Samui song [RECENZJA]

W pierwszej godzinie Samui song jest ciekawym, psychologicznym dramatem o zakleszczonej w małżeńskiej relacji kobiecie, ludzkim przybieraniu masek i desperackich duchowych poszukiwaniach. Później… to już całkiem inny film.

Viyada (Laila Boonyasak) ma 30 lat i jest aktorką popularnych seriali, która dusi się w swoich szablonowych rolach czarnych charakterów. Choć zdaje się, że nie brak jej pieniędzy to kobieta tkwi w pewnym kontrakcie – zimnym małżeństwie z bogatym Jerome (Stephane Sednaoui) – niespełnionym rzeźbiarzem. Jerome jest zaangażowany w życie lokalnej grupy religijnej, której przewodzi surowy guru. W szeregach organizacji chętnie widziałby również swoją żonę, ale ta nie sympatyzuje z naukami guru…

Samui Song momentami przypomina thriller, który stopniowo i cierpliwie buduje w nas opowieść o mrocznych międzyludzkich relacjach. Film rozpoczyna się sceną wypadku samochodowego. Roztrzęsiona Viyada rani się rozbijając swoje auto. Za chwilę, paląc papierosa na samochodowym parkingu pozna mężczyznę – Guy’a (David Asvanond). Kobieta opowie mu swoją historię, a my razem z nią cofniemy się do wygodnego domu, męża i religijnego guru. Jak się okaże – to właśnie tego dnia Jerome uderzył swoją żonę, a ona uciekając od niego doprowadziła do wypadku.

Przyznam szczerze, że pierwsza godzina Samui song – pełnego napięcia dramatu młodej, pięknej aktorki trzymała mnie przed ekranem. Później jednak film zaczął leniwie skręcać w całkowicie inną stronę wytracając nieźle nabudowaną historię o zakleszczonej w swojej roli kobiecie. Na dodatek pojawi się kilka krwawych scen, trochę śmierci i sporo ładnych ujęć. Szkoda, bo czułam jak z każdą minutą – kiedy oddalaliśmy się od ciekawie postawionej historii wytracała się energia filmu.

Nie da się ukryć, że Pen-Ek Ratanaruang nie raz postanowił puścić do widza oko załamując granicę między tym co znajduje się w roli Viyady. Szkoda tylko, że przesadził z dodawaniem do Samui song kolejnych historii i filmowych gatunków nie mogąc zdecydować się na jeden. Zdecydował się nawet na zatarcie granicy filmowego świata odsłaniając w pewnym momencie ekipę filmową abyśmy mogli odetchnąć – to co widzieliśmy przed chwilą to tylko filmowa rola Viyady.

Zdecydowanie Samui song nie jest filmem dla każdego. To typowe slow cinema, którego pierwsze pięćdziesiąt minut mogę polecić z czystym sumieniem.


Film mogłam obejrzeć dzięki uprzejmości Festiwalu Pięciu Smaków. Samui song można obejrzeć w kinach od 25 stycznia 2019.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s