The Fault in Our Stars | Gwiazd naszych wina

Nie da się ukryć, że film The Fault in Our Stars (czyli Gwiazd naszych wina) – produkcja, która na pierwszy rzut oka jest przeznaczona nastolatkom płci żeńskiej jako środek wywołujący potoki łez, pełna jest fabularnych klisz.

Bo przecież jest tu całkiem zwykła dziewczyna (o przeciętnej urodzie, z przeciętnej rodziny i mieszkająca w przeciętnym miasteczku) oraz całkiem zwykły chłopak (odrobinę zabawny fan powieści, gdzie zombie przybierają główne role). Oboje, całkiem zwyczajnie mają kilkanaście lat i całkiem zwyczajnie zakochują się w sobie przypadkowo wpadając na siebie na korytarzu (nie ma przypadków).

Wszystko byłoby zwyczajne, tylko oboje mają raka, który w przyczajeniu zjada (albo odpoczywa od jedzenia) ich organizmy…

Nie mogę ukrywać, że losem tego filmu interesowałam się od dawna. Jest to adaptacja powieści Johna Greena – pisarza, którego książki skutecznie mnie prześladują odkąd w wieku 15 lat przeczytałam jego Szukając Alaski (moja relacja z tą książką to jest opowieść na inną powieść…). Gwiazd naszych wina jako książka może i nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia, aczkolwiek zostawiła coś w głowie.

The fault in our stars

Shailene Woodley, John Green, Ansel Elgort

Do tego Josh Boone (reżyser znany również ze Stuck in love), Scott Neustadter i Michael H. Weber (scenarzyści The Spectacular Now czy 500 Days of Summer). Trzy nazwiska i kilka tytułów filmów, które lubię. Uwielbiam styl 500 Days of Summer (było na filmowymKOCIE!), a Stuck in love (też BYŁO!) swego czasu kompletnie zamieszało mi w głowie…

The fault in our stars

I znowu John Green z odtwórcami głównych ról

I to by było chyba na tyle…

Nie mogę powiedzieć, że Gwiazd naszych wina jest kompletnym niewypałem – bo tak nie jest.
Ale nie mogę powiedzieć, że wyszłam z kina w zachwytach – bo tak również zdecydowanie nie jest. Wyszłam ogromnie zawiedziona. Może dlatego, że na długo przed premierą związałam się emocjonalnie z powieścią, autorem i innymi twórcami co sprawiło, że miałam naprawdę wygórowane oczekiwania.
Film jest poprawny – wyciska jedną (u mnie dokładnie dwie) łzę, ma chwytliwy soundtrack i bohaterów w których wcielają się aktorzy wyglądający jak każdy z nas. Znajdziemy tu ładniutką, skromniutką dziewczynkę Hazel Grace (Shailene Woodley) oraz zabawnego i przystojnego młodzieńca Augustusa (Ansel Elgort). Oboje są poprawni, może lekko nużący i typowi – brakuje im pewnego polotu i spontaniczności, ale są zdecydowanie prawdziwi.
Zdjęcia – nie uchylają nieba, podobnie jak reżyseria. Narracja poprowadzona przez Hazel Grace, nie jest zabiegiem odkrywającym nową rzeczywistość, ale możemy wziąć to wszystko za dobrą monetę – w końcu jakoś trzyma się całości, zrobionej według klasycznego podręcznika, książki jak najłatwiej nakręcić film.

I tak, ściska mnie trochę żałość, bo czuję że z The Fault in Our Stars można było wyciągnąć więcej. Nie odczułam w tym filmie klimatu, który sprawia że bez przerwy zakochuję się w powieściach Greena. Czuję, że te proste (nie prostackie, tylko proste), życiowe słowa wypowiadane przez doświadczonych przez los młodych ludzi mogłyby być zagrane lepiej, ograne lepiej, wykadrowane i zmontowane lepiej.
Nie chwyciły mnie, nie wycisnęły ze mnie potoku, tylko dwie łzy.

Szkoda, bo chciałam sobie popłakać nad piękną miłością.

Może Soundtrack?
 

Jedna myśl w temacie “The Fault in Our Stars | Gwiazd naszych wina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s