Jak napisać recenzję filmową?

Jaka recenzja jest każdy widzi.
Ma słowa, zdania, kropki i kreski.
Stwierdzenia, gwiazdki, kwiatki i inne oceny w skali.
Ale tak naprawdę…

Co zrobić żeby napisać dobrą (co oznacza dobrą?) recenzję, przy której czytelnik nie zaśnie w połowie pierwszego zdania…

 Wpis jest inspirowany tekstem Michała Chacińskiego o recenzji filmowej i wzbogacony o filmowokocią praktykę i własne autorskie przemyślenia.

Recenzja filmowa.

O co w niej chodzi i jak się za nią zabrać.


1. Musisz obejrzeć film.

Serio. Bez tego nic nie zdziałasz. Piszę to, bo widziałam na swoje własne oczy teksty których autorzy przyznawali się że filmu nie widzieli. Tak więc – zdarza się. Nie stosujcie tutaj zasady nie znam się to się wypowiem, a tym bardziej schematu – streszczę fabułę i jakoś styknie. Wtedy tekst nawet nie ma prawa nazywać się recenzją.
Kopiowanie, przepisywanie i ściąganie – jako działanie nieetyczne jest oczywiście pozaklasowe.

2. Czy od razu siadać do pisania recenzji?

To zależy (uwielbiam zdania zaczynające się od to zależy).
Każdy ma inny sposób pracy, ja często daje sobie dobę odpoczynku od filmu, ale zdarzyło mi się zabierać do pracy od razu po seansie. Przy niektórych filmach warto dać sobie chwilę na przemyślenie i ułożenie wszystkiego w głowie.
Spacer po wyjściu z kina? Jeśli pomaga, to owszem (mam teorię, że układanie myśli w głowie jest ściśle związane z ilością przebytych kilometrów). Zdarza mi się w drodze powrotnej do domu spisywać ważne myśli w notatniku (nie ruszam się nigdzie bez notatnika) lub ewentualnie od razu wpisywać je do nowego posta na blogu (zapisano wersję roboczą, ach te elektroniczne gadżety z internetami…).

3. Ale pisać czy nie?

Czy pisać o każdym filmie jaki zobaczymy, o każdym który wpadnie w nasze ręce? Można, ale ja tak nie robię. Sama jestem redaktorem własnego kawałka internetu i to ja decyduje o czym chcę napisać (truizm), ale prawda jest że warto inwestować swój czas w klepanie w klawiaturę tylko w przypadku tych filmów które rzeczywiście do nas przemówiły.
W jednym z najbardziej znanych filmowych pism na świecie François Truffaut i Jean Luc Godard stosowali zasadę, że recenzję z danego filmu pisał ten kto podchodził do tytułu z największym entuzjazmem. Stwierdzali, że tylko wtedy autor przyłoży się i zanalizuje film lepiej. Zaangażowanie to ta magiczna przyprawa po której dodaniu każdy tekst może stać się smaczniejszy.
Ja stosuję zasadę jak mam coś do powiedzenia (napisania?) to piszę. W innym przypadku nawet nie ma co otwierać laptopa, bo wyjdzie z tego marny tekst.

4. Mój punkt widzenia

Czy przy pisaniu recenzji wskazany (i czy możliwy…) jest stu procentowy obiektywizm? Czy recenzja bez postaci (osoby) recenzenta jest czegokolwiek warta? Czasami sięgamy po teksty określonych osób, zaglądamy  na określone blogi, czytamy określoną prasę… Owszem, bo mamy je pod ręką, prawdopodobnie podoba nam się szata graficzna, robimy to z przyzwyczajenia, ale…
Czy to nie sam autor w dużej mierze nas przyciąga w to jedno konkretne miejsce? Do tego jednego, konkretnego tekstu…

Nigdy w życiu nie napisałem obiektywnej krytyki i mam nadzieje, ze nigdy mi się to nie zdarzy – George Bernard Shaw


5. Ale dla kogo piszę?

To ważna kwestia, bo inaczej będę układała słowa jeśli wiem, że piszę do ludzi, którzy o kinie nie wiedzą nic i właśnie zastanawiają się w towarzystwie jakiego filmu spędzić piątkowy wieczór…
Inaczej też będę pisała do ludzi, którzy są filmowymi zapaleńcami, pasjonatami i często nawet znawcami.
Można też pisać dla siebie i nie mówię tutaj o grafomanii, ale o pisaniu przeplatanym luźnymi przemyśleniami czy odniesieniami do prywatnego życia… Na to mogą pozwolić sobie autorzy będący w tzw ekstraklasie, ci którzy mają już wyrobione i znane nazwisko (u nich wszystkie chwyty są dozwolone, bo ludzie i tak będą chcieli ich czytać) oraz… blogerzy. Blogerzy na swoich małych poletkach internetu mogą wszystko i nie mają nic do stracenia. W najgorszym wypadku… istnieje takie prawdopodobieństwo, że nikt tego nie będzie czytał.

6. Oceniam film z pewnego punktu widzenia i w pewnym świetle…

Tak, nie możemy się samobiczować – robimy to nieustannie. My i nasza głowa to coś od czego nie da się uwolnić… Nie ma obiektywizmu – wszystko zależy od punktu siedzenia. Inaczej popatrzymy na film kiedy schowamy się w klimatyzowanym kinie w letni wieczór, a inaczej jak będziemy go oglądać z przyjaciółmi we własnym domu.
To coś w stylu – od kultury nie można uciec. Nie uciekniemy od wpływu jaki ma na nas, nasze pochodzenie, kraj, rodziny, pogoda, relacje z najbliższymi… (mogę wymieniać do końca świata).I nawet jeśli przychodzi komuś do głowy uważać to za wadę to proponuję przekuć ją na zaletę. Polecam dystans. Dystans sprawdza się bardzo często.

7. Zepsuć zabawę czy nie?

Jak z tym jest…? Zdradzać zakończenie czy nie? Ogólnie jestem za tym, żeby nie pisać jak skończyła się historia. Czytelnikom wystarczy delikatne nakreślenie fabuły, wstęp, zarysowanie postaci… Po co więcej?

8. Pisać o emocjach?

Czy wypada nam pisać o emocjach jakie wywołał w nas film? Na przykład – tego dnia pokłóciłam się z mamą, a film – nawet wprost nie dotyczył relacji matka-córka… Oczywiście, że się dopatrzyłam tam historii w którą mogłabym wpleść własne życiowe przemyślenia i refleksje. Nie mogłam uciec od swojej głowy i nabrać dystansu…
Tak sobie myślę, że jeśli używamy emocji w rozsądnych dawkach to nie ma w nich nic złego. To one sprawią, że tekst o filmie stanie się bardziej unikatowy. Mój indywidualizm może spowodować, że tekst stanie się bardziej indywidualny. Oczywiście – wywlekanie życia prywatnego jest totalnie bez sensu (zbyt silne stwierdzenie – jest kompletnie niepotrzebne i nieprofesjonalne?), ale podarowanie okrucha (jeśli czujemy taką silną potrzebę) nie zrobi nic złego.
Znowu – nawet jeśli postrzegamy to jako wadę – spróbujmy przemienić to na zaletę.

9. Recenzja encyklopedią?

Niejednokrotnie dostaję komentarze – ani słowa o tym, że jest to remake, że ten reżyser pracował wcześniej przy takim projekcie albo że aktorka miała wtedy tyle lat i ważyła tyle kilogramów. Okej, jeśli macie ambicje stworzenia encyklopedii polecam gromadzenie takich informacji.
Nie powiem, że dobry research jest zły – przydaje się i poszerza wiedzę, ale nie oznacza to, że mam rozpisywać się o czymś co nie uważam osobiście za coś istotnego.

10. Jak to ogarnąć?

Pewne recenzje mają tak zwaną strukturę klasyczną. Każda z nich ma (w kolejności) – tytuł (ideałem jest kiedy tytuł nas chwyta), wstęp (wszystkie chwyty dozwolone – oby było krótko), streszczenie (to jak z tym ujawnianiem zakończenia?), komentarz lub ocenę autora (gwiazdki? Choć jestem ich przeciwnikiem…) i podsumowanie (krótko, przydałaby się także pointa jak ktoś posiada zdolność jej tworzenia…).

Legenda głosi, że dobrze jest gdy tekst nie przekracza 1600 znaków.

Ale to taka legenda…

Recenzja

pracujący filmowy kot (muszę przestać szukać zdjęć kotów przed komputerem, wręcz niebezpiecznie mnie to bawi…)

15 porad dla początkujących praktyków

(wg. Michała Chacińskiego)

1. Obejrzyj film. Jeśli możesz, zrób to dwukrotnie.
2. Zastanów się nad filmem. Zwłaszcza jeśli nie masz pewności, że wszystko rozumiesz.
3. Odpowiedz na pytanie, czy widzisz w filmie coś, czego nie widzi może być może żaden ze stu innych recenzentów.
4. Jeśli odpowiedź jest negatywna, odpowiedz sobie na pytanie, czy warto pisać recenzję.
5. Odrzuć iluzję obiektywizmu. Zawsze pisz od siebie.
6. Zastanów się, dla kogo jest przeznaczony tekst – dobierz język i temat tekstu do odbiorcy.
7. Mierz zamiary na możliwości. W dwóch tysiącach znaków nie zmieścisz historii kina.
8. Nie psuj innym zabawy – unikaj spoilerów albo przynajmniej o nich uprzedzaj.
9. Świadomie operuj formą – jeśli zmieniasz klasyczną strukturę, upewnij się, że wiesz po co.
10. Nie zasypuj czytelnik faktami dotyczącymi filmu – ważniejsze są twoje spostrzeżenia. Faktów świat ma nadmiar, brak mu sensów.
11. Po napisaniu recenzji sprawdź, czy jasno w niej oceniasz film.
12. Jeśli nie ufasz redaktorowi, oddaj tekst nieco krótszy niż zamówiony. Ryzykujesz mniej skrótów.
13.W razie obaw poproś o możliwość udziału w redakcji tekstu.
14. Przeczytaj tekst w druku. Wcześniej wypij melisę.
15. Przed kolejnym filmem czytaj i oglądaj wszystko, co ci wpadnie w ręce. I słuchaj wszystkiego co ci wpadnie w ucho. Nie zrozumiesz kina nie znając historii literatury, muzyki i sztuki.

6 thoughts on “Jak napisać recenzję filmową?

  1. Patryk Karwowski pisze:

    Ja najczęściej idę na żywioł. Pewnie to źle i pewnie do recenzji to niepodobne. Jednak za stary jestem by wpiąć się w szablon i działać wg. definicji 🙂 Najważniejsze że żonie się podoba (choć bardzo prawdopodobne że kłamie :).Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Arkadiusz pisze:

    Można ją w sumie podciągnąć pod zasadę 3 😉

    Też czytałem ten tekst Chacińskiego. Bardzo fajnie napisany. I w jakiś sposób może pomóc „początkującym” recenzentom. Jednak wiadomo, że w necie na własnym blogu większość ludzi będzie pisała „po swojemu”. Jednak przestrzeganie tych zasad może tylko pomóc.

    Polubienie

  3. Króliczek Doświadczalny pisze:

    Zabawne w tym zdjęciu jest to, że sięgając po mysz kot ma wysunięte pazury (w drugiej łapie schowane) 🙂
    Osobiście rzadko piszę u siebie recenzje filmów, bo wydaje mi się że balansuję na granicy banału. Dlatego o filmach opowiadam niejako przy okazji, nie kierując się właściwie żadną z tych zasad 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s