Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 55

Regina Brett napisała cztery książki wypełnione lekcjami życiowymi na każdy dzień. Ja też mam swoje – a o tych, które jak na razie się zakończyły (albo mają przerwę) mogę napisać…

Lekcja 1

nie przywiązuj się do rzeczy materialnych

Jeśli zgubić walizkę, to tylko podczas pierwszej podróży do USA – podróży na festiwal filmowy AFI Docs. Najlepiej gdzieś między Brukselą, a Waszyngtonem. Na dodatek dobrze byłoby wtedy skumulować w sobie wszystkie możliwe problemy – łącznie ten z wielką potrzebą wymiany szkieł kontaktowych.

Nigdy nie miałam w planach wyjazdu do USA. Kiedy znajomi opowiadali o swoim marzeniu odwiedzenia Nowego Jorku, Los Angeles – ja tylko wzruszałam ramionami. Jak się okazuje najlepsze rzeczy naprawdę przychodzą niespodziewanie, bez zapowiedzi i zostawiają po sobie ślad. W sumie to żadna nowość, a zawsze zaskakuje.

img_2030

Washington, DC. Miasto o dziwnej energii z pięknymi muzeami i świetną kolekcją impresjonistów. To właśnie tam po raz pierwszy popłakałam się w muzeum widząc obrazy Moneta.

AFI Docs to festiwal filmowy w Waszyngtonie – festiwal na którym Raz dwa zero miało swoją premierę w USA. W sumie nawet nie wiem jak znalazłam w sobie czas i siłę aby uruchomić całą machinę formalności, której finałem był ten wyjazd. Wiza, stypendium, bilety, rezerwacje, maile… Kiedy wszystko dzieje się w najgorętszym przedsesyjnym momencie ciężko jest zachować higienę pracy i spokój. Nawet na tydzień przed wyjazdem nie byłam pewna czy pojadę, a na dobę przed nadal powtarzałam, ze dopiero jak będę siedzieć w samolocie to uwierzę, że to się dzieje naprawdę.
Na lotnisku, zaraz za oceanem okazało się że mój bagaż utknął gdzieś w Brukseli.

Trudną lekcją jest oderwanie się od swoich materialnych przyzwyczajeń. Trudną lekcją jest pewne nagłe osamotnienie, przerażenie i udawanie, że wszystko jest w porządku. Trudną lekcją jest walka ze zmęczeniem. Ale moment, w którym ogląda się Raz dwa zero na wielkim ekranie w AFI Silver Theatre należy do niezapomnianych.

AFI DOCS ONE TWO ZERO

Q&A po pokazie filmów – zawsze przeraża mnie opowiadanie o Raz dwa zero po angielsku.

AFI DOCS ONE TWO ZERO

Okazuje się, że wszystko co widzimy w amerykańskich filmach jest naprawdę. Naprawdę tak wygląda, naprawdę tak brzmi i naprawdę takie jest. To odkrycie nadal mnie rozczula.


Lekcja 2

największym prezentem jaki możesz komuś dać to Twoja uwaga

Niektóre punkty zwrotne są mało spektakularne. To może być duszny wieczór z warczącą w tle klimatyzacją na Brooklynie w Nowym Jorku, słoneczne popołudnie na plaży na Coney Island albo kolacja w koreańskiej restauracji w Waszyngtonie. Nigdy nie podejrzewałabym siebie o to, że mogę nagle opowiadać prawie nieznajomym mi ludziom o sprawach schowanych głęboko w serduszku. Nigdy nie podejrzewałabym, że mogę zmieniać czyjś świat w jeden wieczór i nigdy nie podejrzewałabym, że mój świat może w ten sam wieczór się zmienić.

img_2279

Coney Island z aplikacji fotograficznej Huji

img_2282

Ten pan to bezdomny z Brooklynu, który przesiaduje na ulicach ze swoim kotem o imieniu Little Trouble. Little Trouble jest super.

To nie może być przypadek skoro tu się spotkaliśmy powiedział mi nagle znajomy którego prawdopodobnie już nigdy w życiu nie zobaczę. Mieszka za wielkim oceanem i prowadzi swoje – bardzo podobne do mojego, życie. Byłam zła, że pojawił się na mojej drodze, ale po czasie muszę stwierdzić że wpadłam na niego jak na anioła stróża. Wspólnie odbyliśmy masę rozmów, które sprawiły że musiałam zacząć patrzeć na pewne rzeczy z innej strony. Zapoczątkował nieodwracalny proces i pozwolił mi samej w sobie zrozumieć ważną rzecz – czasami trzeba spędzić z kimś wieczór żeby zrozumieć jak bardzo by się chciało spędzić go z kimś innym.

Niektóre punkty zwrotne są ciche i ledwo zauważalne.

img_2335

Jedni przywożą z Nowego Jorku kubki, inni koszulki. Ja przywiozłam tatuaż. Serio. Bo jak to powiedział mój kuzyn – jak to zawsze chciałam, ale nie było okazji. Ja ci znajdę okazję.

Niektóre punkty zwrotne to upalna noc na Brooklynie w Nowym Jorku czy słoneczny spacer po Manhattanie. Albo start samolotu z lotniska JFK i to wewnętrzne poczucie, że przeżyję jeszcze niezliczoną ilość tych samych startów.

img_2229

Kto by spamiętał co to za lotnisko. Dużo ich było.


Lekcja 3

nic nie ruszy z miejsca póki nie wprawisz tego w ruch

Poradzę sobie to najsmutniejsze słowa jakie wypowiadam po powrocie z krótkich wakacji. Wysyłam niezliczoną ilość CV żeby znaleźć pracę, a okazuje się, że czas leci nieubłaganie i dobiega końca kolejny rok wynajmu mieszkania. Trzeba podjąć decyzję czy spakować walizki teraz czy dopiero za chwilę.

Powoli i małymi krokami robię rzeczy, których wcześniej nie robiłam. Czuję, że skoro radziłam sobie tak długo to i poradzę sobie znowu. Ale nic nie dzieje się samo. Samo to się tylko czeka. Trzeba wszystko wprawić w ruch. Więc to robię, nie zastanawiając się już czy należy to do moich obowiązków czy nie. Nie mam siły, ale muszę ją znaleźć.
Trochę boję się, że nadejdzie taki dzień że nie będę dała rady wstać z łóżka.

Nagle zaczynają się wydarzać jakieś dni zdjęciowe. Wydarza się film dokumentalny, po raz kolejny jest wysyłany wniosek i po raz kolejny trzeba zawalczyć o zlecenie na sprzęt. Jest okej myślę nic mnie nie złamie, bo wszystko jest pod kontrolą.

2018-07-29 14:06:27.239

Augustów 2018 i ostatni dzień zdjęciowy w sierpniowym ciągu. Ten film dokumentalny to inna historia, która jeszcze nie ma tytułu i zakończenia.

Mimo wszystko powoli zaczynam robić plany, zaczynam znowu o czymś marzyć oraz mówić głośno i z przekonaniem. Mam jakąś niewypowiedzianą pewność, że na końcu wszystko będzie dobrze. Jestem tylko trochę zmęczona, trochę humorzasta i trochę za dużo śpię. Wszyscy usprawiedliwiają to przeciągającym się jetlagiem.


Lekcja 4

zwolnij

Biorąc od lekarki skierowanie na markery nowotworowe pomyślałam, że to jest właśnie ten moment kiedy trzeba przestać żartować na temat raka albo właśnie zacząć żartować jeszcze więcej.

Jeśli myślisz, że nic cię nie złamie to boziulka zawsze znajdzie wtedy jakiś twój wrażliwy punkt. Tam jeszcze nie uderzyła.

Pasaż Róży – Łódź

 – Jak długo Cię bolało? – dostałam w pewnym momencie pytanie.
Zorientowałam się, że nie wiem. Od kilku tygodni, a może miesięcy? Ale nie ciągle, nie aż tak żeby móc się tym przejąć. Byłam ostatnio zmęczona, ale przecież to przez wyjazdy, filmy, Szkołę, pracę… Przecież prowadzimy nieregularne i pełne stresu życie więc nasze organizmy też robią nieregularne i pełne stresu rzeczy. Często między sobą mówimy nie przejmuj się, to tylko przez stres.

Teraz mówię – tak, zacznij się przejmować.

Hasło to jest stan przednowotworowy, konieczne są badania zmienia spojrzenie. Ten punkt zwrotny był spektakularny. Myślę o tych wszystkich kontrolnych wizytach lekarskich, których nie robiłam przez lata i o tym, że mimo wszystko mam film do skończenia. Myślę o tym, że ostatnio napisałam kilka tekstów o śmierci i scenariusz w oparciu o wiersze Wojciecha Wilczyka z tomiku RealizmRealizm opowiada o pożegnaniu z chorą na raka matką.
Czuję, że to jakiś chichot losu.

Kiedy stałam w rejestracji ze świstkiem czekając aż pani pobierze mi krew na markery CA 125 starałam się ignorować jej zmartwioną minę. Pani jest taka młoda usłyszałam. Proszę powoli, proszę posiedzieć dodała na koniec dając mi wacik jakbym już rzeczywiście była umierająca.

Po tygodniu stresu dowiedziałam się, że nie mam raka. Ale istnieje ryzyko, że go wyhoduję. Nie muszę jeszcze pisać testamentu, ale nie mam się z czego cieszyć. Mam o siebie zadbać. Zadbać. Trochę tylko nie wiem gdzie są granice dbania a gdzie są granice bycia księżniczką?

Wyjeżdżam na zdjęcia, przeprowadzam się i zaczynam pracę. Moja mama mówi – od teraz naprawdę masz być księżniczką. A ja myślę o tym, że to świetna lekcja i dobra scena w filmie. Znowu wpadam w stary schemat.

img_2779

FS5 siedzi grzecznie na tylnym siedzeniu. Jedziemy na zdjęcia.

Zielona książka mówi serce się nie łamie, tylko rozciąga*. Ta lekcja jeszcze trwa, więc o niej nie mogę napisać.


Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 55 – PLAYLISTA. Playlista zawiera piosenki nowojorskie i Coldplay’a którego zabrałam ze sobą do samolotu na starym ipodzie z playlistą z 2014 roku.


*Zielona książka to książka którą w przypadku problemu otwiera się na dowolnie wylosowanej stronie, a książka zawsze na ten problem odpowiada…

3 myśli w temacie “Z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 55

  1. Alicja pisze:

    Dobrze się czyta Twoje teksty. Ten szczególnie, bo przeżyłam – 4 lata temu – podobne zło, przeszłam operację, wycięto mały guzek. Okazało się, że jeszcze nie był… złośliwy, ale…
    Żyję normalnie i staram się o tym nie myśleć, to mi się na ogół udaje, teraz trudne myśli wróciły – może tak być powinno 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s