z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 56

Kochany święty Mikołaju,

nadal nie potrafię racjonalnie zrozumieć tego co zrobiłeś z moim życiem, ale muszę ci powiedzieć – nie przestawaj.

Kochany święty Mikołaju,

w zeszłym roku napisałam do Ciebie podobny list. I muszę Ci powiedzieć, że dzięki wypowiedzianym głośno i zapisanym na papierze życzeniom, spotkało mnie bardzo wiele.
Tydzień temu nawet sięgnęłam do listu sprzed roku. Życzyłam sobie wakacji, czapki której nie zgubię, ciepłych skarpet i komputera. Dostałam wszystko z tej listy – byłam na świetnych wakacjach, zwiedziłam kawałek świata i półtorej miesiąca temu wreszcie nabyłam komputer który za mną nadąża. Pomyślałam, że nie wydarzyła się tylko jedna rzecz z tej listy – nie pojechałam do Paryża. Ale w końcu – to nic – zadziała się masa innych, dobrych rzeczy.

Niecałe 24 godziny później (tak naprawdę następnego dnia rano) dostałam maila z informacją że Raz dwa zero dostało się na festiwal do Francji i aby tam dojechać i tak muszę przejechać przez Paryż. Może i nie zdążę z tym Paryżem w 2018 roku, ale nadal – życzenia naprawdę się spełniają.

Na dodatek wczoraj dostałam kolejną, ciepłą czapkę z napisem „Hejter crew”. Tej nie zgubię.

Catering na planie serwował nam kubki z przesłaniem. Codziennie inna złota myśl była zawsze wróżbą na dany dzień. Na dodatek bardzo się sprawdzała…

Kochany święty Mikołaju,

w tym roku pod choinkę chciałabym dostać powerbanka, który wytrzyma moje wszelkie działalności. Ile ja przez ostatnie miesiące zużyłam swojego iphone’a… Kręciłam nim filmy, robiłam zdjęcia i traktowałam go jak narzędzie do sterowania wszechświatem. Godziny rozmów, tysiące wiadomości i worki megabajtów później – wiem, że bez dodatkowego zabezpieczenia prądowego nie powinnam się ruszać z domu. A telefon – taka głupotka, to prawdziwe archiwum wspomnień i dowód na międzyludzkie relacje. To tam są SMSy wysłane o drugiej w nocy i filmowe referencje. Tam są ważne notatki, pdfy i dokumentacje. Tam jest moje własne, prywatne potwierdzenie mojego możesz.

Kochany święty Mikołaju,

w tym roku chciałabym zrobić dyplom fabularny. Tak strasznie się go bałam i tak strasznie uciekałam od myśli o nim, ale teraz już wiem, że może być na wyciągnięcie ręki. Wymaga jeszcze wiele pracy i poświęcę mu pewnie trochę nieprzespanych nocy i nerwów, ale już się go nie boję. Mam obok siebie całkiem spore grono ludzi, którzy we mnie wierzą i świetnego nauczyciela, który raz na jakiś czas powtarza mi jesteś zdolna i widzisz więcej. Kochany święty Mikołaju, nawet nie wiesz jak dużo mi przyniosłeś w tym 2018 roku.

Mały 2nd unit

Kochany święty Mikołaju,

nadal marzą mi się ciepłe i kolorowe skarpety. I niezniszczalne ubrania, bo te jak zawsze niszczę na potęgę. Rękawiczki, które SĄ i grube swetry… Niestety strasznie wszystko niszczę na planach filmowych, po których przynoszę masę siniaków, bolący kręgosłup i bardzo zmęczone oczy. Ale kocham plany filmowe i już nie wstydzę się o tym mówić.

Kochany święty Mikołaju,

dwa lata temu pomyślałam, że chcę być asystentką pewnego reżysera. Minęłam go wtedy na szkolnym korytarzu obok sali 102 w zetce i ta zuchwała myśl została ze mną przez chwilę. Była absurdalna, abstrakcyjna i pojawiła się całkowicie znikąd. Może to dowód na moją teorię o tym, że podobne wyczuwa podobne? Nie wiem. Wiem jednak, że trzeba uważać na to o czym się myśli.
Kochany święty Mikołaju, to teraz chcę być asystentką Denisa Villeneuve.

Kiedy ścigasz się z czasem na planie…

Kochany święty Mikołaju,

chciałabym dostać trochę zapachowych i kolorowych świeczek. Bo jako prawdziwa (i już nie taka początkująca) wiedźma palę świeczki na potęgę. A niestety nie zawsze jest czas aby tak skrupulatnie uzupełnić świeczkowe zapasy.

Kochany święty Mikołaju,

chciałabym wrócić do Nowego Jorku. Chciałabym móc zrobić tam swoje niemożliwe. Chciałabym przypierdolić, dalej zaginać czasoprzestrzeń i spełniać marzenia. Chciałabym pracować i nigdy więcej nie musieć robić badania krwi na markery nowotworowe.

Chciałabym nigdy, już nigdy, nigdy w siebie nie wątpić.

Wesołych Świąt kochani!

Obyście odpoczęli, wyspali się, najedli i spędzili ten czas z ludźmi z którymi chcecie go spędzić…

Pamiętajcie jednak, że jeśli nie napiszecie listu do Świętego Mikołaja, chłopak może nie wiedzieć co wam przynieść. Czasem trzeba spisać swoje marzenia, tak nawet dla samego spisania.

Na deser dzielę się z wami piosenkami, które ostatnio mi towarzyszyły. Nie są świąteczne, są filmowe.

2 myśli w temacie “z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 56

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s