Lady M

Lady Macbeth to jedna z najgłośniejszych premier tego lata. Zimna i klaustrofobiczna reinterpretacja opowiadania Nikołaja Leskova z 1864 roku, którego korzenie inspiracji sięgają do samego Shekspira. W debiucie filmowym Williama Oldroyda (znanego reżysera teatralnego) można odnaleźć ślady każdego z tych ikonicznych wzorów…
Lady M to opowieść o samotności i podporządkowaniu się. Katherine (niesamowicie charyzmatyczna Florence Pugh) zostaje wydana za mąż (lub inaczej – sprzedana) za znacznie starszego dziedzica Alexandra. W oczach swojego męża i jego ojca powinna być bezwładną lalką, która sztywno siedzi podczas kolacji i posłusznie czeka na męża w sypialni.

Lady M 04

Kiedy Alexander wyjeżdża Katherine zaczyna smakować swojej niewielkiej wolności wdając się w romans z parobkiem – Sebastianem (Cosmo Jarvis). Z dnia na dzień okazuje się jednak że sztywny gorset świata w którym była zamknięta zmienił ją bezpowrotnie. Poniżenie, samotność i brak siebie doprowadził do ostateczności, ubrał ją w zbroję zimnej krwi i chłodnych uczuć. Bo Katherine żeby zachować swoją pozorną wolność będzie w stanie poświęcić niejedno życie.

Lady M 05

Oldroyd opowiedział o okrutnym i pełnym konwenansów świecie XIX wieku. Operując statycznymi, długimi ujęciami utrzymanymi w chłodnych barwach oddał klimat jaki znamy i kojarzymy chociażby z Wichrowych wzgórz. W niewielu tylko momentach zrezygnował ze sztywnych kadrów pozwalając na delikatne, ledwie wyczuwalny ruchy kamery. Świat Katherine nie mógł sobie pozwolić na nic innego…

Przeciągnięte do granic możliwości długie ujęcia choć z jednej strony oddały chłód, purytańskość i klaustrofobiczność świata, to jednak momentami zaczęły grać na niekorzyść opowiedzianej historii. Choć – tak jak na początku filmu świetnie oddały nudną rutynę Katherine, tak pod koniec za bardzo spowolniły akcję. W tej stylistyce nie da się też nie zauważyć teatralnego doświadczenia reżysera – która tutaj akurat świetnie wpisuje się w rodzaj opowiadanej historii.

Lady M 02

Genialną metaforą którą Oldroyd użył w pierwszej połowie filmu było pojawienie się w kilku scenach kota – podjadającego resztki na stole czy spacerującego na drugim planie. Wpleciony w inscenizację filmu, choć stanowi dość proste i oczywiste nawiązanie do świata Katherine, to jednak jego ciekawym urozmaiceniem i uzupełnieniem. Szkoda jednak, że wraz z postępem historii motyw nie powrócił.

Lady M 01

W sumie Lady M choć z pozoru zdaje się być filmem spokojnym i statycznym, to jednak ma w sobie niesamowitą intensywność. Oldroyd udowodnił tutaj, że jest specjalistą od podskórnie buzującego napięcia, wielkich konfliktów i ogromnych namiętności. Szkoda tylko, że podnosząc poprzeczkę, wraz z upływem ekranowego czasu stracił swój impet na ostatnie dwadzieścia minut stając się poniekąd przewidywalnym i powtarzalnym. Mimo to zaserwował jednak obraz intensywny i wart uwagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s