z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 35 – powodzenia

Powodzenia to dziwna sprawa. Projekt przy którym wydarzyło się tyle cudów, że jeśli zgodnie z powiedzeniem – głupi ma zawsze szczęście to ja jestem największą idiotką świata.
Jestem, naprawdę.

Ten wpis był edytowany tylko jakieś siedem razy. Dwa razy został całkowicie skasowany i napisany od początku. Weźcie to pod uwagę.

 


8 argumentów za tym, że jeśli głupi ma szczęście to jestem największą idiotką świata.

 

1. Mam szczęście do kierownictwa produkcji.

Trójki współpracowników, którzy sprawili, że ten plan był dla mnie jak skakanie po chmurkach. To oni odbierali telefony, objęli strategię przytulania, przypominali mi o jedzeniu, a kiedy coś próbowało się wywalić zapobiegali wszelkim wydarzeniom. Dziękowałam im za to wszystko każdego dnia i mogę tak jeszcze długo.

5099b-powodzenia-45

Kierownik produkcji nie boi się rozganiania dymu. Foto: Marlena Jabłońska

ee313-powodzenia-85

Karolina i Michał. Karolina bardzo cierpliwie pytała mnie co półtorej godziny czy nie potrzebuję soczku czy innego snicersa. Nie wiem czy własna matka się o mnie kiedykolwiek aż tak troszczyła Foto: Marlena Jabłońska


2. Mam szczęście, że trafiłam na cudownie partnerskich aktorów.

 Popatrz na niego jak na puchatego kotka, stoisz jak ch… w torcie albo teraz masz takiego świerszcza cyk cyk to nowoczesne określenia które powinny wejść do reżyserskich słowników. Agata, Weronika i Mateusz wytrzymywali zimno, obsuwy czasowe, korki, przejazdy, śniegi i deszcze a przede wszystkim wytrzymywali ten cały grajdoł w towarzystwie reżysera płci żeńskiej i operatora płci męskiej.

Weronika i dwie zestresowane rybki przed ujęciem. fot. Joanna Siwy

 

91ad0-dsc_0322

Mateusz, człowiek który momentami ma większą cierpliwość niż ja. Foto: Joanna Siwy

Weronika, Agata i ja (w koszulce z kotem – na planie chociaż jednego dnia musi pojawić się koszulka z kotem). Foto: Joanna Siwy


3. Mam szczęście do pogody.

Gramy majowe słońce.
Jest poniedziałek, godzina 18:00 – jedziemy na lokację którą będziemy grać w środę i czwartek. Zaczyna padać śnieg. Przestaje w okolicy północy, ale jest go naprawdę DUŻO.
O 2:00 rejestruję, że zaczyna topnieć, rano jeszcze są jego resztki…
Koledzy przed wyjazdem na plan namawiają mnie do zmiany koncepcji scenariuszowej. Ja odpowiadam im na to: przecież za chwilę śniegu nie będzie. Na lokacji trzeba tylko strzepać śnieg z choinki za oknem i wycelować 6kW w trawnik.
Wtorkowe popołudnie – nie ma już śniegowych śladów.
Środa? Przynosi nam cudowny zachód słońca. Podobnie czwartek. Chcieliśmy zachodu słońca. Więc DUŻO DOBREGO ZACHODU SŁOŃCA.

Jaka to pora roku? Rano był śnieg. Foto: Joanna Siwy

Zimno, ale wesoło? Foto: Joanna Siwy

Gonimy zachód słońca. Foto: Ja


4. Mam szczęście do statystów i asystentów.

Bo nie wiem czy wiecie, ale strasznie ciężko jest zapanować nad taką gromadą cudownej młodzieży 🙂
I kiedy zaczyna się dyskusja na planie skąd znasz Anię to śmiechu nie ma końca, bo wszystkie nasze ścieżki życiowe jakoś się tak dziwnie pokręciły że spotkanie tak różnych ludzi w jednym miejscu jest jak zaskakujące i nieuniknione.

Kaśka i Robert. Z Kaśką po raz pierwszy spotkałam się w maju 2015 roku, z Robertem w czerwcu 2015. Chociaż tak ogólnie rzecz biorąc znamy się znacznie dłużej. Foto: Joanna Siwy 


5. …mam jeszcze większe szczęście do całej ekipy.

Kiedy cała ekipa tłoczy się przy podglądzie gdy gramy scenę w jednym ujęciu i śledzi pilnie każdy szwenk to czuć to zaangażowanie w powietrzu. I to jest cudowne uczucie.

Jest zawsze taki moment, kiedy przyjeżdżamy na lokację i każdy chwyta się za swoją działkę. Jako że ja sama mam zakaz noszenia, przestawiania i podawania – mogę tylko stać i obserwować jak wprawiona w ruch machina sama się toczy i jak równolegle dzieje się kilkanaście różnych rzeczy – tylko po to żeby za chwilę być gotowym do ujęcia.
Zawsze przyprawia mnie to o dreszcz i chęć wypowiedzenia dziękuję.

A kiedy w piątek przez pół dnia dostaję smsy o treści szkoda, że to już koniec bo atmosfera na planie była taka świetna…
Życie jest krótkie, nie? Więc nawet jeśli film będzie do dupy to przynajmniej sprawiłam radość garstce ludzi, a to już jest dużo.

Egzamin. Pierwszy dzień zdjęciowy. Zostałam przyłapana z czymś czego nie powinnam pić. Foto: Marlena Jabłońska

Przy kamerze tłok. Foto: Marlena Jabłońska

Pokój Ewy i Magdy wyczarowany przez Basię i Kaję. Foto: Joanna Siwy

Banda bezdomnych oszołomów. Foto: Joanna Siwy


 6. Mam szczęście do szczerych relacji dookoła siebie.

 I to nie jest ta legendarna bolesna szczerość. To zwyczajna, klasyczna, uprzejma i troskliwa szczerość. Umiejętność powiedzenia dziękuję, przepraszam i wkurwiasz mnie kiedy trzeba. To możliwość żartowania i śmiania się ze swoich błędów, wad i potknięć.

Przed ujęciem plotki z Weroniką. Foto: Marlena Jabłońska

Statystycznie najczęściej wypowiadane przez Piotrka słowa to: „Anka, nie pierdol”. Foto: Marlena Jabłońska


7. Mam szczęście do super-ultra-szybkiej nauki.

A to jest dopiero niesamowita sprawa. Bo okazuje się, że jestem jeszcze bardziej opanowanym człowiekiem niż mi się wydawało.
Anemia swoją drogą, ale kiedy w grę wchodzi adrenalina to mój mózg ma większą władzę nad ciałem niż mi się kiedykolwiek mogło wydawać…
I jeśli ktoś wchodzi mi w drogę i zmusza do przestawiania moich planów (mimo uporczywych próśb i informacji że moje plany są sztywne) to mimo wszystko potrafię uprzejmie tupnąć nogą.
Jak twierdzi operator:  nie jestem z tych, które niechybnie zabijają. Ja powoli dolewam trucizny patrząc jak ofiara ją spożywa i prosi o więcej.
Na tym planie nauczyłam się cholernie dużo. I to już jest bezcenna sprawa.

Słońce było tak silne, że nie musieliśmy stawiać lamp w oknach. Foto: Marlena Jabłońska

 

Sprawa przy podglądzie. Foto: Marlena Jabłońska


8. Mam szczęście do przypadków.

Ktoś, gdzieś skręcił w uliczkę obok i nagle okazało się że sytuacja obróciła się na korzyść filmu. Ktoś przechodził nieopodal i rzucił zdanie, które później będzie kiełkowało w mojej głowie do końca tygodnia. To tak jak pan Andrzej z mojej klatki (mieszkanie nr 21), który stojąc na papierosie przy oknie powiedział do mnie i do Kasi widzę, że jesteście fajne ale pamiętajcie jedno – bądźcie sobą cokolwiek się stanie. A później popatrzył mi w oczy i dodał byłem spawaczem przez większość życia, kierownikiem zmiany i cokolwiek się nie wydarzyło to zawsze ludzie byli ważniejsi niż materiał.
To dobre podsumowanie. Ludzie  ważniejsi niż materiał.
I nie ma przypadków.

W międzyczasiu, czyli między oficjalnymi dniami zdjęciowymi. Foto: Ja

I w drodze na lokację… Foto: Ja


Edit:

Nie myślcie, ze jest tak różowo. Dzisiaj, zaraz po tym jak otworzyłam oczy przyszło mi do głowy jestem w strasznej dupie. Bo chyba obiektywnie jestem.
I po kilku dniach przetworzenia pewnych wydarzeń mam ochotę zacząć rzucać talerzami albo krzyczeć. I zaczynam się martwić, być podejrzliwa i popadać w paranoję. Zaczynam się wkurzać, złościć na niewinnych ludzi i palić papierosy. Bo co jeśli wszystko się spierdoli na tym ostatnim etapie? Co jeśli na ostatniej – najprostszej z prostych zostanę sama i jak to często w życiu bywało – bezsilna?

Jest coś w mojej życiowej karmie, że muszę się nauczyć szybkiego podnoszenia i stawiania do pionu siebie oraz świata dookoła. Prawdą jest, że wychodzi mi to już coraz lepiej, ale nigdy to nie jest miły proces.


A z drugiej strony – tak obiektywnie – skoro nie ma przypadków…?

 

One thought on “z pamiętnika filmowca amatora, odcinek 35 – powodzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s