasz świat do góry nogami. I w sumie, w życiu nie ma prostej odpowiedzi na pytanie czy to dobrze? że mu zaufaliśmy i go posłuchaliśmy. Może problem nie leży w odpowiedziach, a w pytaniach – może nie powinniśmy pytać o dobrzeźle?

Dlatego zamiast dołączać się do dyskusji o niepewną przyszłość, ogrom pracy czy (to mój przypadek) jakąś samotność – wolę skupiać się na codziennej pogodzie. Żyćko już tyle razy starało się udowodnić mi, że nie mam prawa niczego planować, bo jak coś się ma wydarzać to z siłą i gwałtownością błyskawicy. Bywa przecież, że im bardziej się szuka to tym bardziej nie wychodzi – więc nie szukam już niczego. Będę tworzyła możliwości, bo to mogę i skręcę w lewo jak podpowie mi intuicja. Ludzie i sytuacje dobierają się w nieodgadniony sposób i trwają razem na równie niezrozumiałych warunkach.

Rzeczy nie zawsze wyglądają na to, czym są. Zbyt wiele dobra może być złem i zbyt wiele zła może być dobrem. To bez znaczenia. Na końcu jest o tym samym.

zpfa 37 head

Czy jestem dobrym człowiekiem? A czy ja jestem? Skąd mam wiedzieć? Jaka jest miara dobra? I czy to dobro mierzymy działaniem, efektem czy intencją? Bo ile razy chcieliśmy dobrze, a wychodziło różnie? –> czytaj dalej

4 thoughts on “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 46

  1. Mona Te 🌿 (@oktarynowa) pisze:

    Gratuluję kochana tego wyróżnienia! 😀 Co do filmu – czy w ogóle będzie można go gdzieś zobaczyć? Nie piszę tutaj o dużych kinach, czy nawet kinach studyjnych, ale czy takie filmy studenckie są gdzieś „puszczane”? Jest może jakiś festiwal czy przegląd filmów studenckich? Chętnie bym go obejrzała, tak szczerze i z sympatią 🙂

    Ściskam ciepło,
    Monia
    [Oh My Blog]

    Polubione przez 1 osoba

    • Anka pisze:

      Są – jeśli trafią na jakiś festiwal, albo na egzaminie w Szkole Filmowej (był w lipcu 🙂 ). Teraz najbliżej to za dwa tygodnie będzie w Warszawie na Festiwalu „Łodzią po Wiśle”.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s