Miss Sloane

Od lat darzę ogromnym uwielbieniem słowo manipulacja. Jest pojemne, daje masę możliwości – i w gruncie rzeczy otacza nas nieustannie. Bo jak to mawia mój ojciec wszystko jest manipulacją, tylko nie zawsze wiemy czyją.

A Miss Sloane (o niezbyt trafnym polskim tytule Sama przeciw wszystkim) jest filmem o manipulacji właśnie…

Madeline Elizabeth Sloane (bardzo dobra Jessica Chastain) jest jedną z najbardziej skutecznych lobbystek w Waszyngtonie. Bezwzględna, spokojna, perfekcyjna i zawsze przygotowana. Zręcznie ukrywa swoją bezsenność i uzależnienie od pigułek. Nikogo nie wtajemnicza w swoje życie prywatne i nie nawiązuje relacji. Dąży do swojego celu i osiąga go pomimo wszystko.

Pewnego dnia na jednym z bankietów zaczepia ją Rodolfo Vittorio Schmidt (Mark Strong) proponując pracę przy lobbowaniu ustawy która wypowie wojnę amerykańskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. Sloane, uzależniona od adrenaliny jaka towarzyszy wygrywającemu nie może nie przyjąć jego pozornie przegranej sprawy.

miss sloane 04

Miss Sloane (będę wypierać ze świadomości polski tytuł tego filmu) to film pełen politycznych zawiłości, który wbrew pozorom ogląda się. Chociaż większość chwytów fabularnych pachnie scenariuszem Sorkina, to niestety Jonathanowi Perera (scenariusz) zabrakło lekkości dialogów i zręczności którą znamy z Social Network. Miss Sloane to film wartki i potrafiący nas zaskoczyć, ale momentami ciągnący się milionem wypowiedzianych słów i zwyczajnym kontrplanowym dialogowaniem przy stole (inscenizacja – słowo klucz…). I kiedy już odrywa się od rutyny wprowadzając przeskoki w czasie, to za chwilę ponownie wraca do nudy scen stolikowo – przegadanych.

miss sloane 03

Na szczęście przeróżne inscenizacyjne braki (reżyseria John Madden) całą sobą nadrabia Chastain – świetnie radzi sobie w roli posągowo zimnej Sloane.

Skrywa w sobie tajemnicę i stawia mur, a kiedy już wybucha to zawsze w sposób tylko pozornie niekontrolowany. Bo jak się okazuje nawet to co spontaniczne jest tak naprawdę zaplanowane z chirurgiczną precyzją…

Boli mnie jedynie wątek jej życia prywatnego. Chociaż bohaterka zdaje się kilka razy zasugerować nam, że to trauma jej życia zamieniła ją w płatnego kłamcę – to jednak twórcy nie odważyli się pociągnąć tego wątku. Może to i dobrze – bo każde wytłumaczenie działań Sloane (z którą się nie zgadzamy, ale jej kibicujemy…) mogłoby wyglądać jako jeden z najtańszych chwytów… Nie zdziwiłabym się nawet gdyby sceny w których Sloane opowiada historię swojej przeszłości zostały zrealizowane – aczkolwiek porzucone w trakcie montażu. Bo jak na moje oko – zbyt wiele reliktów tego wątku pozostało w dialogach i konfliktach między bohaterami.

MISS SLOANE

Jako kino gatunkowe aspirujące do dramatu politycznego Miss Sloane sprawdza się całkiem nieźle – ciekawie manipuluje naszą uwagą oraz jak zawsze – wybucha w miejscu gdzie najmniej spodziewanym…

Chociaż nie można oprzeć się wrażeniu, że powstał na fali popularności House of Cards to mimo wszystko stanowi dobrze zrealizowaną warsztatowo intrygę. Książkowo eskaluje kolejne erupcje, prowadzi nas za rączkę, porzuca i wywraca się na lewą stronę żeby na koniec zaproponować trzęsienie ziemi.

Manipuluje tak jak każdy dobrze zrobiony film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s