Kieślowski. Zbliżenie

Ostatnio prosiłam świętego Mikołaja o wciągającą lekturę. Taką, która – tak jak kiedyś, kiedy miałam naście lat potrafiła całkowicie przysłonić mi świat. Tak też się stało, bo od tej książki ciężko było mi się oderwać. Przed Wami Kieślowski. Zbliżenie Katarzyny Surmiak-Domańskiej.

Surmiak-Domańska zaczyna opowieść o Kieślowskim od najmłodszych lat jego życia. Opowiada o ojcu, relacji z siostrą i mieszkaniu w Sokołowsku. Są trudne warunku finansowe, wszechobecna gruźlica i wielka pracowitość. Później szkoła w Warszawie i upór – żeby dostać się do Szkoły Filmowej. Dobrze znam opisywany przez nią moment, kiedy tak bardzo goni się za mityczną Szkołą Filmową, że tak naprawdę ciężko jest już sobie przypomnieć skąd ta gonitwa…

Jest umówiony z matką po egzaminach w Warszawie pod kolumną Zygmunta. Jedzie w górę ruchomymi schodami nad Trasą W-Z i zastanawia się, jak jej to powie. Plac przed kamienicą Johna rozmyty jest w deszczu. Barbara czeka zmoknięta. Ich spojrzenia spotykają się z daleka i on wie, że nic jej nie będzie musiał mówić. Tak jak się spodziewał, strasznie się zmartwiła. A potem powiedziała:

„Słuchaj, może ty się po prostu do tego nie nadajesz”

„I nie wiem, czy płakała, czy to był deszcz, ale zrobiło mi się jej strasznie żal. Taka była smutna. Wtedy zdecydowałem, że się tam dostanę, choćby nie wiem co. Udowodnię im, że się nadaję. Właśnie dlatego, że była smutna”.

Katarzyna Surmiak – Domańska „Kieślowski. Zbliżenie”

Kieślowski to ogromna praca, twardy charakter i wieczne poczucie niespełnienia. Przez całe życie zadręczał się pytaniem, czy dobrze wybrał zawód, jednocześnie nie mając żadnych problemów z byciem doradcą i w dużym stopniu – przywódcą. Na blisko 600 stronach Katarzyna Surmiak-Domańska stworzyła naprawdę niesamowity portret człowieka, który tak pilnie strzegł dostępu do swojej prywatności. Wykorzystała wypowiedzi znajomych, przyjaciół i siostry Kieślowskiego. Użyła prywatnych zdjęć, znanych ujęć i fotosów z filmów. Kieślowski. Zbliżenie to wspaniale ułożony i wciągający wielogłos. Ułożony z fragmentów i urywków, ale dający niesamowicie pełny obraz.

„Darek, jest taka sprawa. Chcę mieć psy i koty, ale kalekie. Na przykład, żeby pies miał tylko dwie nogi albo żeby kot nie miał uszu albo ogona. Do tego potrzebowałbym kilka trupów psów i kotów… Do tego jeszcze karaluchy, glisty mogą być, różne takie robale, ale żywe. Uwaga, robale musz być żywe. Wiesz, jak powiem to produkcji, to produkcja powie: tu jest konsultant do spraw zwierząt, a konsultant do spraw zwierząt mi powie: panie, przecież ja nie utnę psu nogi, rozumiesz, dlatego chciałem, żebyś ty się tym zajął”.

„Super!”.

Od tej pory zaczyna się dla Jabłońskiego film.

(…)

Co kilka dni na biurku kierownika produkcji Ryszarda Chutkowskiego dzwoni telefon: „Z tej strony Akademia Weterynaryjna, mamy dla państwa bardzo ładne dwa rude kotki. Nie żyją, oddała nam właścicielka”.

„Panie Darku, pan powie reżyserowi, że są dwa rude koty”.

„Krzysiek, chcesz dwa rude koty?”

„Bardzo by chciał, ale koty robię za dwa tygodnie”.

„Szkoda, zmarnują się”.

(…)

W końcu przychodzi dzień kota. Kręcą na Dzikiej w zakamarkach osiedla Stawki. Jan Tesarz je kanapkę. W kolejnym ujęciu z drzewa na sznurku ma dyndać zdechły kot. Jabłoński przynosi kota, wyjmuje go z torebki…

„Darek, słuchaj, jest mały problem. Nie zdążymy jednak dzisiaj skręcić kota. Przerzucamy go na jutro”.

„No, ale co… co ja mam z nim zrobić?”.

„Ja nie mogę, ja mam w domu małą bratanicę” – od razu odzywa się ktoś z ekipy.

„Ja odpadam, też mam dzieci” – dodaje inny głos.

Kieślowski wbija wzrok w asystenta.

„Krzysiek, wiesz, że ja mieszkam teraz u babci. Jak ja jej do lodówki włożę kota…”

Wytrzymuje jego spojrzenie. Kieślowski pierwszy spuszcza wzrok.

„Dobra, zapakuj mi go”.

Katarzyna Surmiak – Domańska „Kieślowski. Zbliżenie”

Choć zdaję sobie sprawę, że moje zainteresowanie Kieślowskim jest dodatkowo podkręcone przez moje własne przemyślenia i wybór własnej drogi. Ale mimo wszystko wydaje mi się, że nawet Ci którzy nigdy nie stanęli na planie filmowym mogą w tej opowieści znaleźć coś dla siebie. Tak jak w jego filmach…

„Wielu ludzi nie rozumie drogi, którą idę. Uważają, że to droga niesłuszna, że zdradziłem własny sposób myślenia, swój sposób oglądania świata. Otóż nie mam takiego poczucia. Nie zdradziłem poglądów ani ich nawet na chwilę nie opuściłem z jakiegokolwiek powodu – dla wygody, pieniędzy czy dla kariery. Nie zdradziłem niczego z siebie w Weronice, Trzech kolorach, Dekalogu czy Bez końca. Myślę raczej, że wzbogaciłem portrety ludzi o całą tę sferę przeczuć, intuicji, snów, przesądów, która jest wewnętrznym życiem człowieka. Pomimo świadomości, że tego się nie da sfilmować, żeby nie wiem jak się starać, idę w tę stronę, żeby się do tego zbliżyć na miarę moich umiejętności”.

(…)

Podczas jednego ze spotkań z francuską publicznością ktoś pyta go: „A pan? Czego pan by najbardziej chciał w życiu?”.

„Ja najbardziej bym pragnął spokoju – odpowiada Kieślowski – Ale on jest nieosiągalny”.

Katarzyna Surmiak – Domańska „Kieślowski. Zbliżenie”

PS. Kilka tygodni temu w barobusie na jednym z planów filmowych niejednokrotnie słuchałam historii o Kieślowskim. Historie opowiadał ktoś, kogo również odnalazłam w tej książce. Wujek Jurek bo tak nazywaliśmy go od pierwszego dnia to prawdziwy pasjonata kina. Zawsze powtarzał, że robi filmy dlatego, że je kocha. Słuchając jego historii często żałowałam, że urodziłam się za późno.

2 myśli w temacie “Kieślowski. Zbliżenie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s